<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Minakowski.pl &#187; Przyszłość Internetu</title>
	<atom:link href="http://minakowski.pl/category/przyszlosc-internetu/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://minakowski.pl</link>
	<description>Uprawianie nauki przy użyciu Internetu - dr Marek Jerzy Minakowski</description>
	<lastBuildDate>Mon, 19 Dec 2011 23:32:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Integracja: SejmWielki.pl, WGM i Facebook</title>
		<link>http://minakowski.pl/integracja-sejmwielki-pl-wgm-i-facebook/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/integracja-sejmwielki-pl-wgm-i-facebook/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Aug 2011 10:52:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Genealogia]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=945</guid>
		<description><![CDATA[Aby ułatwić użytkownikom pełnej wersji Wielkiej Genealogii Minakowskiego korzystanie z niej bez pamiętania hasła, wprowadzam właśnie zupełnie nowy system autoryzacji. Użytkownicy serwisu www.Sejm-Wielki.pl mogą się od tej pory logować swoim kontem Facebookowym i korzystać tak, jak użytkownicy serwisu Wielcy.pl. Z serwisu Wielcy.pl można korzystać po staremu, tu się nic nie zmieni. Mimo inflacji nie zmienia [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Aby ułatwić użytkownikom pełnej wersji Wielkiej Genealogii Minakowskiego korzystanie z niej bez pamiętania hasła, wprowadzam właśnie zupełnie nowy system autoryzacji. Użytkownicy serwisu www.Sejm-Wielki.pl mogą się od tej pory logować swoim kontem Facebookowym i korzystać tak, jak użytkownicy serwisu Wielcy.pl. Z serwisu Wielcy.pl można korzystać po staremu, tu się nic nie zmieni. Mimo inflacji nie zmienia się także koszt abonamentu (subskrypcji) <em>Wielkiej Genealogii</em> &#8211; cały czas kosztuje ona 4 zł miesięcznie (płatne za rok z góry).<span id="more-945"></span></p>
<p>Raz jeszcze: na <a title="Wielka Genealogia Minakowskiego" href="http://www.wielcy.pl">www.wielcy.pl</a> nic się nie zmienia: po wykupieniu subskrypcji dostaje się hasło, zaś nazwą użytkownika jest adres email.</p>
<p>Za to na <a title="Genealogia Potomków Sejmu Wielkiego" href="http://www.sejm-wielki.pl">www.sejm-wielki.pl</a> logujemy się od tej pory przez standardowy mechanizm Facebooka. Po zalogowaniu, o ile dany użytkownik używa tego samego adresu email, który jest zarejestrowany na www.wielcy.pl &#8211; korzystać można tak, jakby się było na www.wielcy.pl, ale nie trzeba pamiętać hasła.</p>
<p>Szczególnie przydatne jest to dla osób, które ustawiły sobie, że Facebook zawsze je pamięta &#8211; wtedy nie trzeba w ogóle pamiętać hasła do <em>Wielkiej Genealogii</em>.</p>
<p><strong>Po drugie można teraz oglądać strony, które wcześniej były wyłącznie płatne! Na przykład stronę o <a href="http://www.sejm-wielki.pl/s/?m=NG&amp;n=dw.3&amp;t=PN">Mieszku I</a> albo o <a href="http://www.sejm-wielki.pl/s/?m=NG&amp;t=PN&amp;n=10.522.369">Janie Kochanowskim</a>. Choć wiele informacji jest tam ukrytym za tekstem &#8222;Zaloguj się&#8221;, sporo jednak można się dowiedzieć</strong>.</p>
<p>Ten nowy system jest dużo bardziej elastyczny i można spodziewać się nowych wynalazków w niedługim czasie.</p>
<p>Tymczasem, gdyby były jakieś usterki w jego działaniu, proszę o wiadomość na adres <a title="mj@minakowski.pl" href="mailto:mj@minakowski.pl">mj@minakowski.pl</a> .</p>
<p>Tak teraz wygląda strona z genealogią Urszulki Kochanowskiej, gdy użytkownik zarejestruje się i zaprenumeruje <em>Wielką genealogię Minakowskiego</em>:</p>
<div id="attachment_947" class="wp-caption alignleft" style="width: 608px"><a href="http://minakowski.pl/wp-content/uploads/2011/08/orszulka.png"><img class="size-full wp-image-947 " title="orszulka" src="http://minakowski.pl/wp-content/uploads/2011/08/orszulka.png" alt="" width="598" height="609" /></a><p class="wp-caption-text">Genealogia Urszulki Kochanowskiej, bohaterki „Trenów” Jana Kochanowskiego</p></div>
<p>Tymczasem osoba, która nie jest zalogowana do Facebooka zobaczy <em>prawie</em> tyle samo:</p>
<div id="attachment_950" class="wp-caption aligncenter" style="width: 611px"><a href="http://minakowski.pl/wp-content/uploads/2011/08/orszulka2.png"><img class="size-full wp-image-950 " title="Orszulka Kochanowska w Sejm-Wielki.pl" src="http://minakowski.pl/wp-content/uploads/2011/08/orszulka2.png" alt="Orszulka Kochanowska w Sejm-Wielki.pl" width="601" height="605" /></a><p class="wp-caption-text">Strona Orszulki Kochanowskiej w Sejm-Wielki.pl gdy ogląda ją użytkownik niezalogowany</p></div>
<p><strong>Szkołom, które zechciałyby udostępnić Wielką Genealogię wszystkim swoim uczniom, jestem gotów udzielić dużego rabatu!</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/integracja-sejmwielki-pl-wgm-i-facebook/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pseudomarketing polityczny</title>
		<link>http://minakowski.pl/pseudomarketing-polityczny/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/pseudomarketing-polityczny/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Dec 2010 22:04:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=833</guid>
		<description><![CDATA[Ludzie, którzy krytykują niektórych polityków za &#8222;nieinternetowość&#8221; sami traktują Internet jak telewizję. Dziś na przykład rzucił mi się w oczy wywiad Eryka Mistewicza dla Onet.pl i analiza Michała Kolanki dla wPolityce.pl. Zacznijmy od Mistewicza &#8211; jego książka (na spółkę z M. Karnowskim) Anatomia władzy jest wspaniała. Ale to, co mówi w dzisiejszym wywiadzie dla Onet.pl [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ludzie, którzy krytykują niektórych polityków za &#8222;nieinternetowość&#8221; sami traktują Internet jak telewizję. Dziś na przykład rzucił mi się w oczy wywiad Eryka Mistewicza dla Onet.pl i analiza Michała Kolanki dla wPolityce.pl.<span id="more-833"></span></p>
<p>Zacznijmy od Mistewicza &#8211; jego książka (na spółkę z M. Karnowskim) <em>Anatomia władzy</em> jest wspaniała. Ale to, co mówi <a href="http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/w-polsce-dominuje-grupa-politykow-z-xix-wieku,1,4074212,wiadomosc.html">w dzisiejszym wywiadzie dla Onet.pl</a> jest przedziwaczne. Wybitny ekspert od marketingu politycznego zaleca bowiem polskim politykom korzystanie z Twittera. Tymczasem jednak korzystanie z Twittera (oraz jego klonów jak Blip) jest w Polsce minimalne. Dla przykładu wymienię polityków &#8222;celebryckich&#8221;, a przy każdym liczbę osób, które ich subskrybują (&#8222;<em>followers</em>&#8222;):</p>
<ul>
<li>Adam Bielan (@Bielan) &#8211; 3.659</li>
<li>Janusz Palikot (@Palikot_Janusz) &#8211; 3.035</li>
<li>Radek Sikorski (@sikorskiradek) &#8211; 3.286</li>
<li>Wojciech Olejniczak (@wolejniczak1) &#8211; 1.726</li>
<li>Paweł Poncyliusz (@PawelPoncyljusz) &#8211; 2.369</li>
<li>Michał Kamiński (@kaminskimichal) &#8211; 1.770</li>
<li>Bartosz Arłukowicz (@Arlukowicz) &#8211; 1.946</li>
</ul>
<p>A tymczasem, w kraju większym ludnościowo jedynie ośmiokrotnie:</p>
<ul>
<li>Sarah Palin (@SarahPalinUSA) &#8211; 331.223</li>
<li>BarackObama (@BarackObama) &#8211; 6.075.110</li>
</ul>
<p>Można by postawić tezę, że to tylko kwestia czasu, że Polacy również do tego kiedyś dojdą, gdyby nie taki oto wykresik:</p>
<div id="attachment_834" class="wp-caption aligncenter" style="width: 520px"><a href="http://minakowski.pl/wp-content/uploads/2010/12/mikroblogi.png"><img class="size-full wp-image-834" title="Nasza-Klasa, Facebook, Twitter i Blip wg Google Trends" src="http://minakowski.pl/wp-content/uploads/2010/12/mikroblogi.png" alt="Nasza-Klasa, Facebook, Twitter i Blip wg Google Trends" width="510" height="199" /></a><p class="wp-caption-text">Nasza-Klasa, Facebook, Twitter i Blip wg Google Trends; lipcowy spadek Naszej Klasy to efekt przenosin domeny na NK.pl, z czym Google Trends sobie nie poradziło</p></div>
<p>Trzeba sobie zdać z tego sprawę: Twittera w Polsce nie ma i nie będzie. Polacy SMS-ują, a nie twittują. Co więcej, z ostatnich donosów zza Oceanu można odnieść wniosek, że <a href="http://www.readwriteweb.com/archives/why_teens_dont_and_wont_tweet.php">tamtejsza młodzież przestaje się garnąć do Twittera</a>. A dlaczego? Dlatego, że nie czuje potrzeby komunikowania całemu światu co robi lub myśli. Od dyskutowania są znajomi!</p>
<p>I teraz wracam do drugiego z artykułów. Michał Kolanko w artykule &#8222;<a href="http://www.wpolityce.pl/view/4855/Internet_w_kampanii_samorzadowej__5_waznych_trendow_.html">Internet w kampanii samorządowej: 5 ważnych trendów</a>&#8221; pisze coś, z czym się zupełnie nie mogę zgodzić:</p>
<blockquote><p>Nawet najlepsze i najbardziej sprawne kampanie w internecie nie okazały się decydujące dla wyniku wyborów. Przykładem może być Kraków. Stanisław Kracik miał bardzo dobrą kampanię w internecie, ale ostatecznie &#8211; z przyczyn czysto politycznych m.in. ze względu na spory w krakowskiej Platformie &#8211; przegrał z urzędującym prezydentem Jackiem Majchrowskim. Sztab Kracika w sferze internetowej działał z dużą konsekwencją, ale w ostatecznym rozrachunku nie zmieniło to układu sił w Krakowie. Przepaść między działalnością w sferze &#8222;realnej&#8221; a &#8222;wirtualnej&#8221; nadal jest ogromna. Nie pojawił się jeszcze nikt, kto potrafiłby tą przepaść zasypać.</p></blockquote>
<p>Na czym niby polegać miała owa &#8222;dobra kampania Kracika w Internecie&#8221;? Że stworzył stronę internetową, na której napisał co miał do powiedzenia? Tak się składa, że jestem szczęśliwym posiadaczem czynnego prawa wyborczego w Krakowie, okręg wyborczy Dębniki. Tak też się składa, że byłem gotów z tego prawa skorzystać, gdyby któryś z kandydatów mnie do tego przekonał. Jednak <strong>Internet to nie telewizja</strong>. <strong>Umieszczenie czegoś w Internecie nie spowoduje, że ktokolwiek to obejrzy!</strong> W internecie mamy gigantyczny przesyt informacyjny (<em>information overload</em>), co sprawia, że <strong>to nadawca informacji udowodnić, że jego przekaz to nie spam</strong>.</p>
<p>Otóż pan wojewoda Kracik był łaskaw wysłać mi papierową ulotkę do skrzynki pocztowej. Oczywiście wszystkie ulotki wyrzucam, więc wyrzuciłem i tę. Widziałem także starszego, siwego pana uśmiechającego się z plakatu, ale niestety nie pamiętam  nawet, jakie hasło było tam napisane (a może po prostu &#8222;Stanisław Kracik&#8221; i nic więcej?).</p>
<p>Sposobem, w jaki pan wojewoda Kracik do mnie docierał, były dwie moje znajome na Facebooku, które zmieniły swoje zdjęcia na ikonę &#8222;Stanisław Kracik&#8221;. Ale obie kandydowały niedawno w wyborach z list Platformy Obywatelskiej (Róża Thun do Europarlamentu, a Maria Bnińska do Rady Warszawy), więc były mało wiarygodne. Co najmniej jeden inny mój znajomy zmienił zdjęcie na ikonę &#8222;Jacek Majchrowski &#8211; mniejsze zło&#8221;, więc walkę na ikony można przyjąć za zremisowaną.</p>
<p>Podobno p. Kracik z p. Majchrowskim odbywali jakieś debaty w TV, ale żaden z moich znajomych nie przysłał mi linku do YouTube z zapisem tej debaty, więc ten komunikat do mnie nie dotarł. Internetowa edycja Gazety w Krakowie (którą czytam online, reszty GW nie) naśmiewała się z oddanej ostatnio szumnie ślepej  ulicy, ale z kolei na forum SkyscraperCity, gdzie się dyskutuje o krakowskich inwestycjach, wskazywano raczej potknięcia p. Kracika, który dziwne rzeczy opowiadał o budowie Centrum Kongresowego (sprawa mnie dotyczy, bo mieszkam tuż obok) i jako wojewoda doprowadził do opóźnienia przebudowy Ronda Ofiar Katynia nie wykupując na czas stosownych działek (co było w kompetencjach województwa, bo to skrzyżowanie dwóch dróg krajowych).</p>
<p>Podaję te przykłady, żeby dojść do <em>pointy</em>: <strong>prawdziwa polityka internetowa to nie jest jednostronny przekaz jak w telewizji czy prasie. To mozolne przekonywanie milionów wyborców przez rzesze setek tysięcy fanów. Tak waśnie, powtórzę: żeby naprawdę dotrzeć do dzisiejszego wyborcy w Internecie, nie można &#8222;otworzyć strony internetowej&#8221;: trzeba spowodować,  że użytkownika, który ma dwustu znajomych co najmniej dziesięciu z nich będzie przekonywało, że należy zagłosować po naszej myśli. Sztab wyborczy internetowego kandydata powinien więc liczyć około 5-10% ogółu wyborców. Polityka staje się masowa.</strong></p>
<p>To trudne. To bardzo trudne. A skoro trudne, to politycy robić tego nie będą.</p>
<p>Co z tego wynika? Że o wyniku wyborów decydować będą ci, którzy korzystają ze &#8222;starych mediów&#8221;. Tak zwani &#8222;wykluczeni cyfrowo&#8221;.</p>
<p>I tym pesymistycznym akcentem chciałbym zakończyć.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/pseudomarketing-polityczny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy Facebook ma za dużo contentu?</title>
		<link>http://minakowski.pl/czy-facebook-ma-za-duzo-contentu/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/czy-facebook-ma-za-duzo-contentu/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Dec 2010 11:49:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=822</guid>
		<description><![CDATA[Jakiś czas temu Facebook na iPhone usunął okno do wpisywania statusu. Myślałem że to po to, by zrobić miejsce na przycisk &#8222;check-in&#8221;. Jednak dzisiaj wdrażana jest nowa wersja interfejsu webowego, zawierająca tę samą zmianę. To już nie jest przypadek. Facebook w wersji przeglądarkowej (czyli w standardowej wersji pod adresem http://www.facebook.com/ ) usunął właśnie zachętę do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jakiś czas temu Facebook na iPhone usunął okno do wpisywania statusu. Myślałem że to po to, by zrobić miejsce na przycisk &#8222;check-in&#8221;. Jednak dzisiaj wdrażana jest nowa wersja interfejsu webowego, zawierająca tę samą zmianę. To już nie jest przypadek.<span id="more-822"></span></p>
<p>Facebook w wersji przeglądarkowej (czyli w standardowej wersji pod adresem <a href="http://www.facebook.com/">http://www.facebook.com/</a> ) usunął właśnie zachętę do publikowania zmian statusu, wkładania linków itd. Zamiast pustego okna z pytaniem &#8222;O czym teraz myślisz?&#8221;  mamy tylko cztery kolorowe przyciski. Najpierw trzeba je kliknąć, a dopiero potem można wpisywać.</p>
<p>Porównajcie:</p>
<p><a href="http://minakowski.pl/wp-content/uploads/2010/12/fb.png"><img class="aligncenter size-full wp-image-823" title="Facebook porzuca okno statusu" src="http://minakowski.pl/wp-content/uploads/2010/12/fb.png" alt="Facebook porzuca okno statusu" width="500" height="395" /></a></p>
<p>Ten ruch <strong>na pewno jest świadomy i przemyślany</strong>. Zatem na pewno <strong>ma on jakiś cel</strong>. Tylko jaki?</p>
<p>Wydaje mi się, że w ten sposób Facebook przechodzi z bycia platformą do <strong>publikowania</strong> na bycie raczej platformą do <strong>czytania i oglądania</strong>. Czyli zamiast <strong>narzędzia produkcji</strong> będzie on coraz bardziej <strong>narzędziem konsumpcji</strong> wszelkiego rodzaju treści.</p>
<p>Wiązać się to może z następującymi czynnikami, jednak nie jestem w stanie określić, które z nich jak silny miały wpływ na tę decyzję (oczywiście, wpływ<em> deklarowan</em>y w oficjalnych oświadczeniach Marka Zuckerberga mnie tu interesuje dużo mniej niż wpływ <em>rzeczywisty</em>):</p>
<p><strong>Facebook stał się masowy</strong>: korzystają z niego praktycznie wszyscy. Zaś w całkowitej populacji konsumentów treści jest duuuużo więcej niż producentów. Dużo wiecej ludzi słucha niż mówi. W &#8222;starych mediach społecznościowych&#8221; (fajnie brzmi, nie?) wszyscy byli autorami, aktorami, twórcami, każdy miał coś do powiedzenia. Dzisiejszy Facebook zrywa z tą tradycją: staje się bardziej ilustrowanym magazynem czy telewizją, gdzie przychodzi się poczytać i pooglądać a nie po to, by dokonać autoekspresji.</p>
<p><strong>Zamiast produkować statusy klikamy &#8222;lubię to&#8221;</strong>: od wprowadzenia przed trzema kwartałami rewolucji pod nazwą Social Graph &#8222;produkcja facebookowa&#8221; coraz częściej dzieje się <strong>poza Facebookiem</strong>. A tenże służy głównie <strong>gromadzeniu</strong> treści wyprodukowanych gdzie indziej.</p>
<p><strong>Facebook jest przeciążony informacją</strong>: za dużo tam danych, zbyt trudno jest wybrać rzeczy ciekawe&#8230; Facebook więc chce, byś wrzucał coś do niego tylko wtedy, kiedy naprawdę musisz.</p>
<p>Zapewne wszystkie te przesłanki grały tu rolę, jak macie inne pomysły, to piszcie w komentarzach.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/czy-facebook-ma-za-duzo-contentu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Urodzeni przed 1960 &#8211; wielkie źródło nowych internautów</title>
		<link>http://minakowski.pl/urodzeni-przed-1960-wielkie-zrodlo-nowych-internautow/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/urodzeni-przed-1960-wielkie-zrodlo-nowych-internautow/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 26 Oct 2010 11:00:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=802</guid>
		<description><![CDATA[Wśród Polaków nie korzystających z Internetu jest ok. 7 mln ludzi w wieku od 0 do 49 lat (urodzonych po r. 1960) i ponad 10 mln urodzonych w 1960 i wcześniej. Ukazał się właśnie b. ciekawy raport powstały pod kierunkiem dra Dominika Batorskiego, z którego wyciągnąć można wiele ciekawych wniosków. Co roku w Polsce rodzi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wśród <strong>Polaków nie korzystających z Internetu </strong>jest ok. 7 mln ludzi w wieku od 0 do 49 lat (urodzonych po r. 1960) i <strong>ponad 10 mln urodzonych w 1960 i wcześniej</strong>. Ukazał się właśnie b. ciekawy raport powstały pod kierunkiem dra Dominika Batorskiego, z którego wyciągnąć można wiele ciekawych wniosków.<span id="more-802"></span></p>
<p>Co roku w Polsce rodzi się i umiera ok. 370 tys. osób. Zakładając dla wygody, że umierają wyłącznie ludzie po pięćdziesiątce, zaś w tej grupie 20% z Internetu korzysta, to znaczy że co roku umiera ok. 300 tys. osób urodzonych przed 1960 r. nie korzystających z Internetu. Daje to około 3 mln osób na 10 lat. Oznacza to, że <strong>gdyby nawet założyć, że ludzie starsi nie są w stanie korzystania z Internetu się nauczyć, to i tak za 10 lat będzie ich nadal tyle, ile obecnie jest nie-internautów urodzonych po 1960</strong> (wliczając dzisiejsze noworodki). Te zgrubne wyliczenia pokazują, jak ważna jest to grupa dla każdego, kto chce prowadzić biznes w Internecie na wielką skalę. Bo oczywiście założenie, że ludzie starsi nie zaczną z Internetu korzystać jest fałszywe, podobnie jak 10 lat temu fałszywa była taka opinia o niekorzystaniu z telefonów komórkowych przez ludzi starszych.</p>
<p>Pozyskiwanie ludzi urodzonych przed 1960 r. do korzystania z Internetu <strong>nie jest łatwe</strong>. Być może ludzie ci są mniej skłonni do robienia zakupów online i mniejsze w ogóle mają potrzeby, są zatem mniej ciekawą grupą dla reklamodawców. Być może. Jednak w sytuacji, gdy inne źródła nowych internautów wysychają, łowić należy tam, gdzie są ryby, a nie tam, gdzie jest to wygodnie wędkarzowi.</p>
<p>Zobaczmy zatem, co dla nas przygotował zespół dra Dominika Batorskiego, w raporcie <a href="http://dojrzaloscwsieci.pl/raport.html?file=tl_files%2Fpliki%2FRaport.pdf"><em>Między alienacją a adaptacją. Polacy w wieku 50+ wobec internetu (Warszawa 2010)</em></a>.</p>
<p>1. Pierwsza obserwacja, która mnie uderza:</p>
<blockquote><p>Przedstawiciele generacji 50+ zdecydowanie częściej niż z komputerów korzystają z telefonów komórkowych. Własny telefon posiada aż 58% z nich.</p></blockquote>
<p>Oznacza to, że gdyby założyć że:<br />
a) za 10 lat telefony komórkowe zostały zastąpione przez smartfony,<br />
b) każdy użytkownik smartfona korzysta z Internetu,<br />
to automatycznie przybędzie nam ok. 5 mln internautów. Oczywiście nie wiemy, jak będą wyglądały telefony za 10 lat i jak się będzie z nich korzystało. Ale wskazówka jest ciekawa.</p>
<p>2. Jesteśmy przyzwyczajeni, że liczba użytkowników Internetu stale rośnie. Tymczasem w latach 2003-2009 odsetek osób w wieku 16-49 korzystających z Internetu wzrósł z 34,3% do 71,1%. Oznacza to, że <strong>dalszego takiego wzrostu już nie będzie</strong>. Trzeba się do tej myśli przyzwyczaić i do niej dostosować plany biznesowe.</p>
<p>3. Urodzeni przed 1960 r. zasadniczo <strong>nie planują</strong> rozpoczęcia korzystania z Internetu. Internet nie jest dla nich atrakcyjny. Jak podaje nasz raport:</p>
<blockquote><p>W przedziale wiekowym 50+ zaledwie 6% z nich deklaruje, że zacznie używać internetu w ciągu najbliższych miesięcy, z czego tylko 1% jest na to zdecydowanych. Dla porównania, wśród młodszych osób takie plany ma aż 19% z tych, którzy obecnie nie korzystają.</p></blockquote>
<p>Ale pamiętać należy, że ludzie wielu innych rzeczy nie planują, ale robią je, bo są do tego zmuszeni. Można więc uznać, że seniorzy zaczną korzystać z Internetu wtedy, gdy nie będą mieli innego wyjścia.</p>
<p>4. Jak to jest za granicą?</p>
<p>W Polsce z Internetu regularnie korzysta 23% osób w wieku 55-64 lata i 6% w wieku 65-74 lata</p>
<p>W całej Unii Europejskiej (&#8222;starej&#8221; i &#8222;nowej&#8221;) liczby te wynoszą 42% i 20%</p>
<p>W USA te liczby to 78% i 42% &#8211; zatem to nie sam wiek jest problemem&#8230;</p>
<p>5. Łatwo nie będzie</p>
<p>W grupie osób urodzonych w r. 1960 i wcześniej 39% mieszka na wsi. W tym 3,4% z Internetu korzysta, a 32,5% nie korzysta. Nikt nie mówi, że skłonienie ich do korzystania z Internetu będzie proste. Z pomysłów fantastycznych można sobie wyobrazić sytuację, w której np. Rodzina Radia Maryja rozpoczyna intensywną działalność w Facebooku i wszyscy jej sympatycy łączą się swoimi smartfonami by brać udział w tych akcjach. Ale może &#8211; patrząc na rwetes w sprawie &#8222;obrońców krzyża&#8221; &#8211; nie jest to koncepcja taka absurdalna? Na pewno te zmiany, jeżeli nastąpią, zmienią znacznie percepcję tego, czym jest Internet.</p>
<p>Podkreślmy to, co podkreślają autorzy raportu:</p>
<blockquote><p><strong>Zdecydowanie najczęściej wymienianym powodem niekorzystania z internetu jest brak zainteresowania i potrzeb.</strong></p></blockquote>
<p>A potem jest już tylko ciekawiej. Zachęcam do lektury raportu i dzielenia się wnioskami!</p>
<p>Dodam jeszcze od siebie, co powiedziałem w innym miejscu: <strong>pracując nad Genealogią Potomków Sejmu Wielkiego w ostatnim roku (Od 7 X 2009 do 7 X 2010) wprowadziłem uzupełnienia od 655 osób. Ich średni wiek to 51 lat. Ale urodzeni przed 1960 r. przysłali dwa razy więcej danych</strong>. Niektórzy z moich e-mailowych korespondentów mają ponad 90 lat. Da się.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/urodzeni-przed-1960-wielkie-zrodlo-nowych-internautow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Komputery i telewizory za 20 lat</title>
		<link>http://minakowski.pl/komputery-i-telewizory-za-20-lat/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/komputery-i-telewizory-za-20-lat/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Aug 2010 14:03:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=678</guid>
		<description><![CDATA[Czy za 20 lat komputer i telewizor będą się czymś różnić? A może będzie to jedno urządzenie i podział ten zaniknie? Sporo się mówi o różnicach technologicznych i różnicach w sposobie odbioru (pozycji ciała widza), ale myślę, że problem jest zupełnie gdzie indziej. Jesteśmy przyzwyczajeni do rozróżniania świata telewizji od świata internetu. Wciąż różni je [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czy za 20 lat komputer i telewizor będą się czymś różnić? A może będzie to jedno urządzenie i podział ten zaniknie? Sporo się mówi o różnicach technologicznych i różnicach w sposobie odbioru (pozycji ciała widza), ale myślę, że problem jest zupełnie gdzie indziej.<span id="more-678"></span></p>
<p>Jesteśmy przyzwyczajeni do rozróżniania świata telewizji od świata internetu. Wciąż różni je wiele:</p>
<ul>
<li>inne <strong>urządzenia odbiorcze</strong>: duże ekrany telewizyjne przeciw małym ekranom laptopów</li>
<li>inni <strong>producenci treści</strong>: wielkie stacje telewizyjne przeciw wielu autorom stron internetowych</li>
<li>inny <strong>sposób dostarczania</strong>: maszty telewizyjne przeciw kablom miedzianym</li>
<li>inny <strong>sposób konsumpcji</strong>:  kanapa w salonie przeciw krzesłu ze stolikiem</li>
<li>inna <strong>grupa odbiorców</strong>: masowość telewizji przeciw &#8222;dzieciarni internetowej&#8221;</li>
</ul>
<p>Gdy się jednak przyjrzymy głębiej tym przeciwieństwom, okazuje się że mają one charakter <strong>historyczny</strong> i nie ma silnych podstaw, by różnice te nadal trwały. Albowiem:</p>
<ul>
<li>technologia budowy monitora LCD w komputerze i telewizorze jest praktycznie ta sama: ekran telewizora HD i monitor komputerowy o identycznej rozdzielczości nie muszą się różnić wyglądem</li>
<li>firmy tworzące treści do telewizji i serwisów internetowych mają często tych samych właścicieli; cyfryzacja telewizji napowietrznej (zwanej &#8222;naziemną&#8221;) zwiększy liczbę dostępnych kanałów i poszerzy liczbę różnych dostawców</li>
<li>w miastach coraz bardziej popularna jest telewizja kablowa, która tym samym kablem przekazuje też sygnał internetowy</li>
<li>z Internetu korzysta już większość społeczeństwa i grupa odbiorców nie różni się już <em>istotnie</em> od grupy widzów telewizyjnych (odliczając <em>wykluczonych cyfrowo</em>)</li>
<li>pracując na komputerze typu iPad lub nawet laptop można siedzieć wygodnie w fotelu lub na kanapie</li>
</ul>
<p>Różnice między TV i Internetem &#8211; jeżeli mają pozostać w dłuższym czasie &#8211; powiedzmy 20 lat &#8211; muszą mieć jakieś inne uzasadnienie. Czy jakieś się znajdzie?</p>
<p>Moim zdaniem przyszła linia podziału będzie zupełnie gdzie indziej: o tym, co jest Internetem (komputerem), a co telewizją (telewizorem) nie będzie już decydować urządzenie odbiorcze, producent treści, sposób jej dostarczania, grupa odbiorców, czy pozycja ciała. Różnicą, która pozostanie, będzie podział na <strong>medium osobiste</strong> i <strong>medium wspólne (rodzinne, domowe, społeczne)</strong>.</p>
<p>Medium osobiste i medium wspólne mogą być dostarczane przez <em>te same</em> urządzenia, pochodzić od <em>tych samych</em> dostawców i przechodzić przez <em>te same</em> łącza. Ale różnica między nimi wygląda na istotną.</p>
<p>Fundamentalną różnicą będzie to, czy w kontakcie z owym medium jestem sam czy robimy to wspólnie. <strong>Jeżeli jestem sam</strong>, to robię to <strong>swobodnie</strong>, <strong>samodzielnie</strong>, wchodzę z tym medium <strong>w interakcje</strong>. Coś piszę, coś czytam, coś oglądam. Jeśli słucham, to raczej przez słuchawki lub w pomieszczeniu, gdzie jestem sam. Mogę w każdej chwili zmienić formę, temat i źródło przekazu. <strong>Jeżeli robimy to razem</strong>, wtedy ma to bardziej charakter kina: razem słuchamy i oglądamy cały przekaz od początku do końca, trudniej jest przerwać lub zmienić, bo muszą się na to zgodzić wszyscy obecni.</p>
<p><strong>Medium wspólne</strong> będzie oczywiście preferowało urządzenia większe (np. ekran 3D wypełniający całe pomieszczenie  i głos kwadrofoniczny), gdy z kolei <strong>medium osobiste</strong> może być czymś podobnym do dzisiejszego iPada z opcjonalną zewnętrzną klawiaturą. Jako że interakcja z <strong>medium wspólnym</strong> będzie dużo mniejsza, klawiaturę pewnie w całości zastąpią komendy głosowe. Oba urządzenia będą połączone na stałe z globalną siecią (która pewnie nadal będzie się nazywała Internet) i przełączenie między trybem wspólnym i osobistym będzie zapewne bardzo łatwe, bo wszystkie dane będą przechowywane na zewnątrz (np. w Internecie, w tzw. &#8222;chmurze&#8221;).</p>
<p>Patrząc jednak na te różnice, sądzę że zarówno producenci sprzętu jak i operatorzy dostępowi czy producenci treści do obu tych platform będą wspólni. Czas się do tej myśli przyzwyczajać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/komputery-i-telewizory-za-20-lat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy komercyjność mediów zagraża demokracji?</title>
		<link>http://minakowski.pl/czy-komercyjnosc-mediow-zagraza-demokracji/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/czy-komercyjnosc-mediow-zagraza-demokracji/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Jun 2010 12:43:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=605</guid>
		<description><![CDATA[Piotr &#8222;VaGla&#8221; Waglowski umieścił w swoim serwisie VaGla.pl relację z wczorajszej konferencji &#8222;Czy telewizja zagraża demokracji&#8221;. Wypowiedzi panów dra Marka Kochana z UW a zwłaszcza Macieja Strzembosza i Macieja Wierzyńskiego są fascynujące. Zachęcam do obejrzenia bo wklejam je poniżej. Poza masą ciekawych tematów i obserwacji, jakie w tych wypowiedziach są przedstawione uderza mnie jedna zasadnicza [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Piotr &#8222;VaGla&#8221; Waglowski <a href="http://prawo.vagla.pl/node/9124">umieścił w swoim serwisie VaGla.pl</a> relację z wczorajszej konferencji &#8222;Czy telewizja zagraża demokracji&#8221;. Wypowiedzi panów dra Marka Kochana z UW a zwłaszcza Macieja Strzembosza i Macieja Wierzyńskiego są fascynujące. Zachęcam do obejrzenia bo wklejam je poniżej. Poza masą ciekawych tematów i obserwacji, jakie w tych wypowiedziach są przedstawione uderza mnie jedna zasadnicza myśl, która wcześniej uderzyła mnie, gdy występowałem na podobnym panelu w czasie &#8222;Nocy mediów&#8221; organizowanej przez Fundację Konrada Adenauera.<span id="more-605"></span></p>
<p>To, co obserwuję u rozmaitych dziennikarzy, to <strong>klasyczna tragiczna pycha &#8211; grecka <em>hybris</em>, która powoduje upadek bohatera</strong>. Pycha, która każe dziennikarzom myśleć, że są oni ostatnimi zbawcami ludzkości, że gdyby tylko nie musieli nadskakiwać plebsowi i zabiegać o poczytność i reklamodawców, to wszystko byłoby dobrze, a świat byłby uratowany.</p>
<p>Bardzo mi brakuje dyskusji odwrotnej &#8211; wychodzącej z założenia, że owa komercjalizacja i &#8222;tabloidyzacja&#8221; mediów jest faktem już zastanym, z którym nie da się walczyć. Co wtedy? Jak zmieni się system polityczny? Próbowałem taką dyskusję rozpętać we wspomnianym panelu na Media Night, ale obecni tam dziennikarze nie byli zainteresowani tym tematem. To moim zdaniem wielka szkoda.</p>
<p>Nie jestem i nigdy nie byłem dziennikarzem. Jestem filozofem, który 13 lat temu zaciągnął się na służbę w portalu internetowym (Onet.pl), w pewnym momencie stanowiąc praktycznie 100% jego Redakcji. Nie potrzebuję dodawać sobie prestiżu: z pełną świadomością mówię, że <strong>publikując w Internecie jestem na służbie u mojego czytelnika</strong>. Mój czytelnik wyraża swoje zainteresowanie klikaniem, a jego klikanie przekłada się na moje zarobki reklamowe.</p>
<p>Jako funkcjonariusz mediów internetowych jestem dumny z tego, że służę czytelnikowi. Niech staro-mediowcy nazywają to <strong>komerchą</strong> i <strong>tabloidyzacją</strong> lub <strong>pogonią za klikalnością</strong>, ale dla mnie to co oni mówią, to <strong>przejaw ich pychy</strong>. Ja pokornie służę mojemu czytelnikowi i jestem z tego dumny.</p>
<p>Jakie to jednak pociągnie konsekwencje? <strong>Bardzo chciałbym na ten temat podebatować</strong>. Bo wydaje mi się, że koniec demokracji, jaką znaliśmy, jest bliski. Ale&#8230;? Czy naprawdę ją znaliśmy? A może nam się tylko wydawało? Może w istocie każde stulecie ma swoją własną formę rządów? Przecież w Polsce nigdy nie było demokracji dojrzałej, w amerykańskim sensie. Demokracja przedrozbiorowa obywała się <strong>bez prasy codziennej</strong>, a demokracja międzywojenna obywała się <strong>bez telewizji</strong>. Obie demokracje były jednak znacząco różne od siebie i od demokracji dzisiejszej.</p>
<p>Proponuję więc skończyć z walką dziennikarzy o demokrację, a zacząć się zastanawiać co nas czeka wobec zmian, jakie niechybnie nastąpią. Ale najpierw posłuchać, co trzech mądrych panów ma do powiedzenia, bo mówią (zwł. p. Strzembosz) rzeczy niezwykle ciekawe:</p>
<p><object width="400" height="225"><param name="allowfullscreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="movie" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12653068&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" /><embed src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12653068&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always" width="400" height="225"></embed></object>
<p><a href="http://vimeo.com/12653068">Czy telewizja zagraża demokracji? #1 Fragment wystąpienia dr Kochana</a> from <a href="http://vimeo.com/vagla">VaGla</a> on <a href="http://vimeo.com">Vimeo</a>.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="400" height="225" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowfullscreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12653758&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="400" height="225" src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12653758&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><a href="http://vimeo.com/12653758">Czy telewizja zagraża demokracji? #2 Fragment wystąpienia dr Kochana</a> from <a href="http://vimeo.com/vagla">VaGla</a> on <a href="http://vimeo.com">Vimeo</a>.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="400" height="225" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowfullscreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12656324&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="400" height="225" src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12656324&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><a href="http://vimeo.com/12656324">Czy telewizja zagraża demokracji? Komentarz Macieja Strzembosza</a> from <a href="http://vimeo.com/vagla">VaGla</a> on <a href="http://vimeo.com">Vimeo</a>.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="400" height="225" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowfullscreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12657199&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="400" height="225" src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12657199&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><a href="http://vimeo.com/12657199">Czy telewizja zagraża demokracji? Komentarz red. Macieja Wierzyńskiego</a> from <a href="http://vimeo.com/vagla">VaGla</a> on <a href="http://vimeo.com">Vimeo</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/czy-komercyjnosc-mediow-zagraza-demokracji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowa era prywatności: świętych obcowanie</title>
		<link>http://minakowski.pl/nowa-era-prywatnosci-swietych-obcowanie/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/nowa-era-prywatnosci-swietych-obcowanie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 May 2010 15:44:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=573</guid>
		<description><![CDATA[Zmiany w podejściu Facebooka do prywatności rozejdą się po kościach. Świadomość, że ktoś obserwuje wszystkie nasze czyny i zna wszystkie nasze myśli jest dla człowieka naturalna. Okres mody na pilnowanie prywatności się skończył. Amen. Wczorajszy (17 maja 2010) artykuł w &#8222;Fortune&#8221; (What backlash? Facebook is growing like mad) pokazuje, że wbrew protestom aktywistów ludzie nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zmiany w podejściu Facebooka do prywatności rozejdą się po kościach. Świadomość, że ktoś obserwuje wszystkie nasze czyny i zna wszystkie nasze myśli jest dla człowieka naturalna. Okres mody na pilnowanie prywatności się skończył. Amen.</p>
<p><span id="more-573"></span>Wczorajszy (17 maja 2010) artykuł w &#8222;Fortune&#8221; (<a href="http://tech.fortune.cnn.com/2010/05/17/what-backlash-facebook-is-growing-like-mad/"><em>What backlash? Facebook is growing like mad</em></a>) pokazuje, że wbrew protestom aktywistów ludzie nie przejęli się tym, że Facebook zbiera o nas <strong>jeszcze więcej</strong> i upublicznia <strong>jeszcze więcej</strong>. Liczba aktywnych użytkowników Facebooka dalej intensywnie rośnie. Dlaczego?</p>
<p>Dlatego, że sam pomysł, by nasze myśli i czyny były anonimowe i ukryte przed wszystkimi jest <strong>sprzeczny z ludzką naturą</strong>. Jest <strong>wrogi naszym instynktom</strong>. Nasza cywilizacja (populacja) odniosła sukces ewolucyjny m.in. dzięki temu, że była <strong>wolna od tego błędu</strong>. A gdybyśmy trwali przy promowaniu prywatności &#8211; naszych potomków zastąpią inni, którzy się tym nie przejmują.</p>
<p>Poniższy tekst napisałem nie po to, by jakąś postawę <strong>promować</strong>, ale by <strong>zrozumieć zmiany, dziejące się na naszych oczach</strong>. 27 maja będę występował na dwóch różnych panelach poświęconych prywatności i wolności w Internecie: jeden organizowany przez Polsko-Japońską Wyższą Szkołę Technik Komputerowych, drugi przez Fundację Konrada Adenauera. Mój pracodawca (Onet.pl) nie jest bezpośrednio zainteresowany w takim czy innym obrocie spraw związanych z prywatnością (Onet tylko dostarcza narzędzi do anonimowego czytania i komentowania oraz do przesyłania poczty, której nie czytamy i nie będziemy czytać). Ale dobre zrozumienie tego, co się dzieje, jest w interesie nas wszystkich.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>We wstępie do znakomitej książki <em>The Naked Ape</em> (<em>Naga małpa) </em>wielki badacz instynktów małp człekokształtnych (w tym ludzi), Desmond Morris pisze, że chcąc ustalić, jaka jest natura człowieka (wrodzone instynkty, naturalne sposoby postrzegania świata) nie ma sensu badać populacji marginalnych, nietypowych wyjątków od reguły. Jak sugeruje Morris: one <strong>właśnie dlatego</strong> pozostały na obrzeżach cywilizacji, że w ich rozwoju coś &#8222;poszło źle&#8221;. Jeżeli chcemy zrozumieć prawdziwą naturę ludzką, trzeba badać te cywilizacje, które radzą sobie doskonale. Zatem zarówno badanie dzikich plemion żyjących w dżungli, jak i osób z problemami psychicznymi lądującymi na kozetce psychiatry nie daje nam prawidłowego obrazu tego, czym jest normalny, zdrowy osobnik. Prawidłowe efekty w badaniu ludzkiej natury daje badanie naszej cywilizacji i ludzi zdrowych.</p>
<p><strong>Typowy przedstawiciel</strong> cywilizacji, która przez ostatnie setki lat odnosiła sukcesy na całej Ziemi był religijnym chrześcijaninem, muzułmaninem lub żydem, pozbawionym obsesji. <strong>Od dzieciństwa wiedział, że wszystko co myśli i robi jest obserwowane</strong> przez Boga, Szatana, aniołów lub świętych. Świadomość ta jest dla nas tak <strong>naturalna</strong>, że zazwyczaj nie przywiązujemy do tego wagi. Po prostu zachowujemy się uczciwie, staramy się nie grzeszyć myślą, mową uczynkiem lub zaniedbaniem, a nawet ci z nas, którzy na poziomie racjonalnym deklarują ateizm, nie mogą się powstrzymać od okrzyków &#8222;O Boże!&#8221; czy &#8222;Jezus, Maria!&#8221;, gdy emocje są zbyt gwałtowne, by dało się je racjonalnie kontrolować.</p>
<p>Najnowsze badania porównawcze nad zachowaniem ludzi, szympansów i goryli, jak np. przedstawione w pracy Fransa de Waala <em>Our Inner Ape</em> (Londyn 2005) wydają się zaskakująco zgodne z doktrynami filozoficznymi Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu. Kościół Katolicki w swym głównym (tomistycznym) nurcie twierdzi, że wiara w istnienie Boga jest dla nas oczywista i wrodzona, zaś przykazania Boże (moralność katolicka) to kodyfikacja &#8222;prawa natury&#8221;. W dużej części można więc powiedzieć, że różnica między ateistycznym socjobiologiem a katolickim teologiem jest taka, że socjobiolog-ateista będzie mówił, że ludzie <em>en masse</em> wierzą w Boga i zachowują się etycznie, bo tylko takie populacje (etyczne i pobożne) mogły wygrać wyścig ewolucyjny &#8211; zaś teolog-tomista powie tak samo, jak mówi w dyskusji z astronomami o Wielkim Wybuchu: ewolucja jest dobra, bo wymyślił ją sam Bóg.</p>
<p><strong>Niezależnie więc od osobistego światopoglądu możemy przyjąć, że poczucie, że nasze myśli i czyny są stale obserwowane, jest dla nas zdrowe i naturalne. Dla przetrwania naszych genów jest pożądane, byśmy z taką świadomością żyli.</strong></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>Jednym z ojców-założycieli europejskiej myśli politycznej był Arystoteles z jego koncepcją człowieka jako &#8222;zwierzęcia społecznego/miejskiego/politycznego&#8221; (ζῷον πολιτικόν). Przez tysiąclecia, aż do czasów mojego dzieciństwa, słowo &#8222;prywatny&#8221; miało zdecydowany wydźwięk <strong>negatywny</strong>. Z jednej strony &#8222;prywatność&#8221; to inaczej &#8222;aspołeczność&#8221; &#8211; zachowania aspołeczne czyli egoistyczne są z punktu widzenia wspólnego interesu jednoznacznie złe. Z drugiej strony &#8211; łacińskie <em>privatio</em> czyli &#8222;brak, niedobór&#8221; pojawiało się jako ważny element chrześcijańskiej koncepcji zła (choćby u św. Augustyna). Z trzeciej strony mieliśmy &#8222;prywatę&#8221; która w powszechnym poczuciu doprowadziła do upadku Rzeczypospolitej. A z czwartej pojęcie &#8222;prywaciarz&#8221; z czasów PRL czyli próbę wykorzystania nastrojów społecznych przeciwko przedsiębiorcom wyłamującym się spod władzy ekonomicznej systemu komunistycznego. Ta próba padała na podatny grunt, skoro do dzisiaj &#8222;prywatyzacja&#8221; jest dla wielu pojęciem nacechowanym negatywnie.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>Sąsiedzi nie wiedzieli o nas nigdy tyle, co Bóg i święci. Wiedzieli jednak wystarczająco dużo. W wyniku rozwoju ewolucyjnego, świetnie opisanego przez Robina Dunbara (<em>Pchły, plotki a ewolucja języka</em>, od roku dostępne w polskim przekładzie) rozmiar ludzkiego stada ustalił się na poziomie wioski liczącej ok. 200-300 osób, połączonych bardzo ściśle więzami rodzinnymi, w którym bardzo wiele prac (zarówno polowania jak i uprawa roli a także walki z sąsiadami i świętowanie) wykonywane były wspólnie i wymagało ścisłej współpracy i wzajemnego zaufania (na wojnie i polowaniu &#8211; <strong>bardzo głębokiego zaufania</strong>). Opieka nad potomstwem wymagała współpracy damsko-męskiej, a wspólne męskie polowania i wojny wymagały zaufania, że podczas nieobecności nasze kobiety pozostaną nam wierne (i nie będziemy tracić wysiłku na wychowywanie bękartów). Aby to wszystko mogło nastąpić, <strong>ewolucja musiała wykształcić liczne mechanizmy</strong>, z których najbardziej podstawowym była <strong>nieprzerwana wymiana informacji o tym, kto z kim co i gdzie robi</strong>. Oraz co z tego może wyniknąć.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>Wiek XX był aberracją. Z różnych powodów ludzie przenieśli się ze wsi do wielkich miast, tracąc kontakt z sąsiadami. Pojawiły się telefony pozwalające plotkować w każdym miejscu i czasie z ludźmi bardzo fizycznie oddalonymi. Pojawiły się wyszukiwarki, pozwalające robić to, co wszyscy dawniej chcieli robić, ale powstrzymywała ich świadomość, że to coś złego: na podsłuchiwanie. Najpierw podsłuchiwać mogły wielkie korporacje kontrolujące nasze finanse (banki), rozmowy (telekomy), przemieszczanie się (administracja). Wzbudziło to — słuszny — niepokój. Oto bowiem różne instytucje zaczęły wiedzieć to, co do tej pory było zarezerwowane dla Boga i sąsiadów.</p>
<p>I nagle się okazało, że &#8222;prywatność&#8221; jest dobra. Że jest wartością, którą należy chronić. Pojawiła się Ustawa o Ochronie Danych Osobowych, z klatek schodowych zniknęły spisy lokatorów a z książek telefonicznych adresy abonentów. Nikt już nie mógł odnaleźć swoich starych znajomych. Prawo było wymierzone przeciwko wielkim korporacjom, jak wspomniane banki, telekomy czy administracja &#8211; ale ich to realnie nie dotknęło. One sobie poradziły &#8211; znalazły sposoby na takie gromadzenie danych osobowych, by wszystko było zgodne z nowym prawem.</p>
<p>I tylko zwykli ludzie na tym stracili.</p>
<p>Wtedy pojawiły się internetowe systemy społecznościowe i okazało się, że nie tylko korporacje wiedzą o nas wszystko. Wiedzieć wszystko mogą także nasi sąsiedzi. O ile ich to tylko interesuje. Prywatność została zreprywatyzowana.</p>
<p>I wszystko wróciło do normy.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><strong>Facebook i Google dołączyły do Boga, Szatana i świętych. Wiedzą o nas wszystko. Jaki z tego zrobią użytek &#8211; to ich sprawa&#8230; Czy nas, śmiertelnych, musi to interesować? Naszym zadaniem jest żyć uczciwie i nie dać się sprowadzić na złe drogi. Jedną z pokus, które ludzie mają od zawsze, jest podporządkowanie religii państwu. Taka sama pokusa powtarza się wciąż przy próbach objęcia rządowej kontroli nad Googlem i Facebookiem lub nad Internetem w ogólności. Dałoby to rządom uprawnienia boskie, które rządy mogłyby w niektórych przypadkach wykorzystać pozytywnie, jednak historia uczy, że takie przypadki kończyły się fiaskiem: władca stawał się bogiem, zapominał o swojej służebnej roli, kraj schodził na manowce&#8230; i upadał, podbity przez kraj konkurencyjny.</strong></p>
<p><strong>Sąsiedzi (czyli facebookowi &#8222;znajomi&#8221;) wiedzą o nas prawie wszystko. O ile tylko mają czas by to śledzić &#8211; bo informacji na temat wszystkich moich znajomych Internet dostarcza mi codziennie wielokrotnie więcej niż jestem w stanie przetrawić. Musiałbym się zachowywać jak ta pani z drugiego piętra, co zawsze wiedziała wszystko, kto jest w domu, co właśnie kupił i kto kogo zdradza. No, ale ona miała na to czas. A zresztą &#8211; tacy ludzie też są społeczeństwu potrzebni.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/nowa-era-prywatnosci-swietych-obcowanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Analiza wpływu promieniowania podczerwonego na poziom argumentacji politycznej w mediach</title>
		<link>http://minakowski.pl/analiza-wplywu-promieniowania-podczerwonego-na-poziom-argumentacji-politycznej-w-mediach/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/analiza-wplywu-promieniowania-podczerwonego-na-poziom-argumentacji-politycznej-w-mediach/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Apr 2010 10:04:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=532</guid>
		<description><![CDATA[Po niespodziewanej śmierci pod Smoleńskiem znacznej części elity politycznej Polski rozgorzała dyskusja na temat odpowiedzialności dziennikarzy za słowa używane wobec Zmarłych, gdy jeszcze byli wśród nas. Część znanych dziennikarzy dokonała rachunku sumienia i wyraziła skruchę, inni są mocno atakowani. Wydaje się jednak, że za różnice w postawach mediów odpowiada czynnik obiektywny, który poniżej postaram się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po niespodziewanej śmierci pod Smoleńskiem znacznej części elity politycznej Polski rozgorzała dyskusja na temat odpowiedzialności dziennikarzy za słowa używane wobec Zmarłych, gdy jeszcze byli wśród nas. Część znanych dziennikarzy dokonała rachunku sumienia i wyraziła skruchę, inni są mocno atakowani. Wydaje się jednak, że za różnice w postawach  mediów odpowiada czynnik obiektywny, który poniżej postaram się scharakteryzować. Każdy opór wobec wpływu tego czynnika będzie miał charakter krótkotrwały.<span id="more-532"></span></p>
<h2>Przekaz telewizyjny ogląda się OD ŚRODKA</h2>
<p>Dzięki wynalazkowi zastosowania promieniowania podczerwonego do komunikacji między odbiornikiem telewizyjnym a tzw. &#8222;pilotem&#8221; zasadniczo zmienił się sposób odbierania przekazu telewizyjnego. Osoby prowadzące programy w TV skupiać się muszą na tym, by odbiorca, który właśnie przełączył sie na ich kanał, chciał na nim pozostać jak najdłużej. Dlatego programy telewizyjne nie mogą zawierać ciągu argumentacji logicznej od założeń, przez wynikające z siebie kroki do konkluzji: odbiorca, który <strong>włączy się w środku</strong> (bo właśnie zmienił kanał lub wrócił do pokoju po wizycie w toalecie) musi TAK SAMO rozumieć sens wypowiedzi, jak odbiorca, który ogląda ją od początku.</p>
<p>Przekaz telewizyjny z samej swojej natury musi być efektowny przez cały czas: nie można pozwolić, by odbiorca się znudził. Dlatego w przypadku programów publicystycznych one po prostu <strong>muszą</strong> być ciągłą wymianą ciosów lub ciągiem prostych haseł. Haseł zrozumiałych bez analizy założeń, a więc takich, które opierają się <strong>na powszechnie przyjętych stereotypach</strong>.</p>
<p>Czy jest więc szansa, że jakość argumentacji pojawiających się w telewizji się zmieni? Odpowiedź brzmi: tak &#8211; pod warunkiem że zmusimy telewidza, by każdy program był oglądany z pełną uwagą, od początku do końca. Czy jest to możliwe? Tak: pod warunkiem, że telewizję będzie się oglądać w kinie lub w sali wykładowej, skąd nie da się wyjść przed końcem wykładu i nie da się przełączyć telewizora na inny kanał.</p>
<p>Pamiętajmy: dziennikarze telewizyjni są utrzymywani przez reklamy rozliczane według oglądalności danego programu o danej porze. Ewolucja eliminuje takie przypadki, które nie są w stanie osiągnąć odpowiedniej oglądalności, a promuje takie, które to robią lepiej niż inne. Etyka poszczególnych dziennikarzy i kodeksy etyczne redakcji mogą ten efekt łagodzić jedynie w sposób bardzo umiarkowany.</p>
<h2>Przekaz prasowy czyta się OD TYTUŁU I NAGŁÓWKA</h2>
<p>Zupełnie inny jest sposób percypowania prasy drukowanej. Tutaj uderza w oczy atrakcyjny tytuł, który musi zaintrygować i zachęcić do wgłębienia się w tekst, poczynając od <strong>nagłówka</strong> (tzw. <em>leadu</em>).</p>
<p>Zupełnie odwrotnie niż w przypadku telewizji, nic nie stoi na przeszkodzie, by artykuł prasowy był zbudowany według klasycznego schematu tytuł-wstęp-rozwinięcie-zakończenie.<br />
- Tytuł musi być taki, by wywołał nieodpartą chęć zapoznania się z właściwym tekstem, może więc zawierać intrygującą grę słów lub aluzję, którą można zrozumieć dopiero po wczytaniu się w sens.<br />
- Wstęp (&#8222;lead&#8221;) jest streszczeniem artykułu lub interesującą próbką (najbardziej wyrazistą wypowiedzią, jeżeli jest to wywiad)<br />
- Rozwinięcie może (i powinno) być konkretnym, wartościowym &#8211; prawdziwym &#8211; tekstem, który przynosi korzyść czytającemu, a nie wprowadza go w błąd<br />
- Zakończenie (&#8222;puenta&#8221;) jest niestety często pomijane, co wiąże się z tym, że mało który czytelnik dochodzi w lekturze do końca artykułu</p>
<p>W jej przypadku o sukcesie ewolucyjnym danego osobnika decydują dwa czynniki: a) liczba prenumeratorów i b) sprzedaż egzemplarzowa. Prenumeratorzy to ludzie zainteresowani głównie trwałą wartością, jaką niesie dany tytuł prasowy, a egzemplarze kupują osoby zainteresowane intrygującymi tytułami na okładce lub osoby, które wertując numer znalazły w nim ciekawe nagłówki, z którymi chcą się zapoznać w domu.</p>
<p>Podawanie nierzetelnych lub stronniczych informacji w artykułach prasowych nie znajduje żadnego uzasadnienia poza takim, że prenumeratorzy chętniej zwiążą się z pismem, które będzie potwierdzać ich własne wybory światopoglądowe.</p>
<h2>Przekaz internetowy jest dwuczęściowy: trzeba KLIKNĄĆ w tytuł, by zobaczyć resztę</h2>
<p>Pensja dziennikarzy internetowych jest w ostatecznym rozrachunku pochodą liczby osób, które kliknęły w tytuł, żeby zobaczyć tekst. Jednak tytuł (i ewentualnie nagłówek) oraz treść artykułu są widoczne na dwóch osobnych stronach, związek między nimi staje się więc automatycznie bardzo wątły.</p>
<p>Nie należy się więc dziwić, że ten mechanizm wymusza kreatywność odnośnie tytułów: tytuły muszą być intrygujące, muszą zaciekawiać i zachęcać do wejścia na stronę z danym artykułem. <strong>Tak jak ma to miejsce w niniejszym artykule</strong>.</p>
<p>Co jednak dzieje się, gdy ktoś na stronę artykułu już wejdzie? Autor strony internetowej już otrzymał swoją gratyfikację. Użytkownik zobaczył już reklamy na danej stronie. Nie ma więc powodu, by treść sama w sobie była intrygująca. Ba! treść może być wręcz sucha i nudna &#8211; w takim przypadku użytkownik chętniej będzie klikał w reklamy lub inne elementy strony. Ważne jednak, by użytkownik <strong>nie czuł się</strong> oszukany (bo jest ryzyko, że następnym razem nie da się wciągnąć).</p>
<p>Artykuł internetowy jest z natury krótszy niż prasowy (bo trudniej jest czytać dłuższy materiał), może jednak zawierać odsyłacze do źródeł (przypisy), czego w prasie się nie stosuje. Jego zwięzłość i weryfikowalność wzmacnia jego rzetelność: mniej tam będzie subtelnych analiz, a większe skupienie na faktach, których interpretację pozostawia się czytelnikowi.</p>
<p>Przekaz video w Internecie również ogląda się <strong>od początku</strong>. Musi on także być krótki, bo przeciętny widz przestaje go oglądać po 2-3  minutach.</p>
<p>Publicystyka w serwisach internetowych takich jak Onet.pl prowadzona jest przez <strong>niezależnych</strong> publicystów, publikujących blogi pod własnym nazwiskiem, których poglądy są wzajemnie sprzeczne i nie muszą mieć żadnego związku z &#8222;linią redakcji&#8221;. To autorzy odpowiadają za swoje słowa własnym nazwiskiem.</p>
<h2>Wnioski: w którą stronę pójdą zmiany?</h2>
<p>Jak widać, jakość i sposób prezentacji treści politycznych w różnych mediach ma podłoże obiektywne, niezależne od chęci danego dziennikarza lub danej redakcji. Zdecydowany wpływ będzie tu miała marginalizacja prasy (będącej tu gatunkiem pośrednim), która spowoduje, że:<br />
- z jednej strony będzie telewizja traktująca politykę jako show, pojedynek sportowy między zawodnikami, w którym nie liczy się czy zawodnicy się lubią czy nie, ale jak efektowna jest walka między nimi<br />
- z drugiej strony będą portale internetowe ostro rozdzielające tytuły i nagłówki, o wymowie intrygującej, których sens można jednak poznać dopiero po zapoznaniu się z treścią artykułu, skądinąd suchego i rzetelnego.</p>
<p><strong>Myślę, że najwięcej dobrego osiągniemy, gdy czytelnicy zrozumieją te różnice i zaczną wykorzystywać narzędzia medialne zgodnie z ich przeznaczeniem i instrukcją obsługi&#8230;</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/analiza-wplywu-promieniowania-podczerwonego-na-poziom-argumentacji-politycznej-w-mediach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Małpa rozgląda się w Internecie</title>
		<link>http://minakowski.pl/malpa-rozglada-sie-w-internecie/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/malpa-rozglada-sie-w-internecie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Mar 2010 11:26:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=451</guid>
		<description><![CDATA[Internet jest niezwykle elastyczny &#8211; bardzo łatwo tworzyć aplikacje internetowe i szybko je modyfikować. W przypadku wielkich systemów internetowych, utrzymujących się z reklam, bardzo istotne jest elastyczne dostosowywanie się do zachowania użytkowników: od tego zależy sukces finansowy przedsięwzięcia internetowego &#8211; firmy, które to robią, zarabiają miliardy &#8211; a o innych zwykle nie słychać. Ci, którym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Internet jest niezwykle elastyczny &#8211; bardzo łatwo tworzyć aplikacje internetowe i szybko je modyfikować. W przypadku wielkich systemów internetowych, utrzymujących się z reklam, bardzo istotne jest elastyczne dostosowywanie się do zachowania użytkowników: od tego zależy sukces finansowy przedsięwzięcia internetowego &#8211; firmy, które to robią, zarabiają miliardy &#8211; a o innych zwykle nie słychać. Ci, którym udaje się zarabiać inwestują w rozwój i promocję.</p>
<p>Stawiam tezę, że owa bardzo szybka ewolucja aplikacji internetowych powoduje, że zaczynają się one bardzo dokładnie dopasowywać do naturalnych, wrodzonych potrzeb ludzkich: <strong>tym większy sukces odnosi serwis internetowy, im bardziej pierwotne potrzeby realizuje</strong>. Im bardziej &#8222;zwierzęce&#8221; są te potrzeby, tym bardziej naturalnie nam to przychodzi.<span id="more-451"></span></p>
<p>Dlatego pracując nad strategią dla Onet.pl zakupiłem ostatnio dużą paczkę książek o zachowaniu ssaków naczelnych (zwłaszcza małp człekokształtnych). Paczka z Amazon.com płynie sobie przez Atlantyk, a ja od razu chciałbym zapisać pewną istotną obserwację &#8211; prosząc o ewentualne sprostowania.</p>
<p>Jednym z podstawowych zadań zwierząt żyjących na wolności jest <strong>rozglądanie się</strong> i nasłuchiwanie.  Chodzi przede wszystkim o to, by odpowiednio szybko wykryć <strong>niebezpiecznego drapieżnika</strong> lub <strong>wrogie stado</strong>. Nie mam na myśli <strong>poszukiwania jedzenia</strong> &#8211; to zupełnie inna czynność.</p>
<p>W przypadku <strong>rozglądania się</strong> sukcesem nie jest odnalezienie czegoś. Sukcesem jest <strong>upewnienie się</strong>, że szelest spadającego liścia był tylko szelestem spadającego liścia, a nie skradającego się węża. Osobnik czuwający nad bezpieczeństwem stada nie musi niczego znaleźć: on ma dostarczyć <strong>uzasadnienie spokoju</strong>.</p>
<p>Kiedy jednak &#8222;strażnik&#8221; zauważy coś niepokojącego i oceni, że niebezpieczeństwo jest odpowiednio wysokie, wtedy <strong>podnosi larum </strong>lub po prostu <strong>dzieli się spostrzeżeniem</strong>.</p>
<p>Niedawno postawiłem hipotezę, że <a href="http://minakowski.pl/mechanizmy-wywolujace-dyskusje-na-facebooku-i-na-onecie/">do realizacji różnych biologicznych potrzeb wykorzystujemy różne serwisy internetowe</a>: jeżeli te potrzeby obsługiwane są przez różne partie mózgu, to trudno się spodziewać, by następowała między nimi naturalna synergia. Lista takich fundamentalnych potrzeb się wydłuża, obecnie mam pomysł na następujące:</p>
<ul>
<li><strong>poszukiwanie </strong>(pożywienia, budulca, rozwiązania problemu): Google</li>
<li><strong>budowanie więzów</strong> społecznych (plotkowanie, komentowanie, przekazywanie informacji): komentowanie wpisów na Facebooku</li>
<li><strong>upewnianie się</strong>, że nie pojawiło się nic nowego: strona główna Onet.pl, obserwacja statusów na Facebooku</li>
<li><strong>walka </strong>między wrogimi stadami (zarówno bezpośredni atak jak i prężenie muskułów i nadymanie się): komentarze na Onet.pl</li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/malpa-rozglada-sie-w-internecie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przedmiot obowiązkowy: lekcje z koncentracji</title>
		<link>http://minakowski.pl/przedmiot-obowiazkowy-lekcje-z-koncentracji/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/przedmiot-obowiazkowy-lekcje-z-koncentracji/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 Jan 2010 14:48:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=405</guid>
		<description><![CDATA[Kiedyś było prosto: dostęp do informacji był ograniczony w sposób naturalny: ważne było zdobywanie informacji. W nocy było cicho i ciemno a w dzień maksymalna odległość między rozmawiającymi wynosiła kilkadziesiąt metrów. Gdy pojawiły się książki, były drogie lub trudno dostępne &#8211; ludzi, którzy tak jak ja wychowali się w domu, w którym było kilka tysięcy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedyś było prosto: dostęp do informacji był ograniczony w sposób naturalny: ważne było <strong>zdobywanie</strong> informacji. W nocy było cicho i ciemno a w dzień maksymalna odległość między rozmawiającymi wynosiła kilkadziesiąt metrów. Gdy pojawiły się książki, były drogie lub trudno dostępne &#8211; ludzi, którzy tak jak ja wychowali się w domu, w którym było kilka tysięcy książek było niewiele.<span id="more-405"></span></p>
<p>Dzisiaj jest na odwrót. Jesteśmy cały czas <strong>online</strong>. To nie my szukamy informacji, ale informacje starają się przebić do naszej uwagi. Bardzo ciekawy artykuł ukazał się wczoraj w New York Times: <a href="http://www.nytimes.com/2010/01/20/education/20wired.html">If Your Kids Are Awake, They’re Probably Online</a> . Publikowane są tam wyniki badań prof. Robertsa z Uniwersytetu Stanforda (tak, tego samego uniwersytetu, który ma patent na algorytm Google i w którego kampusie ma siedzibę Facebook).</p>
<p>Badania prof. Robertsa dotyczyły czasu spędzanego przez młodzież z &#8222;urządzeniami medialnymi [<em>media devices</em>]&#8222;, takimi jak telewizor, komputer, konsola do gier, iPod itp. Poprzednia edycja badań (2005) zakończyła się konkluzją, że ich używalność (czas spędzany dziennie na ich używaniu) nie powinien już wzrosnąć, bo młodzież nie ma już więcej czasu, który mogłaby na to poświęcić (trzeba jeść, trzeba spać, trzeba siedzieć w szkole itd.). Wyniki zdumiały badaczy, okazało się bowiem, że w tym czasie owa używalność <strong>wzrosła</strong>. Jako wytłumaczenie przyjmuje się korzystanie z <strong>kilku urządzeń jednocześnie</strong>.</p>
<p>Nie rozumiem mojej żony, która jednocześnie pracuje przy komputerze i ogląda telewizję. Ale owe amerykańskie nastolatki wykorzystują więcej niż dwa urządzenia naraz. Wydaje się, że ta młodzież ma przed sobą znakomitą przyszłość &#8211; są zdolni (potrafią obsłużyć te wszystkie urządzenia), bogaci (stać ich na to, przynajmniej ich rodziców).</p>
<p>Ale&#8230; na końcu artykułu pojawia się zdanie: &#8222;najsilniejszą konsumpcję mediów zauważa się u Murzynów i Latynosów oraz dzieci między 11 a 14 lat&#8221;. Czyżby zatem&#8230;?</p>
<p>No właśnie. Czy nie mamy do czynienia z <strong>kolejną rewolucją</strong>? Rewolucją, w której o pozycji społecznej nie decyduje <strong>jak dużo</strong> ktoś konsumuje informacji, ale na odwrót: <strong>jak mało informacji mu wystarczy</strong>?</p>
<p>W ostatnim numerze <em>Tygodnika powszechnego</em> ukazał się artykuł <a href="http://tygodnik.onet.pl/36,0,39620,rozproszenie_20,artykul.html">Zbigniewa Domaszewicza </a><em><a href="http://tygodnik.onet.pl/36,0,39620,rozproszenie_20,artykul.html">Rozproszenie 2.0</a></em>. Przedstawia się tam badania, z których wynika, że robienie dwóch rzeczy na raz (<em>multitasking</em>) oznacza że każda z wykonywanych w ten sposób prac jest wykonywana gorzej: szybciej pracuje się robiąc trzy rzeczy po kolei, niż robiąc je naraz. Informatycy wiedzą to od dawna, bo chociażby zwolnienie komórki w pamięci operacyjnej (u człowieka: krótkotrwałej) aby włożyć do niej inne zadanie zawsze zajmuje trochę czasu i zasobów poznawczych. Więc takie przełączanie się (u informatyków: <em>context-switching</em>) musi kosztować.</p>
<p>Barry Schwartz w swojej książce<em>The Paradox of Choice: Why More Is Less </em>opisał podobne zjawisko od strony teoretycznej: jesteśmy przyzwyczajeni przez a<em>ncien regime</em> końca XX wieku, że bardzo cenną wartością jest możliwość wyboru spośród wielu opcji, podobnie jak w dzisiejszych supermarketach, gdzie każdy produkt jest dostępny w kilkudziesięciu markach, odmianach i wersjach. Zdaniem Szwartza <strong>to wcale nie jest dobrze!</strong> Tych możliwości, opcji i wersji mamy obecnie <strong>za dużo</strong>: wkłada się na nasze barki ciężar, którego nie jesteśmy w stanie udźwignąć (jak chory pacjent, ledwo przytomny, którego lekarz-specjalista pyta czy woli taką terapię czy inną). Ludzie <strong>są szczęśliwsi</strong> jeżeli ten wybór jest mniejszy.</p>
<p>Wersję skróconą (wspaniale zaprezentowaną) obejrzeć można tutaj:</p>
<p><!--copy and paste--><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="334" height="326" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="wmode" value="transparent" /><param name="bgColor" value="#ffffff" /><param name="flashvars" value="vu=http://video.ted.com/talks/dynamic/BarrySchwartz_2005G-medium.flv&amp;su=http://images.ted.com/images/ted/tedindex/embed-posters/BarrySchwartz-2005G.embed_thumbnail.jpg&amp;vw=320&amp;vh=240&amp;ap=0&amp;ti=93&amp;introDuration=16500&amp;adDuration=4000&amp;postAdDuration=2000&amp;adKeys=talk=barry_schwartz_on_the_paradox_of_choice;year=2005;theme=what_makes_us_happy;theme=unconventional_explanations;theme=how_the_mind_works;theme=speaking_at_ted2009;event=TEDGlobal+2005;&amp;preAdTag=tconf.ted/embed;tile=1;sz=512x288;" /><param name="src" value="http://video.ted.com/assets/player/swf/EmbedPlayer.swf" /><param name="bgcolor" value="#ffffff" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="334" height="326" src="http://video.ted.com/assets/player/swf/EmbedPlayer.swf" flashvars="vu=http://video.ted.com/talks/dynamic/BarrySchwartz_2005G-medium.flv&amp;su=http://images.ted.com/images/ted/tedindex/embed-posters/BarrySchwartz-2005G.embed_thumbnail.jpg&amp;vw=320&amp;vh=240&amp;ap=0&amp;ti=93&amp;introDuration=16500&amp;adDuration=4000&amp;postAdDuration=2000&amp;adKeys=talk=barry_schwartz_on_the_paradox_of_choice;year=2005;theme=what_makes_us_happy;theme=unconventional_explanations;theme=how_the_mind_works;theme=speaking_at_ted2009;event=TEDGlobal+2005;&amp;preAdTag=tconf.ted/embed;tile=1;sz=512x288;" bgcolor="#ffffff" wmode="transparent" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p>Czy zatem nie jest tak, że skoro informacja i tak sama do nas dociera, to<strong> większą sztuką staje się umiejętność dokonania właściwego wyboru, odrzucenia zbędnych informacji i wybrania tego, co ważne</strong>? Może czas przestać skupiać się na edukowaniu młodzieży jak <strong>zdobywać</strong> informację, a czas zacząć uczyć <strong>koncentracji</strong> i odrzucania <strong>niepotrzebnych opcji</strong>?</p>
<p>Żebyż to jeszcze chodziło o młodzież. Ten sam problem dotyczy wszak <strong>firm i korporacji</strong>. Tutaj zacytuję stary ale jary artykuł Michaela E. Portera w &#8222;Harvard Business Review&#8221; z grudnia 1996:</p>
<blockquote><p><strong>Strategy requires you to make trade-offs in competing—to choose what <em>not</em> to do.</strong> Some competitive activities are incompatible; thus, gains in one area can be achieved only at the expense of another area. For example, Neutrogena soap is positioned more as a medicinal product than as a cleansing agent. The company says “no” to sales based on deodorizing, gives up large volume, and sacrifices manufacturing efficiencies. By contrast, Maytag’s decision to extend its product line and acquire other brands represented a failure to make difficult trade-offs: the boost in revenues came at the expense of return on sales.</p></blockquote>
<p>Być może więc <strong>nadchodzi czas, w którym sukces</strong> nie zależy od dostępu do mnóstwa informacji i możliwości. Sukces <strong>zależy od umiejętności koncentracji, odrzucenia wyborów niepotrzebnych</strong>. Nie możemy wysłuchać wszystkiego, nie możemy przeczytać wszystkiego, nie możemy zrobić wszystkiego.</p>
<p>Spędziłem kiedyś 2 tygodnie w klasztorze kamedułów na Bielanach w Krakowie. Przeczytałem całego Prousta (7 tomów <em>W poszukiwaniu straconego czasu</em>). Wiem, o czym mówię.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/przedmiot-obowiazkowy-lekcje-z-koncentracji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->
