Manifest rzeczpospolitański

Jestem patriotą. Patriotą Rzeczypospolitej. Rzeczypospolitej, czyli Unii przyjętej w 1569 r. w Lublinie, redefiniowanej w 1791 r. w Warszawie, a potem odnowionej w roku 2007 w Lizbonie.

Główne miasta Rzeczypospolitej to Kraków, Wilno, Kijów, Lwów, Warszawa, Gdańsk, Poznań… Ale cieszę się, że dołączyły do niej bliskie nam niegdyś Drezno (stolica królów saskich), Sztokholm (stolica Wazów), Nancy w Lotaryngii (gdzie panował Stanisław Leszczyński), Paryż (gdzie rządził zięć Leszczyńskiego Ludwik XV a potem jego wnuki) i wiele, wiele innych europejskich miast i regionów. Mam też nadzieję, że granica między Krakowem a Lwowem, Kijowem, Grodnem i Mińskiem też wkrótce zniknie, tak jak zniknęły granice między Krakowem a Lizboną.

„Rzeczpospolitanizm” to patriotyzm mojej ojczyzny – Rzeczypospolitej. Nie: Księstwa Warszawskiego (w granicach z grubsza zarysowanych w 1809 r., reaktywowanych w 1944 r. i trwających do dzisiaj). Ale też nie jest to nieokreślona, kosmopolityczna „tożsamość europejska”. Moją ojczyzną jest Rzeczpospolita – z jej tradycją, historią i doświadczeniem.

Obok „Rzeczpospolitanizmu” są w Europie inne narracje, konkurencyjne:

  • Unię Europejską można wywodzić z tradycji Cesarstwa Rzymskiego – tego starożytnego, w wersji łacińskiej, ale jeszcze bardziej jego drugiego wcielenia, w wersji germańskiej, założonego przez Karola Wielkiego.
  • Ze świecką tradycją cesarską konkuruje tradycja chrześcijaństwa łacińskiego; szczególnie widoczna u twórców Wspólnot Europejskich w latach 50. XX wieku.
  • Antytezą tradycji chrześcijańskiej jest tradycja rewolucji francuskiej rozniesionej na całą Europę przez Napoleona.
  • Unie dynastyczne: jagiellońska, habsurska i kalmarska, które obejmowały wielkie połacie Europy budowały pewną wspólnotę cywilizacyjną opartą na wspólnej głowie państwa.

Powyższe tradycje łączą jednak w sobie cechy imperialne i absolutystyczne; są z założenia antydemokratyczne i antywolnościowe. We wszystkich tych tradycjach szczególnie silną władzę ma jakaś forma centralnej administracji,  a gdy ta administracja jest słabsza (w wersji dynastycznej) jej funkcja unifikacyjna znacznie maleje, w skrajnym przypadku (kraje jagiellońskie w XVI wieku) nie różni się znacznie od zjednoczonych tylko z nazwy Narodów Zjednoczonych.

Uznając, że Unia Lizbońska jest kontynuacją Unii Lubelskiej zgadzam się, że jedna i druga nie jest doskonała. Ludy Rzeczypospolitej wiedzą jakie zagrożenia wiążą się zarówno z a) brakiem sprawnej władzy centralnej, jak i z b) oderwaniem regionalnej elity od ludności regionu, który reprezentują.

Ad a) Rzeczpospolita zniknęła z mapy pod koniec XVIII wieku, bo była zbyt demokratyczna – w obawie przed absolutyzmem, jaki panował w innych częściach Europy (a którego chcielibyśmy uniknąć) wytworzyła mechanizmy uniemożliwiające stworzenie silnej administracji centralnej.  Państwa absolutystyczne były sprawniejsze i w dogodnym momencie były w stanie opanować Rzeczpospolitą. W obawie przed nadmierną regulacją Rzeczpospolita się nadmiernie rozregulowała.

Ad b) Drugą katastrofą Rzeczypospolitej była porażka w walce z nacjonalizmem etniczno-językowym, jaki opanował Europę po powstaniu prasy wysokonakładowej (mass-mediów) i powszechnego szkolnictwa. Elity dzisiejszej Litwy, Białorusi, Ukrainy i części Łotwy mówiły po polsku, i zostały uznane z Polaków w sensie etnicznym; część z nich wymordowano, część została zmuszona do emigracji na Zachód, a przeważająca większość wygnano na teren „Polski Ludowej”, bez prawa głosu i wpływu na rzeczywistość. Dziś kraje te nie mają swojej elity historycznej.

