Google wie, Facebook i Onet uczą

Przeczytałem niedawno przepowiednię o przyszłej śmierci Google’a, który nie radzi sobie z indeksowaniem rzeczy zmieniających się na naszych oczach. A przecież serwisy takie jak Google i Wikipedia z jednej strony oraz Onet.pl i Facebook z drugiej różnią się fundamentalnie i wszystkie mają prawo do życia. Różnica jest następująca:

1) Ukazywanie aktualnego stanu wiedzy (synchronia, pull)

Takie systemy starają się optymalnie oddać bieżący stan wiedzy – rozumianej jako możliwie spójny system. Tak jak współczesnego naukowca nie interesuje kto wymyślił daną teorię czy dowiódł twierdzenie (jeśli wie, to tylko jako ciekawostkę). Ważne jest obiektywne znaczenie tych zdań/teorii.

W przypadku systemów synchronicznych zupełnie nieistotne jest, co było wcześniej: czytelnika artykułu w Wikipedii zupełnie nie interesuje, jak ten artykuł wyglądał rok temu: jeżeli było w nim co innego i zostało zmienione, to znaczy, że teraz jest lepiej, a to co było się nie liczy.

W tym świecie żyje Google: wpisujemy do niego „wojna peloponeska” i dostajemy listę stron, które Google aktualnie uważa za najlepsze strony w Internecie o wojnie peloponeskiej.

Takie systemy z istoty mają gigantyczne zasoby danych, ale nie mają selekcji redakcyjnej: to użytkownik/czytelnik wie, co go interesuje. Jak w Video On Demand.

2) Update’owanie czyli edukacja umysłów (diachronia, push)

Takie systemy służą temu, żeby użytkownik „był na bieżąco”. Do tej kategorii zaliczyć można www.onet.pl (Strona Główna Onetu), Facebook, Blip, TVN24 itd.

W tym przypadku zakładamy, że właściwym „pojemnikiem na wiedzę” nie jest nasza baza danych, ale głowa czytelnika. Systemy te zajmują się jego edukacją czyli formowaniem umysłu, poprzez przekazywanie informacji o nowościach (update‚ów).

Dlatego użytkownik Onetu wchodzi wiele razy dziennie na tę samą stronę www.onet.pl, żeby zobaczyć, co nowego się ostatnio wydarzyło. W związku z tym rola redakcji, która dobiera informacje jest bardzo ważna: kanał, którym można przekazać aktualizacje ma bardzo małą przepustowość.

Ale poza wiadomościami dla wszystkich są też wiadomości na temat moich znajomych. Taką funkcję spełniają serwisy temu służące – Blip, Twitter czy Facebook. Nie są to książki telefoniczne, w których mogę poszukać kogoś, gdy chcę (może Nasza-Klasa do tego służy, poniekąd). Ale właśnie mechanizmy służące byciu na bieżąco – taka jest ich natura i robienie z nich czego innego nie za bardzo wychodzi.

Dlatego uważam, że ani Google nie pokona Onetu czy Facebooka, ani nie zginie. Działają w osobnych niszach i mogą spokojnie żyć równolegle. I nie zgadzam się z opinią jednego z twórców Facebooka, że jest duża luka na rynku wyszukiwania rzeczy bieżących i prywatnych . To nie jest ta bajka.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Analizy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *