Zarządzanie niewiedzą w naukach historycznych

Z dzisiejszego listu czytelniczki:

Ale mnie Pan znowu zagonił do roboty (…). Chyba na tym polega Pana genialny pomysł, że stworzył Pan ramy i „przymusza” ludzi to wypełnienia ich treścią.

Aż dziw, że chyba nikt tego nie stosował wcześniej, ale istotnie tak chyba jest. To temat na jakąś większą rozprawę metodologiczną, więc naszkicuję go krótko.

Bardzo dużo w mojej pracy genealogicznej zajmują działania, które można nazwać zarządzaniem niewiedzą (w opozycji do zarządzania wiedzą, czyli knowledge management). Polegają one na wspomaganym komputerowo wyszukiwaniu wszelkich luk w istniejącym stanie wiedzy, a potem na skupianiu się na zapełnianiu tych luk. Stosuję te metody od wielu lat i przykładów jest bez liku (niektóre wymienię poniżej).

Tradycyjna metodologia nauk historycznych z założenia jest przyczynkarska – żeby być wybitnym naukowcem w tej dziedzinie, najlepiej jest napisać rozprawę o tematyce nigdy dotąd nie podejmowanej, a zatem najprawdopodobniej tak wąskiej, że nigdy nie budziła ona zainteresowania poprzednich autorów. Daje to autorowi możliwość bycia jedynym ekspertem w danej dziedzinie, a przez to najwyższym autorytetem. Osoby z kręgów akademickich wydają się uważać, że na pisanie syntez przyjdzie czas na starość, po napisaniu kilkunastu szczegółowych monografii – grubych książek, do których nikt nie będzie zaglądał, a w związku z tym nie będą też szeroko dyskutowane, a co za tym idzie – krytykowane.

Efekt takiego myślenia jest zabójczy dla postępu wiedzy – otóż często wielką powagą cieszą się badacze, którzy od dziesięcioleci pracują nad jednym dziełem, przy czym sami nie wierzą już, że zobaczą je ukończone. Gdy taki badacz w końcu umiera, piszą mu w nekrologu, że przedwczesna śmierć nie pozwoliła mu ukończyć wspaniałego (skąd to wiadomo?) i długo oczekiwanego (niewątpliwie…) dzieła, którego jedynie trzy pierwsze rozdziały pozostały w rękopisie, reszta zaś rozsiana jest w licznych artykułach i zbiorczych tomach referatów konferencyjnych.

Ja swoje dzieło tworzę dla siebie, dlatego zależy mi, by w największej części było ukończone jak najszybciej. Dlatego obie moje bazy genealogiczne są skończone już teraz – w takim sensie, że gdybym dzisiaj wpadł pod samochód, mała genealogia (Potomkowie Sejmu Wielkiego) i wielka genealogia (Wielka Genealogia Minakowskiego, www.wielcy.pl) w pełni nadają się do korzystania. Reszta życia pozostała mi na erraty i suplementy.

Rzeczy, których wciąż chcę się dowiedzieć, jest bardzo dużo. I powszechnie to ogłaszam, bo wychowany na Sokratesie nie wstydzę się swojej niewiedzy. Dlatego rozmaite skrypty generują mi codziennie listy rzeczy, których chciałbym się dowiedzieć w pierwszej kolejności. I dla przykładu:

1. W samej genealogii – przy każdej osobie piszę orientacyjną datę urodzenia – właśnie po to, by było wiadomo, że chcę w tym miejscu wpisać datę prawdziwą i jeżeli ktoś ją zna, to chętnie uzupełnię (w innym przypadku ktoś mógłby pomyśleć, że znam tę datę, ale nie podaję bo nie chcę). Jeżeli przypuszczam, że ktoś mógł zostawić potomstwo, a to potomstwo byłoby „potomkami Sejmu Wielkiego” to piszę przy takiej osobie w lewym górnym rogu „Szukamy potomstwa”.

2. Przy potomkach uczestników Sejmu Wielkiego, z których rodzinami nie nawiązałem do tej pory kontaktu, piszę na czerwono, że tego kontaktu szukam. Lista takich osób, o których wiem że rodziny żyją, jest tutaj: http://www.sejm-wielki.pl/prosbaokontakt.php , a przykład osoby z taką czerwoną adnotacją tutaj: http://www.sejm-wielki.pl/b/3.200.374 .

3. Mam listę mężczyzn, których żony spełniają definicję „potomka Sejmu Wielkiego”, a których to mężczyzn nie znalazłem w genealogiach ich rodzin (nie znam ich rodziców). Ta lista jest tutaj: http://www.sejm-wielki.pl/brakujacy_ojcowie.php

4. Zrobiłem listę wszystkich zamordowanych w Katyniu, Charkowie i Miednoje i staram się wszystkich, których mam w genealogii z tą listą skonfrontować. Tu jest lista kobiet, których mężowie nazywają się tak, jak osoby występujące na „Liście Katyńskiej”, więc być może chodzi właśnie o nich: http://www.sejm-wielki.pl/wdowykatynskie.php

5. „Kalendarzyki rodzinne”, jak np. ten wygenerowany dla mojej praprababci: http://www.sejm-wielki.pl/u/9.447.692 – ich głównym celem jest pokazanie w prawej kolumnie pytań odnoszących się do rodziny danej osoby, na które to pytania odpowiedzi poszukuję. Mam też bardziej rozbudowaną taką ankietę, którą wysyłam emailem.

6. Duża ostatnio rzecz – lista osób z Polskiego Słownika Biograficznego, których NIE UDAŁO SIĘ DOTĄD dołączyć do Wielkiej Genealogii Minakowskiego – to jest te 2/3 zawartości PSB, z którymi nie udało się odnaleźć nieprzerwanego łańcucha filiacji i koicji. Lista ta jest tutaj: http://www.wielcy.pl/psb_szukani.php .

To tylko przykłady. Mam więcej takich list i jest to jedno z głównych narzędzi, na jakich pracuję tworząc moje bazy genealogiczne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Analizy, Historia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Zarządzanie niewiedzą w naukach historycznych

  1. Radosław Molenda pisze:

    Po raz drugi spotkałem się z terminem „zarządzanie niewiedzą”. To wbrew pozorom bardzo ważne zagadnienie. Bardzo chętnie przeczytałbym coś więcej na ten temat.

  2. Pingback: Minakowski.pl » Genealogia osób z “Wesela” Wyspiańskiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *