Przedmiot obowiązkowy: lekcje z koncentracji

Kiedyś było prosto: dostęp do informacji był ograniczony w sposób naturalny: ważne było zdobywanie informacji. W nocy było cicho i ciemno a w dzień maksymalna odległość między rozmawiającymi wynosiła kilkadziesiąt metrów. Gdy pojawiły się książki, były drogie lub trudno dostępne – ludzi, którzy tak jak ja wychowali się w domu, w którym było kilka tysięcy książek było niewiele.

Dzisiaj jest na odwrót. Jesteśmy cały czas online. To nie my szukamy informacji, ale informacje starają się przebić do naszej uwagi. Bardzo ciekawy artykuł ukazał się wczoraj w New York Times: If Your Kids Are Awake, They’re Probably Online . Publikowane są tam wyniki badań prof. Robertsa z Uniwersytetu Stanforda (tak, tego samego uniwersytetu, który ma patent na algorytm Google i w którego kampusie ma siedzibę Facebook).

Badania prof. Robertsa dotyczyły czasu spędzanego przez młodzież z „urządzeniami medialnymi [media devices]”, takimi jak telewizor, komputer, konsola do gier, iPod itp. Poprzednia edycja badań (2005) zakończyła się konkluzją, że ich używalność (czas spędzany dziennie na ich używaniu) nie powinien już wzrosnąć, bo młodzież nie ma już więcej czasu, który mogłaby na to poświęcić (trzeba jeść, trzeba spać, trzeba siedzieć w szkole itd.). Wyniki zdumiały badaczy, okazało się bowiem, że w tym czasie owa używalność wzrosła. Jako wytłumaczenie przyjmuje się korzystanie z kilku urządzeń jednocześnie.

Nie rozumiem mojej żony, która jednocześnie pracuje przy komputerze i ogląda telewizję. Ale owe amerykańskie nastolatki wykorzystują więcej niż dwa urządzenia naraz. Wydaje się, że ta młodzież ma przed sobą znakomitą przyszłość – są zdolni (potrafią obsłużyć te wszystkie urządzenia), bogaci (stać ich na to, przynajmniej ich rodziców).

Ale… na końcu artykułu pojawia się zdanie: „najsilniejszą konsumpcję mediów zauważa się u Murzynów i Latynosów oraz dzieci między 11 a 14 lat”. Czyżby zatem…?

No właśnie. Czy nie mamy do czynienia z kolejną rewolucją? Rewolucją, w której o pozycji społecznej nie decyduje jak dużo ktoś konsumuje informacji, ale na odwrót: jak mało informacji mu wystarczy?

W ostatnim numerze Tygodnika powszechnego ukazał się artykuł Zbigniewa Domaszewicza Rozproszenie 2.0. Przedstawia się tam badania, z których wynika, że robienie dwóch rzeczy na raz (multitasking) oznacza że każda z wykonywanych w ten sposób prac jest wykonywana gorzej: szybciej pracuje się robiąc trzy rzeczy po kolei, niż robiąc je naraz. Informatycy wiedzą to od dawna, bo chociażby zwolnienie komórki w pamięci operacyjnej (u człowieka: krótkotrwałej) aby włożyć do niej inne zadanie zawsze zajmuje trochę czasu i zasobów poznawczych. Więc takie przełączanie się (u informatyków: context-switching) musi kosztować.

Barry Schwartz w swojej książceThe Paradox of Choice: Why More Is Less opisał podobne zjawisko od strony teoretycznej: jesteśmy przyzwyczajeni przez ancien regime końca XX wieku, że bardzo cenną wartością jest możliwość wyboru spośród wielu opcji, podobnie jak w dzisiejszych supermarketach, gdzie każdy produkt jest dostępny w kilkudziesięciu markach, odmianach i wersjach. Zdaniem Szwartza to wcale nie jest dobrze! Tych możliwości, opcji i wersji mamy obecnie za dużo: wkłada się na nasze barki ciężar, którego nie jesteśmy w stanie udźwignąć (jak chory pacjent, ledwo przytomny, którego lekarz-specjalista pyta czy woli taką terapię czy inną). Ludzie są szczęśliwsi jeżeli ten wybór jest mniejszy.

Wersję skróconą (wspaniale zaprezentowaną) obejrzeć można tutaj:

Czy zatem nie jest tak, że skoro informacja i tak sama do nas dociera, to większą sztuką staje się umiejętność dokonania właściwego wyboru, odrzucenia zbędnych informacji i wybrania tego, co ważne? Może czas przestać skupiać się na edukowaniu młodzieży jak zdobywać informację, a czas zacząć uczyć koncentracji i odrzucania niepotrzebnych opcji?

Żebyż to jeszcze chodziło o młodzież. Ten sam problem dotyczy wszak firm i korporacji. Tutaj zacytuję stary ale jary artykuł Michaela E. Portera w „Harvard Business Review” z grudnia 1996:

Strategy requires you to make trade-offs in competing—to choose what not to do. Some competitive activities are incompatible; thus, gains in one area can be achieved only at the expense of another area. For example, Neutrogena soap is positioned more as a medicinal product than as a cleansing agent. The company says “no” to sales based on deodorizing, gives up large volume, and sacrifices manufacturing efficiencies. By contrast, Maytag’s decision to extend its product line and acquire other brands represented a failure to make difficult trade-offs: the boost in revenues came at the expense of return on sales.

Być może więc nadchodzi czas, w którym sukces nie zależy od dostępu do mnóstwa informacji i możliwości. Sukces zależy od umiejętności koncentracji, odrzucenia wyborów niepotrzebnych. Nie możemy wysłuchać wszystkiego, nie możemy przeczytać wszystkiego, nie możemy zrobić wszystkiego.

Spędziłem kiedyś 2 tygodnie w klasztorze kamedułów na Bielanach w Krakowie. Przeczytałem całego Prousta (7 tomów W poszukiwaniu straconego czasu). Wiem, o czym mówię.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przyszłość Internetu. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Przedmiot obowiązkowy: lekcje z koncentracji

  1. sieciobywatel pisze:

    Problem zalewu informacji to jedno z głownych wyzwań w internecie nadchodzących lat, obok konieczności zarządzania różnymi tożsamościami (czy jak ja to nazywam na własny użytek – kontekstami). Po prostu nie da się przetworzyć takiej masy informacji w systematyczny sposób, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni przez paradygmat naukowy.
    Ale nie przesądzałbym, czy jest to jedyny czy najbardziej efektywny sposób przetwarzania informacji. Ja sam należałem zawsze do osób mających ogromne problemy z koncentracją, co nie przeszkadzało mi osiągać niezłych wyników np. w szkole. Co więcej, mózg ludzki niewątpliwie ma umiejętność równoległego przetwarzania masy informacji, chociażby bodźców fizycznych, czy umiejętność rozpoznawanie wzorów. Nie przypadkowo dzisiaj coraz częściej stosuje się w zastosowaniach naukowych np. do symulowania AI układy GPU (ostatnio nawet specjalnie dedykowane), które właśnie charakteryzują się wielopotokowym przetwarzaniem.
    Z drugiej strony, od czasów co najmniej Sokratesa metoda naukowa (filozoficzna) opierała się na liniowym wywodzie (w dużym skrócie mówiąc). Internet dzisiaj to skomplikowany system filtracji, gdzie pewne sygnały giną w szumie, ale pewne ulegają wzmocnieniu, tak że trudno je przeoczyć. Bałbym się z góry wartościować, że płytsze przetwarzanie większej ilości informacji jest gorsze. Może to nowe pokolenie właśnie dzięki zanurzaniu się w tej rzece informacji nauczy się intuicyjnie (czyli nie w pełni świadomie) selekcjonować informacje lepiej od starszego pokolenia? To może być bardzo cenna umiejętność, szczególnie przy problemach o dużej złożoności, gdzie nie można po prostu przeanalizować wszystkich możliwości.

    Może ma Pan rację, ale może sukces w przyszłości będzie zależał właśnie od umiejętności dekoncentracji, od umiejętności objęcia percepcją znacznie większej porcji danych i błyskawicznej selekcji opartej nie tyle na rozumowaniu, co na intucji (rozumianej jako pewna umiejętność wykształcona przez praktykę).

  2. Każdy następny szczebel ewolucji zakłada, że się przeszło poprzedni. Do tej pory mieliśmy postmodernizm, który mówił, że „wszystko jest cytatem” (Derrida). Ale żeby być postmodernistą trzeba było ZNAĆ te cytaty z klasyków – tak jak żeby być kubistą albo konceptualistą trzeba było przejść przez szkołę sztuki realistycznej.

    Tak więc uczenie się koncentracji jest bardzo ważne, ale przy założeniu że człowiek faktycznie jest otoczony przez atakującą go zewsząd informację, którą się chłonie jak gąbka.

    To tak jak z klasycznym problemem ascezy: nie można proponować postu człowiekowi, który jest głodny. Odchudzanie stało się modne dopiero w momencie pojawienia się NADMIARU żywności.

    Podsumowując: mój tekst o konieczności nauki koncentracji dotyczył ludzi, którzy już potrafią objąć percepcją ogromną masę danych, którzy są ZANURZENI w mediach. Bez założenia przejścia tego etapu on nie ma sensu.

  3. Ciekawy wykład na ten sam temat:
    http://www.youtube.com/watch?v=KHGcvj3JiGA
    David M. Levy, No Time to Think

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *