Archiwum

Archiwum dla ‘Historia Internetu’ Kategoria

Facebook a Twitter

Październik 19th, 2009 Marek Jerzy Minakowski Brak komentarzy

Bardzo ciekawego wywiadu dla TechCrunch udzielił dyrektor generalny (COO) firmy Facebook, pani Sheryl Sandberg. Pojawiły się tam m.in. następujące słowa:

Our fundamental view of the world is that the web is evolving. Goes from an anonymous identity on the web to your real identity. We think we’ve led that, but no surprise that other people are doing it, imitation highest form of flattery. We think it’s good taht there are other people evolving the social web. We believe that if we continue to iterate on the products, and stay ahead technologically, we can provide most value to users.

oraz dalej:

I’m not trying to broadcast to the world. We think Twitter is important, a great product. We think world is moving towards realtime. Long time ago when we launched status updates people wondered why you would tell what you were doing. Now obvious. We think there will be many more products like this out there. We watch engagement. 40 million status updates a day on Facebook. We want that to continue to grow.

Sądzę, że ta wypowiedź jest szczera: Facebook jest firmą prywatną i jej władze nie mają powodu by przekonywać akcjonariuszy, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Zakładam więc, że istotnie p. Sandberg tak uważa. Co więcej, jestem przekonany, że się myli.

Otóż ma ona rację mówiąc, że istotą Twittera (w Polsce też: Blipa) jest pisanie publiczne, do wszystkich, anonimowe zaś istotą Facebooka (w Polsce też: Naszej-Klasy) jest pisanie dla wąskiego grona prawdziwych znajomych.

Natomiast nieprawdą jest, jakobyśmy mieli do czynienia z trendem przechodzenia od tożsamości anonimowej do realnej. Nic takiego się nie dzieje.

W swoich początkach cały Internet był zbudowany dla użytkowników rzeczywistych (znanych z imienia i nazwiska). W pierwszych latach internetu nie było niczym nadzwyczajnym podawanie na swojej “stronie domowej” całego życiorysu, z adresem prywatnym, numerem telefonu itd. Dopiero po jakimś czasie w Internecie pojawili się użytkownicy anonimowi, co zresztą wywołało dużo zamieszania (np. akcje odcinania abonentów TPSA od grup dyskusyjnych w Usenecie, w celu zachowania jego nieanonimowego charakteru).

Dzisiejsza sytuacja to ponowne wychylenie wahadła w stronę “realności”, co jest wynikiem wynalezienia sieci opartej na realnych znajomościach, której idealnym przykładem jest sam Facebook. Ale nie oznacza to, że twórczość anonimowa zaginie – nie zaginie i są ku temu istotne powody.

Tak naprawdę to, czy publikuję coś pod pełnym nazwiskiem w sieci prywatnej (jak Facebook) czy pod pseudonimem w sieci publicznej (czyli powszechnie dostępnej, jak Twitter lub forum na Onecie) nie zależy od tego, czy jestem “nowoczesny” czy “staromodny”, ale od tego, do kogo chcę dotrzeć. Jeżeli ludzie gromadzą się wokół jakiegoś tematu (jak w Twitterze wokół #tagu), to ich nazwisko i dane kontaktowe są mało istotne: ważne jest to, co ludzie mają do powiedzenia. Natomiast jeżeli ludzie się gromadzą we własnym towarzystwie (jak na Facebooku), to z kolei temat rozmowy ich nie ogranicza, bo piszą o wszystkim.

I jedno, i drugie ma sens. I dla jednego, i dla drugiego jest miejsce. Nie ma żadnego trendu przechodzenia od anonimowości do realności w Internecie. Dyrektor generalny Facebooka się myli.

Kategorie:Historia Internetu Tagi:

1939-45: Nie rozbiory, ale podbój Rzeczpospolitej przez Rosję

Wrzesień 22nd, 2009 Marek Jerzy Minakowski 1 komentarz

W szkole uczono nas o napaści Niemiec na Polskę w r. 1939. Powiedzmy sobie szczerze: fakty pokazują, że Niemcy byli tylko marionetkami w rękach Rosji. Czytaj więcej…

Kategorie:Historia Internetu Tagi:

Klucz do zrozumienia polsko-rosyjskich nieporozumień

Czytam Katalog wzajemnych uprzedzeń Polaków i Rosjan (red. A. de Lazari, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2006). Praca ma ponad 500 stron i przedstawia stereotypy Polaków w oczach Rosjan i Rosjan w oczach Polaków. Autorami są i jedni, i drudzy, a ich przedstawienie stara się być maksymalnie obiektywne. Czytaj więcej…

Kategorie:Historia Internetu Tagi:

Bing nie istnieje

Gazety piszą ciągle o wyszukiwarce Bing, a tymczasem ona praktycznie nie istnieje. Przynajmniej w Polsce nikt jej nie używa. Czytaj więcej…

Kategorie:Historia Internetu Tagi:

Rekordowe dynastie kobiece

Sierpień 24th, 2009 Marek Jerzy Minakowski 2 comments

Postawiono mi ciekawe pytanie: jak w moich bazach znaleźć najdłuższe genealogiczne linie żeńskie – takie gdzie DNA mitochondrialne dziedziczone jest przez kilkanaście pokoleń i my te pokolenia znamy. Zadałem mojej bazie kilka magicznych zapytań w SQL-u i dostałem odpowiedź poniższą. Czytaj więcej…

Kategorie:Historia Internetu Tagi:

Pomoc Związku Radzieckiego

“Chodzi za mną” od dzieciństwa ten wierszyk… Okazało się, że chyba nigdzie nie był publikowany, więc będąc niedawno u Rodziców spisałem go dla potomności, bo warto: Czytaj więcej…

Kategorie:Historia Internetu Tagi:

1000 osób miesięcznie przybywa w potomkach Sejmu Wielkiego

Skończyło się półrocze, pora podsumowac “urobek” z ostatniego czasu. W liczbach bezwzględnych baza rośnie w tempie ok. 6000 osób na półrocze. Czytaj więcej…

Kategorie:Historia Internetu Tagi:

W sobotę o 6:01 rano rewolucja na Facebooku

Czerwiec 10th, 2009 Marek Jerzy Minakowski 1 komentarz

Facebook zakomunikował: pojawią się sensowne adresy profili w Facebooku. Od soboty, 13 czerwca, godz. 12:01 A.M. czasu EDT, czyli o 6:01 rano czasu polskiego można będzie (kto pierwszy, ten lepszy), zarezerwować sobie własną nazwę użytkownika.

Żegnaj http://www.facebook.com/profile.php?id=707054781 , witaj http://www.facebook.com/donald.tusk !

Pozwala to redakcji FB wyrazić się, że  “your new Facebook URL is like your personal destination, or home, on the Web” – istotnie, teraz kiedy będzie można na wizytówce wydrukować facebook.com/donald.tusk , to siła tego adresu wzrośnie niepomiernie.

Kategorie:Historia Internetu Tagi:

Bing w Gazetę! Niech żyje konkurencja!

Nie korzystałem z search.msn.com, nie korzystałem z search.live.com i nie będę raczej korzystał z www.bing.com – kolejnych wcieleń wyszukiwarki Microsoftu.

Nie korzystam, bo wyszukiwarki Microsoftu fatalnie indeksują polskie serwery i stron, które mnie interesują tam nie ma.

Ale podoba mi się, że powiało na moment konkurencyjnością: ogłoszono właśnie, że Gazeta.pl wchodzi we współpracę z Microsoftem i będzie korzystać z wyszukiwarki Bing (czyli dawne search.msn.com/live.com). Czyżby to oznaczało, że rezygnują z Gmaila? Może Microsoft zacznie się interesować Polską, przez co Google również się nią zacznie bardziej interesować?

Kategorie:Historia Internetu Tagi:

Konflikt w Google narasta

Czerwiec 1st, 2009 Marek Jerzy Minakowski 1 komentarz

Wydawało mi się, że niektóre decyzje Google to efekt jakiejś szatańskiej strategii. Opisałem to tak w mojej wczorajszej notce.

Oświecił mnie jednak przeczytany dzisiaj artykuł Vanessy Fox, którą pamiętam jeszcze jako szefa Google Webmaster Tools (i autorkę bloga “Vanessa Fox Nude”)

Napisała ona:

I (more than many people, having previously worked in Google search) understand that Google is a big company. And I know that both the search and code teams are working hard at their core goals. And believe me, I really love the people working on both teams. I’ve had the wonderful opportunity to work very closely with many of them, and I can vouch for the fact that any lack of integration between the two is not for lack of caring. Those teams care very much about putting out quality products that their customers are delighted by.

To słowa o treści dość piorunującej: mamy oto wizję dwóch wielkich potęg w ramach jednej firmy:

- z jednej strony mamy zespół wyszukiwarkowy, który odpowiada za 100% przychodów firmy, który jest skoncentrowany na budowaniu “tradycyjnego” Internetu, opartego na stronach HTML-owych, broniącego się przed czytaniem Flasha, JavaScriptu, Javy &c., &c.

- z drugiej zespół aplikacji, które wprawdzie obecnie pieniędzy nie przynoszą, ale za to budują istotną część wizerunku i wartości firmy, budując jej pozycję na przyszłość i niszcząc potencjalnych konkurentów.

O tym, jak bardzo zespół aplikacyjny (z jego produktami: mapy, GMail, Docs i cała reszta) nie pasuje do obrazka wyszukiwarkowego dowodzi analiza życiorysu człowieka, który kilka lat temu stworzył (jako lead engineer) pierwszy wielki serwisu AJAX-owy: Google Maps, a od tej pory (3 lata) pracuje nad upublicznionym świeżo Google Wave, Larssa Rasmussena.

3 1/2 roku temu Rasmussen udzielił wywiadu australijskiej edycji ComputerWorlda opowiadając o swoich doświadczeniach i prognozując przyszłość. Przypomnijmy, że jest to człowiek, który wraz z bratem założył firmę tworzącą oprogramowanie mapowe. Mapy Rasmussena były napisane w C++ i byłyby może dalej, gdyby jego firma nie została kupiona przez Google.

Jako internetowa usługa Google system mapowy musiał być oparty na przeglądarkę HTML-ową. Rasmussen poszedł więc na ustępstwo – z C++ przeniósł się do Javy. To było wszystko, na co mógł sobie pozwolić: zarówno on, jak i jego zespół dalej pisze aplikacje internetowe w Javie, do czego służy skonstruowany przez nich Google Web Toolkit (GWT).

Używanie GWT powoduje, że ludzie Rasmussena nie muszą “brudzić się HTML-em”. Oni programują w Javie (a więc: prawie jak w C++), a skonstuowany przez nich GWT tłumaczy program Javy na HTML+CSS+Javascript.

Wydaje się, że dokładnie w ten sposób powstają wszelkie inne systemy aplikacyjne Google’a, takie jak GMail, Google Docs, iGoogle &c. Ludzie, którzy je programują nie muszą praktycznie dotykać HTML-a, bo przecież GWT działa w ten sposób, że nawet testowanie serwisu odbywa się na wersji działającej w Javie (bez HTML-a, CSS-a, Javascriptu &c.).

To są  dwie zupełnie różne kultury – dwa zupełnie różne światy. To się musi rozpaść.

Kategorie:Historia Internetu Tagi: