PSB nie będzie mi robił konkurencji

Uczestniczyłem dziś w konferencji celebrującej 80 lat wydawania Polskiego Słownika Biograficznego. W 1935 r. ukazał się tom z nazwiskami od A- do Bey-, a ostatni pełny tom (49) obejmuje nazwiska od Szp- do Szy-. Z tego, co usłyszałem i zobaczyłem wnioskuję, że moja działalność ze strony PSB, a nawet szerzej – polskiej nauki instytucjonalnej konkurencji mieć nie będzie.

Prof. Wojciech Kriegseisen, dyrektor Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk (któremu podlega redakcja PSB) w dyskusji podsumowującej konferencję przedstawił swoją wizję PSB jako de facto „Kwartalnika Biograficznego”, czyli nie: bazy danych zawierającej fakty o osobach, ale: czasopisma (padało porównanie do „Kwartalnika Historycznego”), w którym wybitni uczeni publikują autorskie utwory, będące opowieściami o życiu ciekawych ludzi. W odpowiedzi na sugestie, by sprężyć się i szybko dokończyć publikację tomów na litery od Ś do Ż stanowczo wyraził opinię, że obecne długie i rozbudowane biografie są postępem w stosunku do zwięzłych notek, jakie publikowano w pierwszych tomach. Stwierdził, że przecież przez tyle lat żyliśmy bez tomu zawierającego nazwisko Żyżmorski i nic się złego nie działo – możemy żyć bez niego dalej. Ważniejsze jest to, że nie można dopuścić do pogorszenia jakości artykułów (np. przez powrót do pierwotnej zasady, że streszczają one to, co jest w dostępnej literaturze, bez prowadzenia własnych badań archiwalnych).

Jak wiadomo, nie da się opublikować PSB w Internecie, bo nie da się zdobyć praw autorskich do 27 tysięcy artykułów napisanych przez kilka tysięcy autorów (trzeba by przeprowadzić tysiące postępowań spadkowych). Tzw. „Internetowy PSB” (http://www.ipsb.nina.gov.pl/) to tylko przedsięwzięcie promocyjno-popularyzatorskie, bez ambicji zastąpienia właściwego PSB. Zasugerowałem w dyskusji by zatem potraktować PSB jako bazę danych na nośniku papierowym, wyciągnąć z artykułów wszystkie fakty i część bibliograficzną i opublikować taki ekstrakt – bo on jest od strony praw autorskich „czysty”. Ale ten wniosek spotkał się z odporem prof. Kriegseisena – bo biografie publikowane w PSB są autorskimi opowieściami i takie być mają. Są one jakby książkami biograficznymi, ale skondensowanymi do kilku stron maszynopisu.

Z tej perspektywy nic dziwnego, że głównym problemem Redakcji jest to, że profesorowie nie chcą pisać artykułów bo nie dostają za nie „punktów” tak jak dostają je za publikację choćby w „Kwartalniku Historycznym”. Rozwiązaniem tego problemu, zalecanym przez władze IH PAN byłoby zatem potraktowanie PSB tak, jakby był „Kwartalnikiem Biograficznym”, w którym artykuły mają taki charakter jak w innych czasopismach.

Czy to źle? Może i dobrze. Ale dla mnie istotne jest co innego. Mianowicie w ten sposób moja działalność nie będzie miała konkurencji. PSB nie będzie bazą danych. Jego celem jest trwanie i publikowanie ciekawych, solidnych biografii przez następne dziesięciolecia, a potem jeszcze raz, od początku, w kolejnej serii, znowu od A do Ż. Jeżeli ktoś chce po prostu poszukać faktów o życiu ludzi o nazwisku na literę K, będzie musiał albo korzystać z artykułu wydanego około 1968 r. (a więc już dość nieaktualnego), albo poczekać kolejne 100 lat, gdy PSB zatoczy koło i znowu dojdzie do K. Jest więc miejsce dla instytucji, która zbiera dane o ludziach na dowolną literę alfabetu i gromadzi je w kolejności takiej, w jakiej te dane się odnajdują, a nie takiej, jaki jest cykl wydawniczy od A do Ż.

Pojawił się w dyskusji także kolejny pomysł, również skontrowany przez dyrektora Instytutu Historii PAN – żeby redakcję Słownika przekształcić w jakiś „Narodowy Instytut Biograficzny”, który będzie instytucją powołaną do gromadzenia i publikowania danych o postaciach historycznych. Ale skoro Słownik ma być raczej czasopismem przeznaczonym do czytania, niż bazą danych – to odnoszę wniosek, że jeżeli taki instytut miałby powstać, to najlepiej byłoby, by powstał w oparciu o moją genealogiczno-biograficzną bazę danych (zawierającą zresztą już 52% spośród 27 tysięcy osób opisanych w PSB).

Może więc powstanie kiedyś Narodowy Instytut Genealogiczny imienia Minakowskiego, wzorem choćby Centrum Badawczego Bibliografii Polskiej Estreicherów? Gdybym to co, robię, przekształcił w fundację, znalazł źródło finansowania pozwalające na zatrudnienie większej ekipy, to kto wie?…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Genealogia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *