<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Minakowski.pl &#187; Przyszłość Internetu</title>
	<atom:link href="http://minakowski.pl/category/przyszlosc-internetu/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://minakowski.pl</link>
	<description>Uprawianie nauki przy użyciu Internetu - dr Marek Jerzy Minakowski, chief scientist w Onet.pl</description>
	<lastBuildDate>Wed, 14 Jul 2010 13:16:55 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Czy komercyjność mediów zagraża demokracji?</title>
		<link>http://minakowski.pl/czy-komercyjnosc-mediow-zagraza-demokracji/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/czy-komercyjnosc-mediow-zagraza-demokracji/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Jun 2010 12:43:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=605</guid>
		<description><![CDATA[Piotr &#8220;VaGla&#8221; Waglowski umieścił w swoim serwisie VaGla.pl relację z wczorajszej konferencji &#8220;Czy telewizja zagraża demokracji&#8221;. Wypowiedzi panów dra Marka Kochana z UW a zwłaszcza Macieja Strzembosza i Macieja Wierzyńskiego są fascynujące. Zachęcam do obejrzenia bo wklejam je poniżej. Poza masą ciekawych tematów i obserwacji, jakie w tych wypowiedziach są przedstawione uderza mnie jedna zasadnicza [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Piotr &#8220;VaGla&#8221; Waglowski <a href="http://prawo.vagla.pl/node/9124">umieścił w swoim serwisie VaGla.pl</a> relację z wczorajszej konferencji &#8220;Czy telewizja zagraża demokracji&#8221;. Wypowiedzi panów dra Marka Kochana z UW a zwłaszcza Macieja Strzembosza i Macieja Wierzyńskiego są fascynujące. Zachęcam do obejrzenia bo wklejam je poniżej. Poza masą ciekawych tematów i obserwacji, jakie w tych wypowiedziach są przedstawione uderza mnie jedna zasadnicza myśl, która wcześniej uderzyła mnie, gdy występowałem na podobnym panelu w czasie &#8220;Nocy mediów&#8221; organizowanej przez Fundację Konrada Adenauera.<span id="more-605"></span></p>
<p>To, co obserwuję u rozmaitych dziennikarzy, to <strong>klasyczna tragiczna pycha &#8211; grecka <em>hybris</em>, która powoduje upadek bohatera</strong>. Pycha, która każe dziennikarzom myśleć, że są oni ostatnimi zbawcami ludzkości, że gdyby tylko nie musieli nadskakiwać plebsowi i zabiegać o poczytność i reklamodawców, to wszystko byłoby dobrze, a świat byłby uratowany.</p>
<p>Bardzo mi brakuje dyskusji odwrotnej &#8211; wychodzącej z założenia, że owa komercjalizacja i &#8220;tabloidyzacja&#8221; mediów jest faktem już zastanym, z którym nie da się walczyć. Co wtedy? Jak zmieni się system polityczny? Próbowałem taką dyskusję rozpętać we wspomnianym panelu na Media Night, ale obecni tam dziennikarze nie byli zainteresowani tym tematem. To moim zdaniem wielka szkoda.</p>
<p>Nie jestem i nigdy nie byłem dziennikarzem. Jestem filozofem, który 13 lat temu zaciągnął się na służbę w portalu internetowym (Onet.pl), w pewnym momencie stanowiąc praktycznie 100% jego Redakcji. Nie potrzebuję dodawać sobie prestiżu: z pełną świadomością mówię, że <strong>publikując w Internecie jestem na służbie u mojego czytelnika</strong>. Mój czytelnik wyraża swoje zainteresowanie klikaniem, a jego klikanie przekłada się na moje zarobki reklamowe.</p>
<p>Jako funkcjonariusz mediów internetowych jestem dumny z tego, że służę czytelnikowi. Niech staro-mediowcy nazywają to <strong>komerchą</strong> i <strong>tabloidyzacją</strong> lub <strong>pogonią za klikalnością</strong>, ale dla mnie to co oni mówią, to <strong>przejaw ich pychy</strong>. Ja pokornie służę mojemu czytelnikowi i jestem z tego dumny.</p>
<p>Jakie to jednak pociągnie konsekwencje? <strong>Bardzo chciałbym na ten temat podebatować</strong>. Bo wydaje mi się, że koniec demokracji, jaką znaliśmy, jest bliski. Ale&#8230;? Czy naprawdę ją znaliśmy? A może nam się tylko wydawało? Może w istocie każde stulecie ma swoją własną formę rządów? Przecież w Polsce nigdy nie było demokracji dojrzałej, w amerykańskim sensie. Demokracja przedrozbiorowa obywała się <strong>bez prasy codziennej</strong>, a demokracja międzywojenna obywała się <strong>bez telewizji</strong>. Obie demokracje były jednak znacząco różne od siebie i od demokracji dzisiejszej.</p>
<p>Proponuję więc skończyć z walką dziennikarzy o demokrację, a zacząć się zastanawiać co nas czeka wobec zmian, jakie niechybnie nastąpią. Ale najpierw posłuchać, co trzech mądrych panów ma do powiedzenia, bo mówią (zwł. p. Strzembosz) rzeczy niezwykle ciekawe:</p>
<p><object width="400" height="225"><param name="allowfullscreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="movie" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12653068&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" /><embed src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12653068&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always" width="400" height="225"></embed></object>
<p><a href="http://vimeo.com/12653068">Czy telewizja zagraża demokracji? #1 Fragment wystąpienia dr Kochana</a> from <a href="http://vimeo.com/vagla">VaGla</a> on <a href="http://vimeo.com">Vimeo</a>.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="400" height="225" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowfullscreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12653758&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="400" height="225" src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12653758&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><a href="http://vimeo.com/12653758">Czy telewizja zagraża demokracji? #2 Fragment wystąpienia dr Kochana</a> from <a href="http://vimeo.com/vagla">VaGla</a> on <a href="http://vimeo.com">Vimeo</a>.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="400" height="225" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowfullscreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12656324&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="400" height="225" src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12656324&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><a href="http://vimeo.com/12656324">Czy telewizja zagraża demokracji? Komentarz Macieja Strzembosza</a> from <a href="http://vimeo.com/vagla">VaGla</a> on <a href="http://vimeo.com">Vimeo</a>.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="400" height="225" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowfullscreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12657199&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="400" height="225" src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12657199&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><a href="http://vimeo.com/12657199">Czy telewizja zagraża demokracji? Komentarz red. Macieja Wierzyńskiego</a> from <a href="http://vimeo.com/vagla">VaGla</a> on <a href="http://vimeo.com">Vimeo</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/czy-komercyjnosc-mediow-zagraza-demokracji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowa era prywatności: świętych obcowanie</title>
		<link>http://minakowski.pl/nowa-era-prywatnosci-swietych-obcowanie/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/nowa-era-prywatnosci-swietych-obcowanie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 May 2010 15:44:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=573</guid>
		<description><![CDATA[Zmiany w podejściu Facebooka do prywatności rozejdą się po kościach. Świadomość, że ktoś obserwuje wszystkie nasze czyny i zna wszystkie nasze myśli jest dla człowieka naturalna. Okres mody na pilnowanie prywatności się skończył. Amen.
Wczorajszy (17 maja 2010) artykuł w &#8220;Fortune&#8221; (What backlash? Facebook is growing like mad) pokazuje, że wbrew protestom aktywistów ludzie nie przejęli [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zmiany w podejściu Facebooka do prywatności rozejdą się po kościach. Świadomość, że ktoś obserwuje wszystkie nasze czyny i zna wszystkie nasze myśli jest dla człowieka naturalna. Okres mody na pilnowanie prywatności się skończył. Amen.</p>
<p><span id="more-573"></span>Wczorajszy (17 maja 2010) artykuł w &#8220;Fortune&#8221; (<a href="http://tech.fortune.cnn.com/2010/05/17/what-backlash-facebook-is-growing-like-mad/"><em>What backlash? Facebook is growing like mad</em></a>) pokazuje, że wbrew protestom aktywistów ludzie nie przejęli się tym, że Facebook zbiera o nas <strong>jeszcze więcej</strong> i upublicznia <strong>jeszcze więcej</strong>. Liczba aktywnych użytkowników Facebooka dalej intensywnie rośnie. Dlaczego?</p>
<p>Dlatego, że sam pomysł, by nasze myśli i czyny były anonimowe i ukryte przed wszystkimi jest <strong>sprzeczny z ludzką naturą</strong>. Jest <strong>wrogi naszym instynktom</strong>. Nasza cywilizacja (populacja) odniosła sukces ewolucyjny m.in. dzięki temu, że była <strong>wolna od tego błędu</strong>. A gdybyśmy trwali przy promowaniu prywatności &#8211; naszych potomków zastąpią inni, którzy się tym nie przejmują.</p>
<p>Poniższy tekst napisałem nie po to, by jakąś postawę <strong>promować</strong>, ale by <strong>zrozumieć zmiany, dziejące się na naszych oczach</strong>. 27 maja będę występował na dwóch różnych panelach poświęconych prywatności i wolności w Internecie: jeden organizowany przez Polsko-Japońską Wyższą Szkołę Technik Komputerowych, drugi przez Fundację Konrada Adenauera. Mój pracodawca (Onet.pl) nie jest bezpośrednio zainteresowany w takim czy innym obrocie spraw związanych z prywatnością (Onet tylko dostarcza narzędzi do anonimowego czytania i komentowania oraz do przesyłania poczty, której nie czytamy i nie będziemy czytać). Ale dobre zrozumienie tego, co się dzieje, jest w interesie nas wszystkich.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>We wstępie do znakomitej książki <em>The Naked Ape</em> (<em>Naga małpa) </em>wielki badacz instynktów małp człekokształtnych (w tym ludzi), Desmond Morris pisze, że chcąc ustalić, jaka jest natura człowieka (wrodzone instynkty, naturalne sposoby postrzegania świata) nie ma sensu badać populacji marginalnych, nietypowych wyjątków od reguły. Jak sugeruje Morris: one <strong>właśnie dlatego</strong> pozostały na obrzeżach cywilizacji, że w ich rozwoju coś &#8220;poszło źle&#8221;. Jeżeli chcemy zrozumieć prawdziwą naturę ludzką, trzeba badać te cywilizacje, które radzą sobie doskonale. Zatem zarówno badanie dzikich plemion żyjących w dżungli, jak i osób z problemami psychicznymi lądującymi na kozetce psychiatry nie daje nam prawidłowego obrazu tego, czym jest normalny, zdrowy osobnik. Prawidłowe efekty w badaniu ludzkiej natury daje badanie naszej cywilizacji i ludzi zdrowych.</p>
<p><strong>Typowy przedstawiciel</strong> cywilizacji, która przez ostatnie setki lat odnosiła sukcesy na całej Ziemi był religijnym chrześcijaninem, muzułmaninem lub żydem, pozbawionym obsesji. <strong>Od dzieciństwa wiedział, że wszystko co myśli i robi jest obserwowane</strong> przez Boga, Szatana, aniołów lub świętych. Świadomość ta jest dla nas tak <strong>naturalna</strong>, że zazwyczaj nie przywiązujemy do tego wagi. Po prostu zachowujemy się uczciwie, staramy się nie grzeszyć myślą, mową uczynkiem lub zaniedbaniem, a nawet ci z nas, którzy na poziomie racjonalnym deklarują ateizm, nie mogą się powstrzymać od okrzyków &#8220;O Boże!&#8221; czy &#8220;Jezus, Maria!&#8221;, gdy emocje są zbyt gwałtowne, by dało się je racjonalnie kontrolować.</p>
<p>Najnowsze badania porównawcze nad zachowaniem ludzi, szympansów i goryli, jak np. przedstawione w pracy Fransa de Waala <em>Our Inner Ape</em> (Londyn 2005) wydają się zaskakująco zgodne z doktrynami filozoficznymi Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu. Kościół Katolicki w swym głównym (tomistycznym) nurcie twierdzi, że wiara w istnienie Boga jest dla nas oczywista i wrodzona, zaś przykazania Boże (moralność katolicka) to kodyfikacja &#8220;prawa natury&#8221;. W dużej części można więc powiedzieć, że różnica między ateistycznym socjobiologiem a katolickim teologiem jest taka, że socjobiolog-ateista będzie mówił, że ludzie <em>en masse</em> wierzą w Boga i zachowują się etycznie, bo tylko takie populacje (etyczne i pobożne) mogły wygrać wyścig ewolucyjny &#8211; zaś teolog-tomista powie tak samo, jak mówi w dyskusji z astronomami o Wielkim Wybuchu: ewolucja jest dobra, bo wymyślił ją sam Bóg.</p>
<p><strong>Niezależnie więc od osobistego światopoglądu możemy przyjąć, że poczucie, że nasze myśli i czyny są stale obserwowane, jest dla nas zdrowe i naturalne. Dla przetrwania naszych genów jest pożądane, byśmy z taką świadomością żyli.</strong></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>Jednym z ojców-założycieli europejskiej myśli politycznej był Arystoteles z jego koncepcją człowieka jako &#8220;zwierzęcia społecznego/miejskiego/politycznego&#8221; (ζῷον πολιτικόν). Przez tysiąclecia, aż do czasów mojego dzieciństwa, słowo &#8220;prywatny&#8221; miało zdecydowany wydźwięk <strong>negatywny</strong>. Z jednej strony &#8220;prywatność&#8221; to inaczej &#8220;aspołeczność&#8221; &#8211; zachowania aspołeczne czyli egoistyczne są z punktu widzenia wspólnego interesu jednoznacznie złe. Z drugiej strony &#8211; łacińskie <em>privatio</em> czyli &#8220;brak, niedobór&#8221; pojawiało się jako ważny element chrześcijańskiej koncepcji zła (choćby u św. Augustyna). Z trzeciej strony mieliśmy &#8220;prywatę&#8221; która w powszechnym poczuciu doprowadziła do upadku Rzeczypospolitej. A z czwartej pojęcie &#8220;prywaciarz&#8221; z czasów PRL czyli próbę wykorzystania nastrojów społecznych przeciwko przedsiębiorcom wyłamującym się spod władzy ekonomicznej systemu komunistycznego. Ta próba padała na podatny grunt, skoro do dzisiaj &#8220;prywatyzacja&#8221; jest dla wielu pojęciem nacechowanym negatywnie.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>Sąsiedzi nie wiedzieli o nas nigdy tyle, co Bóg i święci. Wiedzieli jednak wystarczająco dużo. W wyniku rozwoju ewolucyjnego, świetnie opisanego przez Robina Dunbara (<em>Pchły, plotki a ewolucja języka</em>, od roku dostępne w polskim przekładzie) rozmiar ludzkiego stada ustalił się na poziomie wioski liczącej ok. 200-300 osób, połączonych bardzo ściśle więzami rodzinnymi, w którym bardzo wiele prac (zarówno polowania jak i uprawa roli a także walki z sąsiadami i świętowanie) wykonywane były wspólnie i wymagało ścisłej współpracy i wzajemnego zaufania (na wojnie i polowaniu &#8211; <strong>bardzo głębokiego zaufania</strong>). Opieka nad potomstwem wymagała współpracy damsko-męskiej, a wspólne męskie polowania i wojny wymagały zaufania, że podczas nieobecności nasze kobiety pozostaną nam wierne (i nie będziemy tracić wysiłku na wychowywanie bękartów). Aby to wszystko mogło nastąpić, <strong>ewolucja musiała wykształcić liczne mechanizmy</strong>, z których najbardziej podstawowym była <strong>nieprzerwana wymiana informacji o tym, kto z kim co i gdzie robi</strong>. Oraz co z tego może wyniknąć.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>Wiek XX był aberracją. Z różnych powodów ludzie przenieśli się ze wsi do wielkich miast, tracąc kontakt z sąsiadami. Pojawiły się telefony pozwalające plotkować w każdym miejscu i czasie z ludźmi bardzo fizycznie oddalonymi. Pojawiły się wyszukiwarki, pozwalające robić to, co wszyscy dawniej chcieli robić, ale powstrzymywała ich świadomość, że to coś złego: na podsłuchiwanie. Najpierw podsłuchiwać mogły wielkie korporacje kontrolujące nasze finanse (banki), rozmowy (telekomy), przemieszczanie się (administracja). Wzbudziło to — słuszny — niepokój. Oto bowiem różne instytucje zaczęły wiedzieć to, co do tej pory było zarezerwowane dla Boga i sąsiadów.</p>
<p>I nagle się okazało, że &#8220;prywatność&#8221; jest dobra. Że jest wartością, którą należy chronić. Pojawiła się Ustawa o Ochronie Danych Osobowych, z klatek schodowych zniknęły spisy lokatorów a z książek telefonicznych adresy abonentów. Nikt już nie mógł odnaleźć swoich starych znajomych. Prawo było wymierzone przeciwko wielkim korporacjom, jak wspomniane banki, telekomy czy administracja &#8211; ale ich to realnie nie dotknęło. One sobie poradziły &#8211; znalazły sposoby na takie gromadzenie danych osobowych, by wszystko było zgodne z nowym prawem.</p>
<p>I tylko zwykli ludzie na tym stracili.</p>
<p>Wtedy pojawiły się internetowe systemy społecznościowe i okazało się, że nie tylko korporacje wiedzą o nas wszystko. Wiedzieć wszystko mogą także nasi sąsiedzi. O ile ich to tylko interesuje. Prywatność została zreprywatyzowana.</p>
<p>I wszystko wróciło do normy.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><strong>Facebook i Google dołączyły do Boga, Szatana i świętych. Wiedzą o nas wszystko. Jaki z tego zrobią użytek &#8211; to ich sprawa&#8230; Czy nas, śmiertelnych, musi to interesować? Naszym zadaniem jest żyć uczciwie i nie dać się sprowadzić na złe drogi. Jedną z pokus, które ludzie mają od zawsze, jest podporządkowanie religii państwu. Taka sama pokusa powtarza się wciąż przy próbach objęcia rządowej kontroli nad Googlem i Facebookiem lub nad Internetem w ogólności. Dałoby to rządom uprawnienia boskie, które rządy mogłyby w niektórych przypadkach wykorzystać pozytywnie, jednak historia uczy, że takie przypadki kończyły się fiaskiem: władca stawał się bogiem, zapominał o swojej służebnej roli, kraj schodził na manowce&#8230; i upadał, podbity przez kraj konkurencyjny.</strong></p>
<p><strong>Sąsiedzi (czyli facebookowi &#8220;znajomi&#8221;) wiedzą o nas prawie wszystko. O ile tylko mają czas by to śledzić &#8211; bo informacji na temat wszystkich moich znajomych Internet dostarcza mi codziennie wielokrotnie więcej niż jestem w stanie przetrawić. Musiałbym się zachowywać jak ta pani z drugiego piętra, co zawsze wiedziała wszystko, kto jest w domu, co właśnie kupił i kto kogo zdradza. No, ale ona miała na to czas. A zresztą &#8211; tacy ludzie też są społeczeństwu potrzebni.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/nowa-era-prywatnosci-swietych-obcowanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Analiza wpływu promieniowania podczerwonego na poziom argumentacji politycznej w mediach</title>
		<link>http://minakowski.pl/analiza-wplywu-promieniowania-podczerwonego-na-poziom-argumentacji-politycznej-w-mediach/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/analiza-wplywu-promieniowania-podczerwonego-na-poziom-argumentacji-politycznej-w-mediach/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Apr 2010 10:04:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=532</guid>
		<description><![CDATA[Po niespodziewanej śmierci pod Smoleńskiem znacznej części elity politycznej Polski rozgorzała dyskusja na temat odpowiedzialności dziennikarzy za słowa używane wobec Zmarłych, gdy jeszcze byli wśród nas. Część znanych dziennikarzy dokonała rachunku sumienia i wyraziła skruchę, inni są mocno atakowani. Wydaje się jednak, że za różnice w postawach  mediów odpowiada czynnik obiektywny, który poniżej postaram [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po niespodziewanej śmierci pod Smoleńskiem znacznej części elity politycznej Polski rozgorzała dyskusja na temat odpowiedzialności dziennikarzy za słowa używane wobec Zmarłych, gdy jeszcze byli wśród nas. Część znanych dziennikarzy dokonała rachunku sumienia i wyraziła skruchę, inni są mocno atakowani. Wydaje się jednak, że za różnice w postawach  mediów odpowiada czynnik obiektywny, który poniżej postaram się scharakteryzować. Każdy opór wobec wpływu tego czynnika będzie miał charakter krótkotrwały.<span id="more-532"></span></p>
<h2>Przekaz telewizyjny ogląda się OD ŚRODKA</h2>
<p>Dzięki wynalazkowi zastosowania promieniowania podczerwonego do komunikacji między odbiornikiem telewizyjnym a tzw. &#8220;pilotem&#8221; zasadniczo zmienił się sposób odbierania przekazu telewizyjnego. Osoby prowadzące programy w TV skupiać się muszą na tym, by odbiorca, który właśnie przełączył sie na ich kanał, chciał na nim pozostać jak najdłużej. Dlatego programy telewizyjne nie mogą zawierać ciągu argumentacji logicznej od założeń, przez wynikające z siebie kroki do konkluzji: odbiorca, który <strong>włączy się w środku</strong> (bo właśnie zmienił kanał lub wrócił do pokoju po wizycie w toalecie) musi TAK SAMO rozumieć sens wypowiedzi, jak odbiorca, który ogląda ją od początku.</p>
<p>Przekaz telewizyjny z samej swojej natury musi być efektowny przez cały czas: nie można pozwolić, by odbiorca się znudził. Dlatego w przypadku programów publicystycznych one po prostu <strong>muszą</strong> być ciągłą wymianą ciosów lub ciągiem prostych haseł. Haseł zrozumiałych bez analizy założeń, a więc takich, które opierają się <strong>na powszechnie przyjętych stereotypach</strong>.</p>
<p>Czy jest więc szansa, że jakość argumentacji pojawiających się w telewizji się zmieni? Odpowiedź brzmi: tak &#8211; pod warunkiem że zmusimy telewidza, by każdy program był oglądany z pełną uwagą, od początku do końca. Czy jest to możliwe? Tak: pod warunkiem, że telewizję będzie się oglądać w kinie lub w sali wykładowej, skąd nie da się wyjść przed końcem wykładu i nie da się przełączyć telewizora na inny kanał.</p>
<p>Pamiętajmy: dziennikarze telewizyjni są utrzymywani przez reklamy rozliczane według oglądalności danego programu o danej porze. Ewolucja eliminuje takie przypadki, które nie są w stanie osiągnąć odpowiedniej oglądalności, a promuje takie, które to robią lepiej niż inne. Etyka poszczególnych dziennikarzy i kodeksy etyczne redakcji mogą ten efekt łagodzić jedynie w sposób bardzo umiarkowany.</p>
<h2>Przekaz prasowy czyta się OD TYTUŁU I NAGŁÓWKA</h2>
<p>Zupełnie inny jest sposób percypowania prasy drukowanej. Tutaj uderza w oczy atrakcyjny tytuł, który musi zaintrygować i zachęcić do wgłębienia się w tekst, poczynając od <strong>nagłówka</strong> (tzw. <em>leadu</em>).</p>
<p>Zupełnie odwrotnie niż w przypadku telewizji, nic nie stoi na przeszkodzie, by artykuł prasowy był zbudowany według klasycznego schematu tytuł-wstęp-rozwinięcie-zakończenie.<br />
- Tytuł musi być taki, by wywołał nieodpartą chęć zapoznania się z właściwym tekstem, może więc zawierać intrygującą grę słów lub aluzję, którą można zrozumieć dopiero po wczytaniu się w sens.<br />
- Wstęp (&#8220;lead&#8221;) jest streszczeniem artykułu lub interesującą próbką (najbardziej wyrazistą wypowiedzią, jeżeli jest to wywiad)<br />
- Rozwinięcie może (i powinno) być konkretnym, wartościowym &#8211; prawdziwym &#8211; tekstem, który przynosi korzyść czytającemu, a nie wprowadza go w błąd<br />
- Zakończenie (&#8220;puenta&#8221;) jest niestety często pomijane, co wiąże się z tym, że mało który czytelnik dochodzi w lekturze do końca artykułu</p>
<p>W jej przypadku o sukcesie ewolucyjnym danego osobnika decydują dwa czynniki: a) liczba prenumeratorów i b) sprzedaż egzemplarzowa. Prenumeratorzy to ludzie zainteresowani głównie trwałą wartością, jaką niesie dany tytuł prasowy, a egzemplarze kupują osoby zainteresowane intrygującymi tytułami na okładce lub osoby, które wertując numer znalazły w nim ciekawe nagłówki, z którymi chcą się zapoznać w domu.</p>
<p>Podawanie nierzetelnych lub stronniczych informacji w artykułach prasowych nie znajduje żadnego uzasadnienia poza takim, że prenumeratorzy chętniej zwiążą się z pismem, które będzie potwierdzać ich własne wybory światopoglądowe.</p>
<h2>Przekaz internetowy jest dwuczęściowy: trzeba KLIKNĄĆ w tytuł, by zobaczyć resztę</h2>
<p>Pensja dziennikarzy internetowych jest w ostatecznym rozrachunku pochodą liczby osób, które kliknęły w tytuł, żeby zobaczyć tekst. Jednak tytuł (i ewentualnie nagłówek) oraz treść artykułu są widoczne na dwóch osobnych stronach, związek między nimi staje się więc automatycznie bardzo wątły.</p>
<p>Nie należy się więc dziwić, że ten mechanizm wymusza kreatywność odnośnie tytułów: tytuły muszą być intrygujące, muszą zaciekawiać i zachęcać do wejścia na stronę z danym artykułem. <strong>Tak jak ma to miejsce w niniejszym artykule</strong>.</p>
<p>Co jednak dzieje się, gdy ktoś na stronę artykułu już wejdzie? Autor strony internetowej już otrzymał swoją gratyfikację. Użytkownik zobaczył już reklamy na danej stronie. Nie ma więc powodu, by treść sama w sobie była intrygująca. Ba! treść może być wręcz sucha i nudna &#8211; w takim przypadku użytkownik chętniej będzie klikał w reklamy lub inne elementy strony. Ważne jednak, by użytkownik <strong>nie czuł się</strong> oszukany (bo jest ryzyko, że następnym razem nie da się wciągnąć).</p>
<p>Artykuł internetowy jest z natury krótszy niż prasowy (bo trudniej jest czytać dłuższy materiał), może jednak zawierać odsyłacze do źródeł (przypisy), czego w prasie się nie stosuje. Jego zwięzłość i weryfikowalność wzmacnia jego rzetelność: mniej tam będzie subtelnych analiz, a większe skupienie na faktach, których interpretację pozostawia się czytelnikowi.</p>
<p>Przekaz video w Internecie również ogląda się <strong>od początku</strong>. Musi on także być krótki, bo przeciętny widz przestaje go oglądać po 2-3  minutach.</p>
<p>Publicystyka w serwisach internetowych takich jak Onet.pl prowadzona jest przez <strong>niezależnych</strong> publicystów, publikujących blogi pod własnym nazwiskiem, których poglądy są wzajemnie sprzeczne i nie muszą mieć żadnego związku z &#8220;linią redakcji&#8221;. To autorzy odpowiadają za swoje słowa własnym nazwiskiem.</p>
<h2>Wnioski: w którą stronę pójdą zmiany?</h2>
<p>Jak widać, jakość i sposób prezentacji treści politycznych w różnych mediach ma podłoże obiektywne, niezależne od chęci danego dziennikarza lub danej redakcji. Zdecydowany wpływ będzie tu miała marginalizacja prasy (będącej tu gatunkiem pośrednim), która spowoduje, że:<br />
- z jednej strony będzie telewizja traktująca politykę jako show, pojedynek sportowy między zawodnikami, w którym nie liczy się czy zawodnicy się lubią czy nie, ale jak efektowna jest walka między nimi<br />
- z drugiej strony będą portale internetowe ostro rozdzielające tytuły i nagłówki, o wymowie intrygującej, których sens można jednak poznać dopiero po zapoznaniu się z treścią artykułu, skądinąd suchego i rzetelnego.</p>
<p><strong>Myślę, że najwięcej dobrego osiągniemy, gdy czytelnicy zrozumieją te różnice i zaczną wykorzystywać narzędzia medialne zgodnie z ich przeznaczeniem i instrukcją obsługi&#8230;</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/analiza-wplywu-promieniowania-podczerwonego-na-poziom-argumentacji-politycznej-w-mediach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Małpa rozgląda się w Internecie</title>
		<link>http://minakowski.pl/malpa-rozglada-sie-w-internecie/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/malpa-rozglada-sie-w-internecie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Mar 2010 11:26:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=451</guid>
		<description><![CDATA[Internet jest niezwykle elastyczny &#8211; bardzo łatwo tworzyć aplikacje internetowe i szybko je modyfikować. W przypadku wielkich systemów internetowych, utrzymujących się z reklam, bardzo istotne jest elastyczne dostosowywanie się do zachowania użytkowników: od tego zależy sukces finansowy przedsięwzięcia internetowego &#8211; firmy, które to robią, zarabiają miliardy &#8211; a o innych zwykle nie słychać. Ci, którym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Internet jest niezwykle elastyczny &#8211; bardzo łatwo tworzyć aplikacje internetowe i szybko je modyfikować. W przypadku wielkich systemów internetowych, utrzymujących się z reklam, bardzo istotne jest elastyczne dostosowywanie się do zachowania użytkowników: od tego zależy sukces finansowy przedsięwzięcia internetowego &#8211; firmy, które to robią, zarabiają miliardy &#8211; a o innych zwykle nie słychać. Ci, którym udaje się zarabiać inwestują w rozwój i promocję.</p>
<p>Stawiam tezę, że owa bardzo szybka ewolucja aplikacji internetowych powoduje, że zaczynają się one bardzo dokładnie dopasowywać do naturalnych, wrodzonych potrzeb ludzkich: <strong>tym większy sukces odnosi serwis internetowy, im bardziej pierwotne potrzeby realizuje</strong>. Im bardziej &#8220;zwierzęce&#8221; są te potrzeby, tym bardziej naturalnie nam to przychodzi.<span id="more-451"></span></p>
<p>Dlatego pracując nad strategią dla Onet.pl zakupiłem ostatnio dużą paczkę książek o zachowaniu ssaków naczelnych (zwłaszcza małp człekokształtnych). Paczka z Amazon.com płynie sobie przez Atlantyk, a ja od razu chciałbym zapisać pewną istotną obserwację &#8211; prosząc o ewentualne sprostowania.</p>
<p>Jednym z podstawowych zadań zwierząt żyjących na wolności jest <strong>rozglądanie się</strong> i nasłuchiwanie.  Chodzi przede wszystkim o to, by odpowiednio szybko wykryć <strong>niebezpiecznego drapieżnika</strong> lub <strong>wrogie stado</strong>. Nie mam na myśli <strong>poszukiwania jedzenia</strong> &#8211; to zupełnie inna czynność.</p>
<p>W przypadku <strong>rozglądania się</strong> sukcesem nie jest odnalezienie czegoś. Sukcesem jest <strong>upewnienie się</strong>, że szelest spadającego liścia był tylko szelestem spadającego liścia, a nie skradającego się węża. Osobnik czuwający nad bezpieczeństwem stada nie musi niczego znaleźć: on ma dostarczyć <strong>uzasadnienie spokoju</strong>.</p>
<p>Kiedy jednak &#8220;strażnik&#8221; zauważy coś niepokojącego i oceni, że niebezpieczeństwo jest odpowiednio wysokie, wtedy <strong>podnosi larum </strong>lub po prostu <strong>dzieli się spostrzeżeniem</strong>.</p>
<p>Niedawno postawiłem hipotezę, że <a href="http://minakowski.pl/mechanizmy-wywolujace-dyskusje-na-facebooku-i-na-onecie/">do realizacji różnych biologicznych potrzeb wykorzystujemy różne serwisy internetowe</a>: jeżeli te potrzeby obsługiwane są przez różne partie mózgu, to trudno się spodziewać, by następowała między nimi naturalna synergia. Lista takich fundamentalnych potrzeb się wydłuża, obecnie mam pomysł na następujące:</p>
<ul>
<li><strong>poszukiwanie </strong>(pożywienia, budulca, rozwiązania problemu): Google</li>
<li><strong>budowanie więzów</strong> społecznych (plotkowanie, komentowanie, przekazywanie informacji): komentowanie wpisów na Facebooku</li>
<li><strong>upewnianie się</strong>, że nie pojawiło się nic nowego: strona główna Onet.pl, obserwacja statusów na Facebooku</li>
<li><strong>walka </strong>między wrogimi stadami (zarówno bezpośredni atak jak i prężenie muskułów i nadymanie się): komentarze na Onet.pl</li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/malpa-rozglada-sie-w-internecie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przedmiot obowiązkowy: lekcje z koncentracji</title>
		<link>http://minakowski.pl/przedmiot-obowiazkowy-lekcje-z-koncentracji/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/przedmiot-obowiazkowy-lekcje-z-koncentracji/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 Jan 2010 14:48:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=405</guid>
		<description><![CDATA[Kiedyś było prosto: dostęp do informacji był ograniczony w sposób naturalny: ważne było zdobywanie informacji. W nocy było cicho i ciemno a w dzień maksymalna odległość między rozmawiającymi wynosiła kilkadziesiąt metrów. Gdy pojawiły się książki, były drogie lub trudno dostępne &#8211; ludzi, którzy tak jak ja wychowali się w domu, w którym było kilka tysięcy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedyś było prosto: dostęp do informacji był ograniczony w sposób naturalny: ważne było <strong>zdobywanie</strong> informacji. W nocy było cicho i ciemno a w dzień maksymalna odległość między rozmawiającymi wynosiła kilkadziesiąt metrów. Gdy pojawiły się książki, były drogie lub trudno dostępne &#8211; ludzi, którzy tak jak ja wychowali się w domu, w którym było kilka tysięcy książek było niewiele.<span id="more-405"></span></p>
<p>Dzisiaj jest na odwrót. Jesteśmy cały czas <strong>online</strong>. To nie my szukamy informacji, ale informacje starają się przebić do naszej uwagi. Bardzo ciekawy artykuł ukazał się wczoraj w New York Times: <a href="http://www.nytimes.com/2010/01/20/education/20wired.html">If Your Kids Are Awake, They’re Probably Online</a> . Publikowane są tam wyniki badań prof. Robertsa z Uniwersytetu Stanforda (tak, tego samego uniwersytetu, który ma patent na algorytm Google i w którego kampusie ma siedzibę Facebook).</p>
<p>Badania prof. Robertsa dotyczyły czasu spędzanego przez młodzież z &#8220;urządzeniami medialnymi [<em>media devices</em>]&#8220;, takimi jak telewizor, komputer, konsola do gier, iPod itp. Poprzednia edycja badań (2005) zakończyła się konkluzją, że ich używalność (czas spędzany dziennie na ich używaniu) nie powinien już wzrosnąć, bo młodzież nie ma już więcej czasu, który mogłaby na to poświęcić (trzeba jeść, trzeba spać, trzeba siedzieć w szkole itd.). Wyniki zdumiały badaczy, okazało się bowiem, że w tym czasie owa używalność <strong>wzrosła</strong>. Jako wytłumaczenie przyjmuje się korzystanie z <strong>kilku urządzeń jednocześnie</strong>.</p>
<p>Nie rozumiem mojej żony, która jednocześnie pracuje przy komputerze i ogląda telewizję. Ale owe amerykańskie nastolatki wykorzystują więcej niż dwa urządzenia naraz. Wydaje się, że ta młodzież ma przed sobą znakomitą przyszłość &#8211; są zdolni (potrafią obsłużyć te wszystkie urządzenia), bogaci (stać ich na to, przynajmniej ich rodziców).</p>
<p>Ale&#8230; na końcu artykułu pojawia się zdanie: &#8220;najsilniejszą konsumpcję mediów zauważa się u Murzynów i Latynosów oraz dzieci między 11 a 14 lat&#8221;. Czyżby zatem&#8230;?</p>
<p>No właśnie. Czy nie mamy do czynienia z <strong>kolejną rewolucją</strong>? Rewolucją, w której o pozycji społecznej nie decyduje <strong>jak dużo</strong> ktoś konsumuje informacji, ale na odwrót: <strong>jak mało informacji mu wystarczy</strong>?</p>
<p>W ostatnim numerze <em>Tygodnika powszechnego</em> ukazał się artykuł <a href="http://tygodnik.onet.pl/36,0,39620,rozproszenie_20,artykul.html">Zbigniewa Domaszewicza </a><em><a href="http://tygodnik.onet.pl/36,0,39620,rozproszenie_20,artykul.html">Rozproszenie 2.0</a></em>. Przedstawia się tam badania, z których wynika, że robienie dwóch rzeczy na raz (<em>multitasking</em>) oznacza że każda z wykonywanych w ten sposób prac jest wykonywana gorzej: szybciej pracuje się robiąc trzy rzeczy po kolei, niż robiąc je naraz. Informatycy wiedzą to od dawna, bo chociażby zwolnienie komórki w pamięci operacyjnej (u człowieka: krótkotrwałej) aby włożyć do niej inne zadanie zawsze zajmuje trochę czasu i zasobów poznawczych. Więc takie przełączanie się (u informatyków: <em>context-switching</em>) musi kosztować.</p>
<p>Barry Schwartz w swojej książce<em>The Paradox of Choice: Why More Is Less </em>opisał podobne zjawisko od strony teoretycznej: jesteśmy przyzwyczajeni przez a<em>ncien regime</em> końca XX wieku, że bardzo cenną wartością jest możliwość wyboru spośród wielu opcji, podobnie jak w dzisiejszych supermarketach, gdzie każdy produkt jest dostępny w kilkudziesięciu markach, odmianach i wersjach. Zdaniem Szwartza <strong>to wcale nie jest dobrze!</strong> Tych możliwości, opcji i wersji mamy obecnie <strong>za dużo</strong>: wkłada się na nasze barki ciężar, którego nie jesteśmy w stanie udźwignąć (jak chory pacjent, ledwo przytomny, którego lekarz-specjalista pyta czy woli taką terapię czy inną). Ludzie <strong>są szczęśliwsi</strong> jeżeli ten wybór jest mniejszy.</p>
<p>Wersję skróconą (wspaniale zaprezentowaną) obejrzeć można tutaj:</p>
<p><!--copy and paste--><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="334" height="326" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="wmode" value="transparent" /><param name="bgColor" value="#ffffff" /><param name="flashvars" value="vu=http://video.ted.com/talks/dynamic/BarrySchwartz_2005G-medium.flv&amp;su=http://images.ted.com/images/ted/tedindex/embed-posters/BarrySchwartz-2005G.embed_thumbnail.jpg&amp;vw=320&amp;vh=240&amp;ap=0&amp;ti=93&amp;introDuration=16500&amp;adDuration=4000&amp;postAdDuration=2000&amp;adKeys=talk=barry_schwartz_on_the_paradox_of_choice;year=2005;theme=what_makes_us_happy;theme=unconventional_explanations;theme=how_the_mind_works;theme=speaking_at_ted2009;event=TEDGlobal+2005;&amp;preAdTag=tconf.ted/embed;tile=1;sz=512x288;" /><param name="src" value="http://video.ted.com/assets/player/swf/EmbedPlayer.swf" /><param name="bgcolor" value="#ffffff" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="334" height="326" src="http://video.ted.com/assets/player/swf/EmbedPlayer.swf" flashvars="vu=http://video.ted.com/talks/dynamic/BarrySchwartz_2005G-medium.flv&amp;su=http://images.ted.com/images/ted/tedindex/embed-posters/BarrySchwartz-2005G.embed_thumbnail.jpg&amp;vw=320&amp;vh=240&amp;ap=0&amp;ti=93&amp;introDuration=16500&amp;adDuration=4000&amp;postAdDuration=2000&amp;adKeys=talk=barry_schwartz_on_the_paradox_of_choice;year=2005;theme=what_makes_us_happy;theme=unconventional_explanations;theme=how_the_mind_works;theme=speaking_at_ted2009;event=TEDGlobal+2005;&amp;preAdTag=tconf.ted/embed;tile=1;sz=512x288;" bgcolor="#ffffff" wmode="transparent" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p>Czy zatem nie jest tak, że skoro informacja i tak sama do nas dociera, to<strong> większą sztuką staje się umiejętność dokonania właściwego wyboru, odrzucenia zbędnych informacji i wybrania tego, co ważne</strong>? Może czas przestać skupiać się na edukowaniu młodzieży jak <strong>zdobywać</strong> informację, a czas zacząć uczyć <strong>koncentracji</strong> i odrzucania <strong>niepotrzebnych opcji</strong>?</p>
<p>Żebyż to jeszcze chodziło o młodzież. Ten sam problem dotyczy wszak <strong>firm i korporacji</strong>. Tutaj zacytuję stary ale jary artykuł Michaela E. Portera w &#8220;Harvard Business Review&#8221; z grudnia 1996:</p>
<blockquote><p><strong>Strategy requires you to make trade-offs in competing—to choose what <em>not</em> to do.</strong> Some competitive activities are incompatible; thus, gains in one area can be achieved only at the expense of another area. For example, Neutrogena soap is positioned more as a medicinal product than as a cleansing agent. The company says “no” to sales based on deodorizing, gives up large volume, and sacrifices manufacturing efficiencies. By contrast, Maytag’s decision to extend its product line and acquire other brands represented a failure to make difficult trade-offs: the boost in revenues came at the expense of return on sales.</p></blockquote>
<p>Być może więc <strong>nadchodzi czas, w którym sukces</strong> nie zależy od dostępu do mnóstwa informacji i możliwości. Sukces <strong>zależy od umiejętności koncentracji, odrzucenia wyborów niepotrzebnych</strong>. Nie możemy wysłuchać wszystkiego, nie możemy przeczytać wszystkiego, nie możemy zrobić wszystkiego.</p>
<p>Spędziłem kiedyś 2 tygodnie w klasztorze kamedułów na Bielanach w Krakowie. Przeczytałem całego Prousta (7 tomów <em>W poszukiwaniu straconego czasu</em>). Wiem, o czym mówię.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/przedmiot-obowiazkowy-lekcje-z-koncentracji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Facebook i Twitter idą w różne strony</title>
		<link>http://minakowski.pl/facebook-i-twitter-ida-w-rozne-strony/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/facebook-i-twitter-ida-w-rozne-strony/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Oct 2009 14:01:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=314</guid>
		<description><![CDATA[Obiecałem czytelnikom ciąg dalszy artykułu Facebook a Twitter. Ale zanim go napisałem, pojawiły się niesamowite dane statystyczne.
Otóż okazało się, że po wzroście 750% w r. 2008 i jeszcze większym później (luty 2008-luty 2009 nawet 13-krotnym!) wzrost oglądalności serwisu twitter.com się zatrzymał. Obecnie udział Twittera w ruchu w amerykańskim internecie zaczął spadać!
Ponieważ wzrost używania serwisu Facebook.com [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Obiecałem czytelnikom ciąg dalszy artykułu <a href="http://minakowski.pl/facebook-a-twitter/">Facebook a Twitter</a>. Ale zanim go napisałem, pojawiły się <a href="http://weblogs.hitwise.com/bill-tancer/2009/10/twitter_revisited_in_more_than.html">niesamowite dane statystyczne</a>.<span id="more-314"></span></p>
<p>Otóż okazało się, że po <a href="http://mashable.com/2009/01/09/twitter-growth-2008/">wzroście 750% w r. 2008</a> i jeszcze większym później (<a href="http://mashable.com/2009/03/16/twitter-growth-rate-versus-facebook/">luty 2008-luty 2009 nawet 13-krotnym!</a>) wzrost oglądalności serwisu twitter.com się zatrzymał. Obecnie udział Twittera w ruchu w amerykańskim internecie zaczął spadać!</p>
<p>Ponieważ wzrost używania serwisu Facebook.com nie tylko nie spada, ale wręcz rośnie, oznacza to, że mamy tu do czynienia z różnicą bardzo istotną. Diagnoza moja jest następująca.</p>
<p><strong>Twitter</strong> stał się (przynajmniej w USA) <strong>publiczną infrastrukturą publikacyjną</strong> &#8211; odpowiednikiem SMS-a wysłanego do całego świata. Nie jest serwisem internetowym, ale infrastrukturą pozwalającą na wymianę informacji między różnymi systemami. Twittowanie dzieje się automatycznie &#8211; to rozmaite programy czy &#8220;bramki&#8221; wysyłają ogromną część treści, która trafia do systemu Twittera.</p>
<p>Twitter jest scentralizowany &#8211; trzyma cały strumień wiadomości i jest w stanie go kontrolować: to jego niezwykła siła. Ale nie jest serwisem internetowym, do którego człowiek się &#8220;klei&#8221;.</p>
<p><strong>Facebook</strong> to zupełnie co innego: <strong>spersonalizowany Internet</strong>. To nowy sposób korzystania z Internetu, pozwalający sobie w inny sposób radzić z nadmiarem informacji. To <strong>największy wróg Google</strong>, bo walczy z Googlem w punkcie dla Google&#8217;a najważniejszym.</p>
<p>Otóż sukces Google wziął się stąd, że ta wyszukiwarka jako pierwsza potrafiła sobie poradzić z <strong>nadmiarem informacji</strong>, jaki jest w Internecie, tzn. z sytuacją, kiedy stron  internetowych <strong>na temat, który mnie interesuje</strong> jest tak wiele, że nie jestem ich wstanie przeczytać. Brin&amp;Page wynaleźli Page Rank, który pozwolił wśród takich stron wskazać te, które mają najwyższy autorytet, a więc od których swoją lekturę należy zacząć.</p>
<p>Niestety (dla Google), Page Rank powstał 11 lat temu, a od tej pory Internet intensywnie się rozwinął. W tej chwili jest już <strong>za dużo stron o wysokim autorytecie na tematy, które mnie interesują</strong>, bym mógł się z nimi zapoznać. Aktualnej, ważnej informacji w Sieci jest tyle, że nie jestem w stanie jej ogarnąć: jestem jak człowiek, który chciał pić, więc wskoczył do studni.</p>
<p>Tymczasem głównym zadaniem Facebooka jest <strong>ograniczanie dostępnej informacji</strong> na podstawie tego, co interesuje ludzi z mojego środowiska. Facebook spełnia misję Google <em>organizując światową informacje i czyniąc ją dostępną i użyteczną</em>, ale robi to w sposób znacznie lepszy: nie pod kątem każdego, przeciętnego użytkownika Internetu, ale pod kątem ludzi z <strong>mojego środowiska</strong>. I tutaj &#8211; choć Google próbuje walczyć na tym polu &#8211; będzie mu bardzo trudno walczyć z Facebookiem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/facebook-i-twitter-ida-w-rozne-strony/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Baza PESEL powinna być w public domain</title>
		<link>http://minakowski.pl/baza-pesel-powinna-byc-w-public-domain/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/baza-pesel-powinna-byc-w-public-domain/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Oct 2009 13:31:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Pomysły biznesowe]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=293</guid>
		<description><![CDATA[Administracja państwowa, którą odziedziczyliśmy po komunistach była stworzona do tego, by wiedzieć wszystko o tym, co dzieje się w kraju, ale nie udostępniać nikomu niczego. Jednym z elementów tego systemu była baza PESEL, mająca w pierwotnych założeniach służyć zbieraniu &#8220;haków&#8221; na wszystkich obywateli PRL. Właśnie powstaje jej nowa wersja, PESEL2 a wraz z nią system [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Administracja państwowa, którą odziedziczyliśmy po komunistach była stworzona do tego, by wiedzieć wszystko o tym, co dzieje się w kraju, ale nie udostępniać nikomu niczego. Jednym z elementów tego systemu była baza PESEL, mająca w pierwotnych założeniach służyć zbieraniu &#8220;haków&#8221; na wszystkich obywateli PRL. Właśnie <a href="http://www.computerworld.pl/news/351294_1/O.projektach.CPI.ciag.dalszy.html">powstaje jej nowa wersja, PESEL2</a> a wraz z nią system metryczkowania obywateli, zwany PL.ID .<span id="more-293"></span></p>
<p>Także w innych zakresach było podobnie: agendy rządowe, realizując swoje cele, zbierają mnóstwo danych: urzędy skarbowe, ZUS, geodeci gminni, policja, urzędy stanu cywilnego &#8211; wszyscy coś notują, zbierają, każą wypełniać formularze. Bo chcą wiedzieć. Ale swoją wiedzą nie chcą się dzielić i ciągle wymyślają preteksty, by tego nie robić.</p>
<p>A gdyby postawić wszystko na głowie (albo z głowy na nogi)? Wróćmy do starego konceptu państwa jako &#8220;umowy społecznej&#8221;.</p>
<p>W tym pomyśle drogi nie są budowane po to, by ułatwić przemarsz wojsk w celu stłumienia powstania obywateli (nie łudźmy się: po to przecież budowane były rzymskie drogi czy niemieckie autostrady), ale po to, by ułatwić mieszkańcom załatwianie ich własnych interesów. W tym samym pomyśle adresy zamieszkania nie są zbierane po to, by ułatwić pobór do wojska (a skąd się wzięły meldunki i spisy powszechne?), ale by pomóc ludziom skontaktować się ze sobą. I tak dalej.</p>
<p>Podobnie jak autostrady mają teraz służyć obywatelom, a nie armiom, tak też i systemy informatyczne państwa powinny być budowane dla ludzi, a nie dla urzędników.</p>
<p>Zgadzamy się wszyscy, że trzeba płacić podatki, by było za co budować drogi. Zgadzamy się też, że z podobnych podatków należy finansować budowę centralnych systemów informatycznych, które będą służyć nam wszystkim, podobnie jak drogi. Jednak jeżeli coś już zostanie stworzone, to powinno to służyć wszystkim, a nie tylko armii, policji czy urzędnikom cywilnym.</p>
<p>Dlatego składam formalny wniosek: jeżeli Rząd Rzeczypospolitej Polskiej lub jakaś agenda samorządowa tworzy bazę danych, to ta baza danych powinna być udostępniana za darmo (po kosztach nośnika). Każdemu.</p>
<p>Brzmi przewrotnie? Zgadza się. Ale to właśnie jest zapisane <a href="http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=DD:13:32:32003L0098:PL:PDF">w Dyrektywie Unii Europejskiej o Powtórnym wykorzystaniu Danych Sektora Publicznego</a>.</p>
<p>W Dyrektywie zapisane są pewne wyjątki. Czas podjąć walkę z tymi wyjątkami.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/baza-pesel-powinna-byc-w-public-domain/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czas upublicznić państwo</title>
		<link>http://minakowski.pl/czas-upublicznic-panstwo/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/czas-upublicznic-panstwo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Oct 2009 12:36:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=289</guid>
		<description><![CDATA[Jako członek zespołu Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji biorę udział w pracach nad ustawą będącą polską wersją Dyrektywy UE o wykorzystaniu baz danych należących do państwa (ściślej: Dyrektywa 2003/98/WE w sprawie ponownego wykorzystywania informacji sektora publicznego).
Jej przyjęcie idzie z wielkimi oporami: naszym obowiązkiem było ją przyjąć dobre kilka lat temu; ale lepiej późno niż wcale. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jako członek zespołu Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji biorę udział w pracach nad ustawą będącą polską wersją <a href="http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=DD:13:32:32003L0098:PL:PDF">Dyrektywy UE o wykorzystaniu baz danych należących do państwa</a> (ściślej: Dyrektywa 2003/98/WE w sprawie ponownego wykorzystywania informacji sektora publicznego).<span id="more-289"></span></p>
<p>Jej przyjęcie idzie z wielkimi oporami: naszym obowiązkiem było ją przyjąć dobre kilka lat temu; ale lepiej późno niż wcale. Jest jednak na co czekać: jeżeli się uda (a musi się udać, bo inaczej czekają Polskę srogie kary), jej wpływ na nasze życie będzie co najmniej tak duży, jak nieszczęsnej Ustawy o ochronie danych osobowych.</p>
<p>Piszę &#8220;nieszczęsnej&#8221;, bo obecna praktyka stosowania Ustawy o ochronie danych osobowych jest zupełnym przekręceniem jej ideałów. Miała ona w założeniu chronić prywatność obywateli przed ingerencją wielkich korporacji i państwa &#8211; a tymczasem w nowych warunkach zarówno państwo jak i wielkie korporacje (zwłaszcza banki czy operatorzy telekomunikacyjni) znakomicie sobie radzą, bo mając do dyspozycji znakomitych prawników (korporacje) lub siłę nacisku (państwo) wyszarpią sobie te dane, które będą im potrzebne. Podobnie świat przestępczy, jeżeli tylko zechce otrzymać jakieś nasze dane, bez kłopotu znajdzie przekupnego urzędnika, który te dane przekaże temu, kto mu za to zapłaci.</p>
<p>Cierpią tylko zwykli obywatele, którzy nie mogą się dowiedzieć, jak się nazywa ich sąsiad (bo nie ma spisu lokatorów), nie mogą skontaktować się z rodziną, która się przeprowadziła i zmieniła adres (bo książki telefoniczne przestały funkcjonować). Cierpi też samo społeczeństwo, bo &#8220;prywatność&#8221; stała się znakomitym eufemizmem do określenia &#8220;aspołeczność&#8221;, przez co jej zabarwienie &#8211; dawniej zdecydowanie naganne (człowiek <em>aspołeczny </em>to po prostu <em>egoista</em>) nabrała posmaku &#8220;nowoczesnego&#8221; i &#8220;postępowego&#8221;. Biedny Arystoteles, który nazywał człowieka &#8220;zwierzęciem społecznym&#8221; (<em>zoon politikon</em>) musi przewracać się w grobie słysząc wszędzie te pochwały aspołeczności!</p>
<p>Rząd (i rozmaite jego agendy, w tym &#8220;rządy&#8221; lokalne czyli tzw. &#8220;samorządy&#8221;) wie o nas wszystko, co chciałby wiedzieć. Ma dostęp do tylu danych na nasz temat, że nie jest w stanie ich przetrawić. To się jednak może zmienić.</p>
<p>Dyrektywa UE, którą wreszcie musimy zastosować w polskim prawie, mówi wyraźnie, że władze publiczne nie mogą monopolizować informacji, które zebrały za pieniądze podatników. Jeżeli my &#8211; podatnicy &#8211; zapłaciliśmy za zbudowanie bazy PESEL (ze wszystkimi danymi m.in. o urodzeniu, zamieszkaniu itd.), ksiąg wieczystych (z danymi o naszych domach, sytuacji kredytowej itd.), danych rejestracyjnych samochodów, danych o prowadzonej działalności gospodarczej itp., itd. &#8211; to z tych danych mają prawo korzystać wszyscy, a nie tylko urzędnicy.</p>
<p>Był już pewien wyłom w tej sprawie &#8211; Ustawa o dostępie do informacji publicznej. Jednak dotyczyła ona tylko informacji o sprawach publicznych, która w dodatku była udostępniana pojedynczo, osobom fizycznym. Jeżeli więc ja jako obywatel chciałem otrzymać informację o liczbie samochodów będących własnością Urzędu Miasta Krakowa, to taką informację uzyskać mogłem. Tu jednak chodzi o coś zupełnie innego &#8211; o to, bym ja jako firma działająca w Polsce mógł trzymać na własnym komputerze bazę wszystkich samochodów zarejestrowanych w Polsce, żeby na tej podstawie rysować np. wykres popularności poszczególnych modeli. Bo ja jako firma chcę zajmować się doradztwem w sprawie tego, jaki samochód kupić w przyszłym roku. Dlaczego? Dlatego, że jestem wolny i mogę prowadzić taki biznes, jaki chcę.</p>
<p>Niebezpieczeństwo</p>
<p>W tym momencie obudzą się zapewne obrońcy &#8220;prywatności&#8221; wołając, że niedopuszczalne jest, by informacje o naszych domach, samochodach, rodzinach itd. były &#8220;na sprzedaż&#8221;. A ja pytam &#8211; dlaczego nie protestowaliście, gdy te same informacje były udostępniane urzędnikom państwowym czy samorządowym? Jeżeli nie chcecie, by ktoś zaglądał wam w dane wpisane do waszych dowodów osobistych, to wybierzcie takich, posłów, którzy zagłosują za ustawą likwidującą dowody osobiste!</p>
<p>Urzędnicy i ich lobbyści będą z pewnością rzucać kłody pod nogi zarówno w trakcie przygotowywania tej ustawy, jak i po jej wejściu w życie. Mają bardzo wiele do stracenia: monopol na informację na nasz temat. To prawie walka na śmierć i życie, bo może się okazać, że urzędnicy zatrudnieni do opracowywania tych informacji okażą się po prostu zbędni, bo prywatne firmy nawet za darmo zrobią to lepiej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/czas-upublicznic-panstwo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy Facebook przechodzi z komunikacji do publikowania?</title>
		<link>http://minakowski.pl/czy-facebook-przechodzi-z-komunikacji-do-publikowania/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/czy-facebook-przechodzi-z-komunikacji-do-publikowania/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Aug 2009 10:14:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=241</guid>
		<description><![CDATA[Facebook (FB, www.facebook.com) konkuruje z Onetem o tych samych (polskich) użytkowników. Z tego punktu widzenia śledzenie jego strategii jest bardzo istotne. Zaintrygował mnie właśnie przeczytany artykuł Facebook Adds New Way to Share Web Content Without Leaving the Page.
Opisana jest tam nowa technologia (API) do &#8220;wrzucania&#8221; linków na swoją stronę FB. To niby nic &#8211; klikam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Facebook (FB, www.facebook.com) konkuruje z Onetem o tych samych (polskich) użytkowników. Z tego punktu widzenia śledzenie jego strategii jest bardzo istotne. Zaintrygował mnie właśnie przeczytany artykuł <em><a title="Permanent Link to Facebook Adds New Way to Share Web Content Without Leaving the Page" href="http://www.insidefacebook.com/2009/08/05/facebook-adds-new-way-to-share-web-content-without-leaving-the-page/">Facebook Adds New Way to Share Web Content Without Leaving the Page</a></em>.<span id="more-241"></span></p>
<p>Opisana jest tam nowa technologia (API) do &#8220;wrzucania&#8221; linków na swoją stronę FB. To niby nic &#8211; klikam w ikonkę &#8220;f&#8221;, wyskakuje okno (popover) pozwalające umieścić link do oglądanej strony na mojej stronie FB z komentarzem.</p>
<p>Zwróciło moją uwagę to, że nacisk jest kładziony na to, że dzieje się to <strong>bez opuszczania bieżącej strony</strong>. Zatem umieszczając taki link u siebie na FB <strong>nie doświadczam bezpośrednio efektu tej czynności</strong>. Jest to klasyczne <em>fire-and-forget</em>: ekspresja bez komunikatu zwrotnego.  Podobne uczucie mam umieszczając z iPhone zdjęcia na FB.</p>
<p>Ten kierunek sugeruje, że FB w coraz mniejszym stopniu służy do tego, by z konkretną (konkretnymi) osobą (osobami) prowadzić dialog, rozmowę czy wymianę wrażeń, a coraz bardziej do tego, by wykrzyczeć coś z siebie, bez względu na to, czy ktoś tego słucha, czy nie. Najwyżej liczymy na to, że jak będzie się krzyczeć głośniej, to przebijemy się przez ogólny facebookowy hałas. I wtedy ktoś nas zauważy i skomentuje.</p>
<p>Jeżeli tak, to znaczy że Facebook schodzi z kursu kolizyjnego, na jakim był z systemami pocztowymi i instant messengerami. Będzie zmierzał w stronę systemu do <em>publikacji</em> (jak blogi), a nie <em>komunikacji</em> (jak poczta, SMS, instant messengery itp.).</p>
<p><strong>Ogłoszony wczoraj zakup Friendfeeda</strong> również się w to wpisuje: Friendfeed (jestem tam jako <a href="http://friendfeed.com/marekminakowski">http://friendfeed.com/marekminakowski</a> ) to mechanizm zajmujący się głównie przekazywaniem tego co opublikuję na różnych systemach między tymi systemami: z Facebooka na Twittera, z Bloga na Twittera, z Twittera na Friendfeeda i z powrotem na Facebooka&#8230; Każde takie przekazanie powoduje jednak, że mój przekaz jeszcze bardziej oddala się ode mnie &#8211; na przykład praktycznie nigdy nie zaglądam na moje konto na Twitterze ( <a href="http://twitter.com/marekminakowski">http://twitter.com/marekminakowski</a> ): wszystko co tam jest, jest wrzucane przez jakieś automaty.</p>
<p>Zatem w sytuacji, gdy po Internecie niesie się tylko echo, powtarzane przez kolejne roboty, potrzebne jest miejsce, gdzie człowiek może porozmawiać z człowiekiem. W ciszy i skupieniu.</p>
<p>Uzupełnienie z 24 VIII 2009: <a href="http://kaznowski.blox.pl/2009/08/NK-ma-byc-na-Apple.html">Dominik Kaznowski przedstawił</a> (dopiero teraz na to trafiłem, gdy puścił to w swoim blogu), że Nasza-Klasa.pl idzie w odwrotną stronę: od społeczności do komunikacji. To z pewnością jest sensowne i po raz kolejny pozwala postawić pytanie, czy nie czas na fuzję N-K z Onetem. Biznesowo szans na to za bardzo nie widać (musieli by się dogadać akcjonariusze obu podmiotów, którzy mają raczej rozbieżne interesy), ale z punktu widzenia użytkownika plusów tego byłoby wiele.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/czy-facebook-przechodzi-z-komunikacji-do-publikowania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Google kupi New York Timesa?</title>
		<link>http://minakowski.pl/google-kupi-new-york-timesa/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/google-kupi-new-york-timesa/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 Jan 2009 13:03:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=63</guid>
		<description><![CDATA[Google ma coraz więcej kasy, ale coraz mniej chętnie się nią dzieli.
Wyciągam ten wniosek z konferencji prasowej Erica Schmidta z okazji ogłoszenia finansowych wyników kwartalnych: przychody reklamowe Google&#8217;a wzrosły w ciągu roku o 18%, ale kasa, jaką Google oddaje właścicielom stron wyświetlających AdSense się nie zmieniła!
Oznacza to w przybliżeniu, że Google ma coraz więcej pieniędzy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Google ma coraz więcej kasy, ale coraz mniej chętnie się nią dzieli.</p>
<p>Wyciągam ten wniosek z <a href="http://searchengineland.com/google-revenues-up-economic-uncertainty-hovers-oerhead-16277">konferencji prasowej Erica Schmidta</a> z okazji ogłoszenia finansowych wyników kwartalnych: przychody reklamowe Google&#8217;a wzrosły w ciągu roku o 18%, ale kasa, jaką Google oddaje właścicielom stron wyświetlających AdSense <strong>się nie zmieniła</strong>!</p>
<p>Oznacza to w przybliżeniu, że Google ma coraz więcej pieniędzy wobec reszty Internetu (oczywiście, przyjąwszy wiele założeń po drodze, ale założenia te wyglądają racjonalnie).</p>
<p>Choć się tyle mówi o kryzysie w USA, widać też, że przychody w USA rosną szybciej niż w reszcie świata i obecnie wyniki (USA/Int) są 50/50.</p>
<p>Inny możliwy wniosek jest taki, że Google zaczyna już zbierać premię za posiadanie monopolu. Tak czy inaczej w niedługim czasie możemy się spodziewać kolejnych przejęć lub inwestycji Google&#8217;a.</p>
<p>Tym bardziej, że w tym samym momencie Eric Schmidt ogłosił, że zakończyła się integracja dwóch poprzednich nabytków Google&#8217;a: Youtube jest w pełni zintegrowany z Doubleclickiem. Dwa giganty, praktycznie monopole lokalne, wchłonięte przez trzeciego zrosły się już ze sobą.</p>
<p>To co teraz kupią? New York Timesa? BSkyB? Facebooka?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/google-kupi-new-york-timesa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->