1000 osób miesięcznie przybywa w potomkach Sejmu Wielkiego

Skończyło się półrocze, pora podsumowac „urobek” z ostatniego czasu. W liczbach bezwzględnych baza rośnie w tempie ok. 6000 osób na półrocze. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Historia Internetu | Dodaj komentarz

Dynastie polskie i sąsiedzkie są już w WGM

Po latach ciężkiej walki skapitulowałem i umieściłem w końcu rodziny królewskie i książęce polskie i sąsiednie w Wielkiej genealogii Minakowskiego. Dokładnie – jest to całość pierwszej części tablic Dworzaczka, a więc rodziny panujące w Polsce i Litwie, na Rusi (i w Rosji), na Węgrzech, w Czechach, w Austrii, Bawarii, Saksonii, Prusach, na Pomorzu i w Szwecji.

Objętościowo nie jest tego dużo – ok. 7.000 osób, ale bardzo silnie skoligaconych – przez co moja baza na zapytanie „wszyscy przodkowie Zygmunta Starego Jagiellończyka” pokazuje 630 osób.

Broniłem się przed tym długo, bo chciałem się skupić na genealogii rodzin polskich (w tym litewskich), a nawet Piastowie polskiej krwi nie mają prawie wcale. Jednak weszło to w konflikt z moim głównym planem – opracowania całości Polskiego Słownika Biograficznego, w którym np. rozmaitych książąt piastowskich, ich córek, żon i matek jest bez liku – skoro więc wpuszczam ich furtką, to czas otworzyć główną bramę.

Na samym początku pracy nad Wielką genealogią Minakowskiego prezentowałem ją na odczycie w Polskim Towarzystwie Heraldycznym w Warszawie (słynna Sala Lelewelowska). Wywiązała się szeroka dyskusja i w szczególności Kaj Małachowski podniósł postulat, by nie włączać tablic Dworzaczkowych dla rodzin panujących, bo są już mocno nieaktualne. Usunąłem je więc z WGM nie chcąc się pakować w kłopoty. Ale dłużej się nie dało… Zatem genealogia rodzin panujących jest od tej pory integralną częścią Wielkiej Genealogii Minakowskiego i mogę sobie kontemplować w ilu pokoleniach jestem potomkiem Haralda Sinozębego (czyli Bluetooth – tak, tak, nie przypadkiem symbol komunikacji „Bluetooth” wygląda jak znak runiczny).

Zaszufladkowano do kategorii Genealogia | Jeden komentarz

Google odróżnia pauzy i podkreślenia

Ciekawy kamyczek do ogródka „dashes or underscores”: nie dość, że prawdopodobnie lepiej jest używać łączników (tzn. krótkich kresek poziomych „-„, w odróżnieniu od właściwych myślników/pauz czyli „—” i zakresów tj. „–”) niż znaków podkreślenia („_”) w adresach stron, to jeszcze najwyraźniej są one traktowane jako coś zupełnie innego. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Analizy, SEO | 2 komentarze

Wielka genealogia Minakowskiego – rzeczy do zrobienia

Poniżej podaję listę rzeczy, którymi mam zamiar się zająć w pierwszej kolejności w ramach prac nad piątym wydaniem Wielkiej genealogii Minakowskiego. Oczywiście osoby, które subskrybują wersję internetową postępy widzą na bieżąco.

Jak ktoś ma lepsze pomysły, to proszę zgłaszać; na mojej liście obecnie są:

1. Teki Dworzaczka – wyciśnięcie czego się da: niedawno zapuściłem wyszukiwanie wszystkich sytuacji, w których znam dwóch żonatych mężczyzn o tym samym nazwisku, ale co najmniej jeden z nich nie ma ojca ani żonatego syna; wyszukałem wszystkie regesty, w których takie kombinacje występują i otrzymałem ok. 800 prawdopodobnych przypadków do przeanalizowania. Udaje się w ten sposób skleić przerwane linie genealogiczne wielu rodzin, ale mimo automatycznego przygotowania jest to robota dość żmudna. Przypominam, że w Tekach jest 250.000 regestów, a w mojej bazie znalazłem ok. 2 mln wyżej opisanych kombinacji, co wymagało przeanalizowania miliardów przypadków. [skończyłem 26 czerwca]

2. Z tychże Tek Dworzaczka jeszcze spróbuję wyszukać przedłużenia linii, które mają żyjących dzisiaj potomków: wyszukam wszystkie regesty, w których występują małżeństwa mające dziś potomków, a nie mające przynajmniej jednego z rodziców.

3. Polski Słownik Biograficznyczas przyszedł na „ostateczne rozwiązanie – ze wszystkich 25.000 biogramów wypiszę oboje rodziców (imiona i nazwiska), co pozwoli mi namierzyć osoby, które dotąd się wymknęły. Do tej pory zrobiłem pełne wypisy genealogiczne z 8210 artykułów, a takich do przejrzenia zostało mi 17.527. [28 lipca 2009: do przejrzenia zostało tylko 4.233 artykuły z PSB, ale tych tomów na razie nie zdobyłem, a Biblioteka Jagiellońska w sierpniu nieczynna]

4. Genealogia Piastów, Giedyminowiczów i litewskich gałęzi Rurykowiczów – do tej pory unikałem zajmowania się dynastiami (bo np. Piastowie praktycznie w ogóle nie mieli polskich koligacji), ale te trzy rodziny trzeba jednak wprowadzić, bo niezręcznie jest mówić o genealogii elit polskich bez zajmowania się polskimi dynastiami. [Zrobione, o czym napisałem w osobnym artykule ]

5. Ostateczne uporządkowanie senatorów Rzeczypospolitej od r. 966 do 1945. Oprę się na zestawieniu opublikowanym w Złotej księdze Żychlińskiego (potem aktualizując je w oparciu o te tomy „Urzędników”, które zostały już wydane), dorzucając do tego senatorów i biskupów przedwojennych.

6. Może w końcu uporządkuję nazwy miejscowości i podział administracyjny, żeby miejsce urodzenia, zgonu, chrztu czy ślubu było klikalne, co pozwoli przejrzeć osoby związane z tą samą miejscowością.

7. Choć nie wiąże się to bezpośrednio z Wielką genealogią Minakowskiego, w końcu muszę się zabrać za dokończenie spisu mieszkańców Warszawy z 1854. Wisi cały czas na http://www.przodkowie.com/warszawa/ i błaga o litość, żeby go jakoś twórczo rozwinąć. Od kilku lat chcę umieścić to na mapie (np. na podstawie API Google Maps), ale nie mam czasu…

Zaszufladkowano do kategorii Genealogia | 4 komentarze

W sobotę o 6:01 rano rewolucja na Facebooku

Facebook zakomunikował: pojawią się sensowne adresy profili w Facebooku. Od soboty, 13 czerwca, godz. 12:01 A.M. czasu EDT, czyli o 6:01 rano czasu polskiego można będzie (kto pierwszy, ten lepszy), zarezerwować sobie własną nazwę użytkownika.

Żegnaj http://www.facebook.com/profile.php?id=707054781 , witaj http://www.facebook.com/donald.tusk !

Pozwala to redakcji FB wyrazić się, że  „your new Facebook URL is like your personal destination, or home, on the Web” – istotnie, teraz kiedy będzie można na wizytówce wydrukować facebook.com/donald.tusk , to siła tego adresu wzrośnie niepomiernie.

Zaszufladkowano do kategorii Historia Internetu | Jeden komentarz

Delegat Google na stanowisko wiceministra informatyzacji USA

Jak podał Wall Street Journal, szef działu globalnej polityki publicznej i spraw rządowych [head of global public policy and government affairs] w Google, Andrew McLaughlin, właśnie zmienia pracę, by zostać wiceministrem informatyzacji [deputy to Chief Technology Officer] w rządzie Baracka Obamy.

Nic się nie zmienia, a elity biznesu i polityki trzymają się razem. Ciężko jest być biznesmenem – trzeba ciągle się spotykać z jakimiś politykami… I ciężko jest być politykiem – trzeba ciągle się spotykać z biznesmenami.

Ja tam wolę uprawiać swoją naukę – nie mam czasu na życie towarzyskie, gdzie tyle energii pochłania konserwowanie znajomości i układów – bez szans, że po naszej śmierci cokolwiek z tego zostanie…

Zaszufladkowano do kategorii Analizy | Dodaj komentarz

Bing w Gazetę! Niech żyje konkurencja!

Nie korzystałem z search.msn.com, nie korzystałem z search.live.com i nie będę raczej korzystał z www.bing.com – kolejnych wcieleń wyszukiwarki Microsoftu.

Nie korzystam, bo wyszukiwarki Microsoftu fatalnie indeksują polskie serwery i stron, które mnie interesują tam nie ma.

Ale podoba mi się, że powiało na moment konkurencyjnością: ogłoszono właśnie, że Gazeta.pl wchodzi we współpracę z Microsoftem i będzie korzystać z wyszukiwarki Bing (czyli dawne search.msn.com/live.com). Czyżby to oznaczało, że rezygnują z Gmaila? Może Microsoft zacznie się interesować Polską, przez co Google również się nią zacznie bardziej interesować?

Zaszufladkowano do kategorii Historia Internetu | Dodaj komentarz

Konflikt w Google narasta

Wydawało mi się, że niektóre decyzje Google to efekt jakiejś szatańskiej strategii. Opisałem to tak w mojej wczorajszej notce.

Oświecił mnie jednak przeczytany dzisiaj artykuł Vanessy Fox, którą pamiętam jeszcze jako szefa Google Webmaster Tools (i autorkę bloga „Vanessa Fox Nude”)

Napisała ona:

I (more than many people, having previously worked in Google search) understand that Google is a big company. And I know that both the search and code teams are working hard at their core goals. And believe me, I really love the people working on both teams. I’ve had the wonderful opportunity to work very closely with many of them, and I can vouch for the fact that any lack of integration between the two is not for lack of caring. Those teams care very much about putting out quality products that their customers are delighted by.

To słowa o treści dość piorunującej: mamy oto wizję dwóch wielkich potęg w ramach jednej firmy:

– z jednej strony mamy zespół wyszukiwarkowy, który odpowiada za 100% przychodów firmy, który jest skoncentrowany na budowaniu „tradycyjnego” Internetu, opartego na stronach HTML-owych, broniącego się przed czytaniem Flasha, JavaScriptu, Javy &c., &c.

– z drugiej zespół aplikacji, które wprawdzie obecnie pieniędzy nie przynoszą, ale za to budują istotną część wizerunku i wartości firmy, budując jej pozycję na przyszłość i niszcząc potencjalnych konkurentów.

O tym, jak bardzo zespół aplikacyjny (z jego produktami: mapy, GMail, Docs i cała reszta) nie pasuje do obrazka wyszukiwarkowego dowodzi analiza życiorysu człowieka, który kilka lat temu stworzył (jako lead engineer) pierwszy wielki serwisu AJAX-owy: Google Maps, a od tej pory (3 lata) pracuje nad upublicznionym świeżo Google Wave, Larssa Rasmussena.

3 1/2 roku temu Rasmussen udzielił wywiadu australijskiej edycji ComputerWorlda opowiadając o swoich doświadczeniach i prognozując przyszłość. Przypomnijmy, że jest to człowiek, który wraz z bratem założył firmę tworzącą oprogramowanie mapowe. Mapy Rasmussena były napisane w C++ i byłyby może dalej, gdyby jego firma nie została kupiona przez Google.

Jako internetowa usługa Google system mapowy musiał być oparty na przeglądarkę HTML-ową. Rasmussen poszedł więc na ustępstwo – z C++ przeniósł się do Javy. To było wszystko, na co mógł sobie pozwolić: zarówno on, jak i jego zespół dalej pisze aplikacje internetowe w Javie, do czego służy skonstruowany przez nich Google Web Toolkit (GWT).

Używanie GWT powoduje, że ludzie Rasmussena nie muszą „brudzić się HTML-em”. Oni programują w Javie (a więc: prawie jak w C++), a skonstuowany przez nich GWT tłumaczy program Javy na HTML+CSS+Javascript.

Wydaje się, że dokładnie w ten sposób powstają wszelkie inne systemy aplikacyjne Google’a, takie jak GMail, Google Docs, iGoogle &c. Ludzie, którzy je programują nie muszą praktycznie dotykać HTML-a, bo przecież GWT działa w ten sposób, że nawet testowanie serwisu odbywa się na wersji działającej w Javie (bez HTML-a, CSS-a, Javascriptu &c.).

To są  dwie zupełnie różne kultury – dwa zupełnie różne światy. To się musi rozpaść.

Zaszufladkowano do kategorii Historia Internetu | Jeden komentarz

Impresje nad Google Wave

Obejrzałem prezentację z konferencji Google I/O 2009 prezentującą Google Wave i mam parę spostrzeżeń. Może nie mam racji i ktoś je sprostuje? Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Analizy | 2 komentarze

Przykładasz telefon do towaru w sklepie i wiesz gdzie kupić go taniej

John Batelle w znakomitej książce „The Search” przepowiedział kilka lat temu, że Google zrobi… to co właśnie zrobiło: dało użytkownikom do ręki narzędzie w postaci telefonu, który po przyłożeniu do towaru na półce w supermarkecie pokazuje, gdzie można go kupić taniej…

Tutaj omówienie tego wynalazku. Oczywiście, dało się to przewidzieć z góry i oczywiście poszczególne komponenty do tego są dostępne każdemu: telefon z aparatem fotograficznym, oprogramowanie skanujące kod paskowy i baza produktów.

To co dokłada do tego Google to jest sprawna integracja i duża baza danych. Z tym ostatnim na polskim rynku jeszcze zaczekamy – ciekawe kiedy wejdą?

Zaszufladkowano do kategorii Historia Internetu | Dodaj komentarz