A jednak Rzeczpospolita ma prawo się odrodzić, tak jak miało prawo się odrodzić Cesarstwo Rzymskie za panowania Karola Wielkiego. I tak jak odrodzenie Cesarstwa Rzymskiego w IX wieku nie oznaczało powrotu na tron jakiejś dynastii rzymskiej, tak też odrodzenie Rzeczypospolitej nie oznacza, że zaczną w niej rządzić etniczni Polacy. Tym bardziej, że naród Rzeczypospolitej nie uważał się za etnicznych Polaków, ale za potomków Sarmatów – starożytnych rywali Rzymu. Rzeczpospolita bez trudności adoptowała masy przybyszów: Niemców, Włochów, Holendrów, Francuzów; po kilku pokoleniach stawali się oni sami Sarmatami. Wszak jednym z największych narratorów Rzeczypospolitej był pół-Czech, pół-Niemiec, Jan Matejko.

Rzeczpospolita to kraj wieloetniczny i wieloreligijny. Przez wieki obowiązywały w nim dwa języki urzędowe: łacina i ruski. Miasta Rzeczypospolitej mówiły po niemiecku. Szczególnie patriotyczni byli nasi muzułmanie, Tatarzy. Ale nadzwyczaj ważną pozycję zajmowali w Rzeczypospolitej Żydzi.

Żydzi europejscy są produktem Rzeczypospolitej. Trafili tu w średniowieczu, jako niewielka wspólnota wygnana przez resztę Europy. Gdy rosła Rzeczpospolita, rośli też oni, jako jej integralna część – jeden ze stanów, obok rycerstwa, mieszczaństwa, chłopstwa i duchowieństwa. Urośli potężnie osiągając liczbę wielu milionów. Gdy jednak Rzeczpospolitą pod koniec XVIII wieku usunięto z Europy, oni także stracili swe miejsce w Europie: Rosja, która zajęła większość Rzeczypospolitej, tolerowała ich na dawnych terenach Rzeczypospolitej, nie dopuszczając ich jednak na swoje ziemie. W języku administracji rosyjskiej ziemie dawnej Rzeczypospolitej nosiły nazwę „strefy osiedlenia Żydów”: w Rosji właściwej Żydów nie było wcale. Ale i z terenu Rzeczypospolitej władze rosyjskie próbowały wszelkimi sposobami wygnać Żydów: część z nich spychano na zachód (w stronę Warszawy), część ostatecznie wyjechała do USA i do Izraela. Gdy z kolei Niemcy w wieku XX zajęli te ziemie, wyniszczyli pozostałych tu Żydów fizycznie, zabijając ich. Pamięć o tych zamordowanych europejskich Żydach jest jednocześnie pamięcią o Rzeczypospolitej.

Kiedyś, za czasów Adama Mickiewicza i wcześniej, mieszkańców Rzeczypospolitej nazywano po prostu Polakami. Polacy dzielili się na Litwinów i Koroniarzy, a u tych ostatnich istotną grupą byli Rusini (mieszkańcy Rusi) oraz Kozacy (mieszkańcy Ukrainy). W ostatnich 150 latach słowo „Polak” jest jednak używane w nowym znaczeniu, etniczno-lingwistycznym. Zatraciła się istota polskości, którą było to, że najprawdziwszymi „prawdziwymi Polakami” byli tacy ludzie jak Adam Mickiewicz (który nigdy, nawet turystycznie nie trafił do Warszawy czy Krakowa, którego dziś nazwalibyśmy Białorusinem tworzącym we Francji), wspomniany wyżej Jan Matejko, albo choćby prezes Koła Polskiego w parlamencie austro-węgierskim, Jan Goetz-Okocimski, syn Niemca z Badenii i Czeszki z Pragi. Dlatego pojawiła się potrzeba ukucia nowego słowa, które jest analogiczne do tego, jak używa się pojęcia „Amerykanin” by opisać czarnoskórego mahometanina lub hiszpańskojęzycznego Indianina, którzy są obywatelami USA dokładnie tak samo, jak biały Anglosas z Bostonu lub Żyd z Nowego Jorku. Stąd neologizm „rzeczpospolitański” (ukuty przez Kaja Małachowskiego, którego przodkowie mieszkali na dzisiejszej Ukrainie).

To prawda, dzisiejsza Unia Europejska jest pięciokrotnie większa od pierwotnej Rzeczypospolitej. Ale też i dzisiejsze Stany Zjednoczone są znacznie większe niż pierwsze 13 kolonii amerykańskich, które zjednoczyły się w roku 1776. Tak jak te trzynaście kolonii miały prawo wyeksportować na zachód i południe swoje ideały wolnościowe zawarte w Deklaracji Niepodległości i Konstytucji USA, tak też kraje i ludy dawnej Rzeczypospolitej mają prawo i obowiązek wyeksportować ideały i tradycję Rzeczypospolitej.

A jednocześnie mamy obowiązek uczyć Europę na podstawie naszych błędów. Bo gdy myśmy zmagali się z teorią i praktyką demokracji przedstawicielskiej i prawami mniejszości religijnych, u nich panował absolutyzm, „noce świętego Bartłomieja”, „noce kryształowe” czy ludobójstwo w Wandei. Mamy więc w Europie misję cywilizacyjną.

Powyższy manifest nie opowiada wszystkiego, ale pokazuje możliwy paradygmat myślenia o Europie – paradygmat co najmniej tak dobry jak paradygmaty konkurencyjne. Żeby to wzmocnić, pokażę przykład: Traktat unijny z 20 października 1791, znany jako Zaręczenie Wzajemne Obojga Narodów (w istocie jest to raczej Pierwsza Poprawka do Konstytucji z 3 Maja).

Gdyby XVIII-wieczne słownictwo zastąpić dzisiejszym, otrzymalibyśmy coś bardzo podobnego do Traktatu Nicejskiego. Określa rotację stanowisk w ramach Unii. Używa nawet tego samego terminu „prezydencja”. Tekst przytaczam za Wikiźródłami, ale czuję się jego współwłaścicielem, bo w imieniu Wielkopolski podpisał go mój praprapraprapradziad Józef Radzicki (zresztą lista podpisów jest podobna jak listy podpisów pod traktatami z Nicei lub Lizbony):

Ku wiecznej pamięci sprawy niżej opisanej, My Stanisław August z Bożej Łaski i Woli Narodu Król Polski, Wielki Książę Litewski, Ruski, Pruski, Mazowiecki, Żmudzki, Kijowski, Wołyński, Podolski, Podlaski, Inflancki, Smoleński, Siewierski i Czernihowski:

Za zgodą Panów Rad Senatu, tak Duchownych, jako i Świeckich oraz Posłów Ziemskich Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego, bacząc ustawicznie na powinność Naszą, ku wspólnej Ojczyźnie swej, Rzeczypospolitej Polskiej, której wszystką ozdobę, pożytek pospolity, a najwięcej umocnienie od niebezpieczeństwa tak wewnętrznego, jak zewnętrznego, opatrzyć powinniśmy, mając przy tym przed oczyma chwalebny, a Obojemu Narodowi bardzo należny związek i społeczność Aktem Unii przez Przodki Nasze po tylekrotnie na wieczne czasy, za wspólnym Obydwóch Narodów, tak Korony Polskiej, jako i Wielkiego Księstwa Litewskiego zezwoleniem, uczynioną, i dotąd uprzejmością, a statecznością obojej strony dzierżaną, stanowimy: iż jako jedną powszechną i nieoddzielną Ustawę Rządową, całemu Państwu naszemu, Koronie Polskiej i Wielkiemu Księstwu Litewskiemu służącą mamy, tak tymże jednym rządem i Wojsko Nasze wspólnie i Skarby w jeden nierozłączny Skarb Narodowy połączone, rządzone mieć chcemy; a to pod następującymi warunkami:

1mo. Komisją Wojskową i Komisją Skarbową Obojga Narodów równa połowa osób z Korony, a druga równa połowa osób z Wielkiego Księstwa Litewskiego składać mają; a zaś skład Komisji Policii, co do liczby osób oną składających, jako skutek dobrowolnego zezwolenia Wielkiego Księstwa Lit[ewski]ego nie ma nigdy służyć za praeiudicatum, dla tegoż Wielkiego Księstwa Lit[ewski]ego; i owszem wszystkie Magistratury, które by Rzeczpospolita w późniejszym czasie inne, a obu Narodom wspólne stanowić miała, w tych wszystkich liczba równa osób, tak z Korony jako i Wielkiego K[sięstw]a Lite[wskie]go mieszczona być ma.

2do. Wielkie Księstwo Litewskie mieć będzie takąż samą liczbę ministrów i urzędników narodowych, oraz z tymiż tytułami i obowiązkami, jak Korona kiedykolwiek mieć będzie.

3tio. W Komisjach Wojskowej i Skarbowej prezydencja koleją będzie raz przy Litwie, drugi raz przy Koronie z równym wymiarem czasu.

4to. Kasa Skarbowa z publicznych Rzeczypospolitej Litewskich dochodów w Wielkim Księstwie Litewskim ma zostawać.

5to. Sprawy Komisyi Skarbowej sądowi powierzone, co się tyczy Litwy, mieć będą sąd swój z osób w Komisję nie wchodzących ustanowiony w Wielkim Księstwie Litewskim, podług osobnego na to prawa.

A te wszystkie rzeczy tu postanowione i obwarowane, My Król, za zgodą Skonfederowanych Stanów, znając być potrzebne i obojemu temu Narodowi tak Koronie Polskiej, jako i Wielkiemu Księstwu Lit[ewskie]mu, jako jednej, wspólnej, a nierozdzielnej Rzeczpospolitej pożyteczne, uznajemy być artykułami Aktu Unii tychże Narodów, oraz trwałość i nienaruszenie onych, przez Akt niniejszy warujemy, utwierdzamy i umacniamy warunkiem, utwierdzeniem i umocnieniem takim, jakie mamy w Akcie Unii Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Lit[ewskieg]o: A jako, My Król za Artykuł Pactorum Conventorum : to wszystko sobie poczytujemy, tak i Następcom Naszym toż wszystko inter Pacta Conventa, ku zaprzysięganiu umieszczanym mieć chcemy.

  • Stanisław Nałęcz Małachowski referendarz w[ielki] kor[onny] sejmowy konfederacyi prowincyi koronnych marszałek.
  • Kazimierz książę Sapieha generał art[ylerii] lit[ewskiej], marszałek konfederacyi W[ielkiego] Ks[ięstwa] Lit[ewskie]go.
  • Wojciech Leszczyc Skarszewski biskup hełmski i lubelski wyznaczony z senatu z prowincyi małopolskiej do Deputacyi Konstytucyjnej.
  • Józef Korwin Kossakowski bisk[up] infl[ancki] i kurlan[dzki], koadiutor bisk[upa] wil[eńskiego].
  • Antoni książę Jabłonowski kasztelan krakowski, deputat z senatu z Małopolski.
  • Symeon Kazim[ierz] Szydłowski kasztelan żarnowski, deputowany z senatu prowincyi Małopolski, manu propria.
  • Kazimierz Konst[anty] Plater kasztelan g[enera]łu trocki[ego], deputat z senatu W[ielkiego] Ks[ięstwa] Litewski[ego], manu propria.
  • Franciszek Antoni na Kwilczu Kwilecki kasztelan kaliski, deputowany do Konstytucyi z prowincyi wielkopolskiej z senatu, manu propria.
  • Aleksander Linowski poseł w[ojewó]dztwa krak[owskiego], deputowany z prowincyi małopolskiej.
  • Jan Ossoliński starosta i poseł drohicki, deputowany z prow[incyi] małop[olskiej].
  • Józef Zabiełło poseł z Księstwa Żmudzkiego deputo[wany] do Konstytucyi.
  • Józef Weyssenhoff poseł inflancki deputowany z W[ielkiego] Ks[ięstwa] Lit[ewskie]go,
  • Adam Litawor Chreptowicz poseł nowogrodzki, deputowany z W[ielkiego] Ks[ięstwa] Lit[ewskie]go.
  • Celestyn Sokolnicki stolnik i poseł poznański, deputowany do Konstytucyi z prow[incyi] wielk[opolskiej].
  • Józef Radzicki po komorzy i poseł zi[emi] zakr[oczymskiej], deput[owany] do Konst[ytucyi] z prowincyi wielkopolskiej, manu propria.
  • Adam Rupeyko sędzia ziem[ski] i poseł … dep[utowany] do Kons[tytucyi].

[dalej adnotacja w języku urzędowym Unii:]

Post cuius Constitutionis in Acta praesentia ingrossationem, originale eiusdem offerenti eidem, praevia Officie sui quietatione, est extraditum

Legi iuxta Acta Pluskwiński

Miniatura przedstawiająca papieża Leona III koronującego Karola Wielkiego na cesarza rzymskiego w Boże Narodzenie 800 r. Kronika z Saint-Denis, księga I, druga ćwierć XIV w.

Post Scriptum: w mojej Genealogii Potomków Sejmu Wielkiego, jako prapraprawnuk starosty wiekszniańskiego Adama Gorskiego (którego brat Stanisław, pisarz skarbowy litewski, posłował na Sejm Wielki/Czteroletni z okręgu wyborczego Księstwo Żmudzkie) jest pan Richard Coudenhove-Kalergi – twórca paneuropeizmu i człowiek, który wymyślił, by hymnem Zjednoczonej Europy była Oda do radości Beethovena. Jego prababcia, Maria Kalergisowa, urodziła się i zmarła w Warszawie. Poza byciem żoną dyrektora warszawskich teatrów (w czasach, gdy aktorem był tam mój prapradziadek), była też muzą jednego z naszych wieszczy narodowych – C.K. Norwida…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Analizy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *