<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Minakowski.pl &#187; Analizy</title>
	<atom:link href="http://minakowski.pl/category/analizy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://minakowski.pl</link>
	<description>Uprawianie nauki przy użyciu Internetu - dr Marek Jerzy Minakowski, chief scientist w Onet.pl</description>
	<lastBuildDate>Wed, 14 Jul 2010 13:16:55 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Badanie opinii publicznej w oparciu o wypowiedzi w serwisach społecznościowych Onet.pl</title>
		<link>http://minakowski.pl/badanie-opinii-publicznej-w-oparciu-o-wypowiedzi-w-serwisach-spolecznosciowych-onet-pl/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/badanie-opinii-publicznej-w-oparciu-o-wypowiedzi-w-serwisach-spolecznosciowych-onet-pl/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Jun 2010 22:43:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=627</guid>
		<description><![CDATA[Na konferencji Social Impact 30 czerwca 2010 w Warszawie przedstawiłem, jak w ciągu kilku dni można opracować materiały dające podstawę do przygotowania solidnej pracy naukowej z dziedziny historii współczesnej. A konkretnie: dokonałem analizy klimatu, w jakim toczą się internetowe dyskusje na temat obu kandydatów na urząd Prezydenta RP i jak to się zmienia w czasie. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na konferencji Social Impact 30 czerwca 2010 w Warszawie przedstawiłem, jak w ciągu kilku dni można opracować materiały dające podstawę do przygotowania solidnej pracy naukowej z dziedziny historii współczesnej. A konkretnie: dokonałem analizy klimatu, w jakim toczą się internetowe dyskusje na temat obu kandydatów na urząd Prezydenta RP i jak to się zmienia w czasie. Analiza oparta jest na próbce ok. 100.000.000 wyrazów wypowiedzianych w okresie 10 kwietnia &#8211; 20 czerwca 2010.<span id="more-627"></span></p>
<div align="center">
<div style="width:425px" id="__ss_4654583"><strong style="display:block;margin:12px 0 4px"><a href="http://www.slideshare.net/minakowski/badanie-opinii-publicznej-w-oparciu-o-wypowiedzi-w-serwisach-spoecznociowych-onetpl" title="Badanie opinii publicznej w oparciu o wypowiedzi w serwisach społecznościowych Onet.pl">Badanie opinii publicznej w oparciu o wypowiedzi w serwisach społecznościowych Onet.pl</a></strong><object id="__sse4654583" width="425" height="355"><param name="movie" value="http://static.slidesharecdn.com/swf/ssplayer2.swf?doc=socialimpact2minakowski-100630173139-phpapp01&#038;stripped_title=badanie-opinii-publicznej-w-oparciu-o-wypowiedzi-w-serwisach-spoecznociowych-onetpl" /><param name="allowFullScreen" value="true"/><param name="allowScriptAccess" value="always"/><embed name="__sse4654583" src="http://static.slidesharecdn.com/swf/ssplayer2.swf?doc=socialimpact2minakowski-100630173139-phpapp01&#038;stripped_title=badanie-opinii-publicznej-w-oparciu-o-wypowiedzi-w-serwisach-spoecznociowych-onetpl" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="355"></embed></object>
<div style="padding:5px 0 12px">View more <a href="http://www.slideshare.net/">presentations</a> from <a href="http://www.slideshare.net/minakowski">minakowski</a>.</div>
</div>
</div>
<p>Dopisek późniejszy:<br />
Nie wyjaśniałem tego w prezentacji, ale pojawiły się wątpliwości: to opracowanie obejmowało <strong>wszystkie komentarze, także te, które zostały potem usunięte w toku moderacji po zgłoszeniu naruszenia prawa</strong>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/badanie-opinii-publicznej-w-oparciu-o-wypowiedzi-w-serwisach-spolecznosciowych-onet-pl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy komercyjność mediów zagraża demokracji?</title>
		<link>http://minakowski.pl/czy-komercyjnosc-mediow-zagraza-demokracji/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/czy-komercyjnosc-mediow-zagraza-demokracji/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Jun 2010 12:43:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=605</guid>
		<description><![CDATA[Piotr &#8220;VaGla&#8221; Waglowski umieścił w swoim serwisie VaGla.pl relację z wczorajszej konferencji &#8220;Czy telewizja zagraża demokracji&#8221;. Wypowiedzi panów dra Marka Kochana z UW a zwłaszcza Macieja Strzembosza i Macieja Wierzyńskiego są fascynujące. Zachęcam do obejrzenia bo wklejam je poniżej. Poza masą ciekawych tematów i obserwacji, jakie w tych wypowiedziach są przedstawione uderza mnie jedna zasadnicza [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Piotr &#8220;VaGla&#8221; Waglowski <a href="http://prawo.vagla.pl/node/9124">umieścił w swoim serwisie VaGla.pl</a> relację z wczorajszej konferencji &#8220;Czy telewizja zagraża demokracji&#8221;. Wypowiedzi panów dra Marka Kochana z UW a zwłaszcza Macieja Strzembosza i Macieja Wierzyńskiego są fascynujące. Zachęcam do obejrzenia bo wklejam je poniżej. Poza masą ciekawych tematów i obserwacji, jakie w tych wypowiedziach są przedstawione uderza mnie jedna zasadnicza myśl, która wcześniej uderzyła mnie, gdy występowałem na podobnym panelu w czasie &#8220;Nocy mediów&#8221; organizowanej przez Fundację Konrada Adenauera.<span id="more-605"></span></p>
<p>To, co obserwuję u rozmaitych dziennikarzy, to <strong>klasyczna tragiczna pycha &#8211; grecka <em>hybris</em>, która powoduje upadek bohatera</strong>. Pycha, która każe dziennikarzom myśleć, że są oni ostatnimi zbawcami ludzkości, że gdyby tylko nie musieli nadskakiwać plebsowi i zabiegać o poczytność i reklamodawców, to wszystko byłoby dobrze, a świat byłby uratowany.</p>
<p>Bardzo mi brakuje dyskusji odwrotnej &#8211; wychodzącej z założenia, że owa komercjalizacja i &#8220;tabloidyzacja&#8221; mediów jest faktem już zastanym, z którym nie da się walczyć. Co wtedy? Jak zmieni się system polityczny? Próbowałem taką dyskusję rozpętać we wspomnianym panelu na Media Night, ale obecni tam dziennikarze nie byli zainteresowani tym tematem. To moim zdaniem wielka szkoda.</p>
<p>Nie jestem i nigdy nie byłem dziennikarzem. Jestem filozofem, który 13 lat temu zaciągnął się na służbę w portalu internetowym (Onet.pl), w pewnym momencie stanowiąc praktycznie 100% jego Redakcji. Nie potrzebuję dodawać sobie prestiżu: z pełną świadomością mówię, że <strong>publikując w Internecie jestem na służbie u mojego czytelnika</strong>. Mój czytelnik wyraża swoje zainteresowanie klikaniem, a jego klikanie przekłada się na moje zarobki reklamowe.</p>
<p>Jako funkcjonariusz mediów internetowych jestem dumny z tego, że służę czytelnikowi. Niech staro-mediowcy nazywają to <strong>komerchą</strong> i <strong>tabloidyzacją</strong> lub <strong>pogonią za klikalnością</strong>, ale dla mnie to co oni mówią, to <strong>przejaw ich pychy</strong>. Ja pokornie służę mojemu czytelnikowi i jestem z tego dumny.</p>
<p>Jakie to jednak pociągnie konsekwencje? <strong>Bardzo chciałbym na ten temat podebatować</strong>. Bo wydaje mi się, że koniec demokracji, jaką znaliśmy, jest bliski. Ale&#8230;? Czy naprawdę ją znaliśmy? A może nam się tylko wydawało? Może w istocie każde stulecie ma swoją własną formę rządów? Przecież w Polsce nigdy nie było demokracji dojrzałej, w amerykańskim sensie. Demokracja przedrozbiorowa obywała się <strong>bez prasy codziennej</strong>, a demokracja międzywojenna obywała się <strong>bez telewizji</strong>. Obie demokracje były jednak znacząco różne od siebie i od demokracji dzisiejszej.</p>
<p>Proponuję więc skończyć z walką dziennikarzy o demokrację, a zacząć się zastanawiać co nas czeka wobec zmian, jakie niechybnie nastąpią. Ale najpierw posłuchać, co trzech mądrych panów ma do powiedzenia, bo mówią (zwł. p. Strzembosz) rzeczy niezwykle ciekawe:</p>
<p><object width="400" height="225"><param name="allowfullscreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="movie" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12653068&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" /><embed src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12653068&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always" width="400" height="225"></embed></object>
<p><a href="http://vimeo.com/12653068">Czy telewizja zagraża demokracji? #1 Fragment wystąpienia dr Kochana</a> from <a href="http://vimeo.com/vagla">VaGla</a> on <a href="http://vimeo.com">Vimeo</a>.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="400" height="225" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowfullscreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12653758&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="400" height="225" src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12653758&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><a href="http://vimeo.com/12653758">Czy telewizja zagraża demokracji? #2 Fragment wystąpienia dr Kochana</a> from <a href="http://vimeo.com/vagla">VaGla</a> on <a href="http://vimeo.com">Vimeo</a>.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="400" height="225" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowfullscreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12656324&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="400" height="225" src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12656324&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><a href="http://vimeo.com/12656324">Czy telewizja zagraża demokracji? Komentarz Macieja Strzembosza</a> from <a href="http://vimeo.com/vagla">VaGla</a> on <a href="http://vimeo.com">Vimeo</a>.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="400" height="225" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowfullscreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12657199&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="400" height="225" src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12657199&amp;server=vimeo.com&amp;show_title=1&amp;show_byline=1&amp;show_portrait=0&amp;color=&amp;fullscreen=1" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><a href="http://vimeo.com/12657199">Czy telewizja zagraża demokracji? Komentarz red. Macieja Wierzyńskiego</a> from <a href="http://vimeo.com/vagla">VaGla</a> on <a href="http://vimeo.com">Vimeo</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/czy-komercyjnosc-mediow-zagraza-demokracji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowa era prywatności: świętych obcowanie</title>
		<link>http://minakowski.pl/nowa-era-prywatnosci-swietych-obcowanie/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/nowa-era-prywatnosci-swietych-obcowanie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 May 2010 15:44:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=573</guid>
		<description><![CDATA[Zmiany w podejściu Facebooka do prywatności rozejdą się po kościach. Świadomość, że ktoś obserwuje wszystkie nasze czyny i zna wszystkie nasze myśli jest dla człowieka naturalna. Okres mody na pilnowanie prywatności się skończył. Amen.
Wczorajszy (17 maja 2010) artykuł w &#8220;Fortune&#8221; (What backlash? Facebook is growing like mad) pokazuje, że wbrew protestom aktywistów ludzie nie przejęli [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zmiany w podejściu Facebooka do prywatności rozejdą się po kościach. Świadomość, że ktoś obserwuje wszystkie nasze czyny i zna wszystkie nasze myśli jest dla człowieka naturalna. Okres mody na pilnowanie prywatności się skończył. Amen.</p>
<p><span id="more-573"></span>Wczorajszy (17 maja 2010) artykuł w &#8220;Fortune&#8221; (<a href="http://tech.fortune.cnn.com/2010/05/17/what-backlash-facebook-is-growing-like-mad/"><em>What backlash? Facebook is growing like mad</em></a>) pokazuje, że wbrew protestom aktywistów ludzie nie przejęli się tym, że Facebook zbiera o nas <strong>jeszcze więcej</strong> i upublicznia <strong>jeszcze więcej</strong>. Liczba aktywnych użytkowników Facebooka dalej intensywnie rośnie. Dlaczego?</p>
<p>Dlatego, że sam pomysł, by nasze myśli i czyny były anonimowe i ukryte przed wszystkimi jest <strong>sprzeczny z ludzką naturą</strong>. Jest <strong>wrogi naszym instynktom</strong>. Nasza cywilizacja (populacja) odniosła sukces ewolucyjny m.in. dzięki temu, że była <strong>wolna od tego błędu</strong>. A gdybyśmy trwali przy promowaniu prywatności &#8211; naszych potomków zastąpią inni, którzy się tym nie przejmują.</p>
<p>Poniższy tekst napisałem nie po to, by jakąś postawę <strong>promować</strong>, ale by <strong>zrozumieć zmiany, dziejące się na naszych oczach</strong>. 27 maja będę występował na dwóch różnych panelach poświęconych prywatności i wolności w Internecie: jeden organizowany przez Polsko-Japońską Wyższą Szkołę Technik Komputerowych, drugi przez Fundację Konrada Adenauera. Mój pracodawca (Onet.pl) nie jest bezpośrednio zainteresowany w takim czy innym obrocie spraw związanych z prywatnością (Onet tylko dostarcza narzędzi do anonimowego czytania i komentowania oraz do przesyłania poczty, której nie czytamy i nie będziemy czytać). Ale dobre zrozumienie tego, co się dzieje, jest w interesie nas wszystkich.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>We wstępie do znakomitej książki <em>The Naked Ape</em> (<em>Naga małpa) </em>wielki badacz instynktów małp człekokształtnych (w tym ludzi), Desmond Morris pisze, że chcąc ustalić, jaka jest natura człowieka (wrodzone instynkty, naturalne sposoby postrzegania świata) nie ma sensu badać populacji marginalnych, nietypowych wyjątków od reguły. Jak sugeruje Morris: one <strong>właśnie dlatego</strong> pozostały na obrzeżach cywilizacji, że w ich rozwoju coś &#8220;poszło źle&#8221;. Jeżeli chcemy zrozumieć prawdziwą naturę ludzką, trzeba badać te cywilizacje, które radzą sobie doskonale. Zatem zarówno badanie dzikich plemion żyjących w dżungli, jak i osób z problemami psychicznymi lądującymi na kozetce psychiatry nie daje nam prawidłowego obrazu tego, czym jest normalny, zdrowy osobnik. Prawidłowe efekty w badaniu ludzkiej natury daje badanie naszej cywilizacji i ludzi zdrowych.</p>
<p><strong>Typowy przedstawiciel</strong> cywilizacji, która przez ostatnie setki lat odnosiła sukcesy na całej Ziemi był religijnym chrześcijaninem, muzułmaninem lub żydem, pozbawionym obsesji. <strong>Od dzieciństwa wiedział, że wszystko co myśli i robi jest obserwowane</strong> przez Boga, Szatana, aniołów lub świętych. Świadomość ta jest dla nas tak <strong>naturalna</strong>, że zazwyczaj nie przywiązujemy do tego wagi. Po prostu zachowujemy się uczciwie, staramy się nie grzeszyć myślą, mową uczynkiem lub zaniedbaniem, a nawet ci z nas, którzy na poziomie racjonalnym deklarują ateizm, nie mogą się powstrzymać od okrzyków &#8220;O Boże!&#8221; czy &#8220;Jezus, Maria!&#8221;, gdy emocje są zbyt gwałtowne, by dało się je racjonalnie kontrolować.</p>
<p>Najnowsze badania porównawcze nad zachowaniem ludzi, szympansów i goryli, jak np. przedstawione w pracy Fransa de Waala <em>Our Inner Ape</em> (Londyn 2005) wydają się zaskakująco zgodne z doktrynami filozoficznymi Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu. Kościół Katolicki w swym głównym (tomistycznym) nurcie twierdzi, że wiara w istnienie Boga jest dla nas oczywista i wrodzona, zaś przykazania Boże (moralność katolicka) to kodyfikacja &#8220;prawa natury&#8221;. W dużej części można więc powiedzieć, że różnica między ateistycznym socjobiologiem a katolickim teologiem jest taka, że socjobiolog-ateista będzie mówił, że ludzie <em>en masse</em> wierzą w Boga i zachowują się etycznie, bo tylko takie populacje (etyczne i pobożne) mogły wygrać wyścig ewolucyjny &#8211; zaś teolog-tomista powie tak samo, jak mówi w dyskusji z astronomami o Wielkim Wybuchu: ewolucja jest dobra, bo wymyślił ją sam Bóg.</p>
<p><strong>Niezależnie więc od osobistego światopoglądu możemy przyjąć, że poczucie, że nasze myśli i czyny są stale obserwowane, jest dla nas zdrowe i naturalne. Dla przetrwania naszych genów jest pożądane, byśmy z taką świadomością żyli.</strong></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>Jednym z ojców-założycieli europejskiej myśli politycznej był Arystoteles z jego koncepcją człowieka jako &#8220;zwierzęcia społecznego/miejskiego/politycznego&#8221; (ζῷον πολιτικόν). Przez tysiąclecia, aż do czasów mojego dzieciństwa, słowo &#8220;prywatny&#8221; miało zdecydowany wydźwięk <strong>negatywny</strong>. Z jednej strony &#8220;prywatność&#8221; to inaczej &#8220;aspołeczność&#8221; &#8211; zachowania aspołeczne czyli egoistyczne są z punktu widzenia wspólnego interesu jednoznacznie złe. Z drugiej strony &#8211; łacińskie <em>privatio</em> czyli &#8220;brak, niedobór&#8221; pojawiało się jako ważny element chrześcijańskiej koncepcji zła (choćby u św. Augustyna). Z trzeciej strony mieliśmy &#8220;prywatę&#8221; która w powszechnym poczuciu doprowadziła do upadku Rzeczypospolitej. A z czwartej pojęcie &#8220;prywaciarz&#8221; z czasów PRL czyli próbę wykorzystania nastrojów społecznych przeciwko przedsiębiorcom wyłamującym się spod władzy ekonomicznej systemu komunistycznego. Ta próba padała na podatny grunt, skoro do dzisiaj &#8220;prywatyzacja&#8221; jest dla wielu pojęciem nacechowanym negatywnie.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>Sąsiedzi nie wiedzieli o nas nigdy tyle, co Bóg i święci. Wiedzieli jednak wystarczająco dużo. W wyniku rozwoju ewolucyjnego, świetnie opisanego przez Robina Dunbara (<em>Pchły, plotki a ewolucja języka</em>, od roku dostępne w polskim przekładzie) rozmiar ludzkiego stada ustalił się na poziomie wioski liczącej ok. 200-300 osób, połączonych bardzo ściśle więzami rodzinnymi, w którym bardzo wiele prac (zarówno polowania jak i uprawa roli a także walki z sąsiadami i świętowanie) wykonywane były wspólnie i wymagało ścisłej współpracy i wzajemnego zaufania (na wojnie i polowaniu &#8211; <strong>bardzo głębokiego zaufania</strong>). Opieka nad potomstwem wymagała współpracy damsko-męskiej, a wspólne męskie polowania i wojny wymagały zaufania, że podczas nieobecności nasze kobiety pozostaną nam wierne (i nie będziemy tracić wysiłku na wychowywanie bękartów). Aby to wszystko mogło nastąpić, <strong>ewolucja musiała wykształcić liczne mechanizmy</strong>, z których najbardziej podstawowym była <strong>nieprzerwana wymiana informacji o tym, kto z kim co i gdzie robi</strong>. Oraz co z tego może wyniknąć.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>Wiek XX był aberracją. Z różnych powodów ludzie przenieśli się ze wsi do wielkich miast, tracąc kontakt z sąsiadami. Pojawiły się telefony pozwalające plotkować w każdym miejscu i czasie z ludźmi bardzo fizycznie oddalonymi. Pojawiły się wyszukiwarki, pozwalające robić to, co wszyscy dawniej chcieli robić, ale powstrzymywała ich świadomość, że to coś złego: na podsłuchiwanie. Najpierw podsłuchiwać mogły wielkie korporacje kontrolujące nasze finanse (banki), rozmowy (telekomy), przemieszczanie się (administracja). Wzbudziło to — słuszny — niepokój. Oto bowiem różne instytucje zaczęły wiedzieć to, co do tej pory było zarezerwowane dla Boga i sąsiadów.</p>
<p>I nagle się okazało, że &#8220;prywatność&#8221; jest dobra. Że jest wartością, którą należy chronić. Pojawiła się Ustawa o Ochronie Danych Osobowych, z klatek schodowych zniknęły spisy lokatorów a z książek telefonicznych adresy abonentów. Nikt już nie mógł odnaleźć swoich starych znajomych. Prawo było wymierzone przeciwko wielkim korporacjom, jak wspomniane banki, telekomy czy administracja &#8211; ale ich to realnie nie dotknęło. One sobie poradziły &#8211; znalazły sposoby na takie gromadzenie danych osobowych, by wszystko było zgodne z nowym prawem.</p>
<p>I tylko zwykli ludzie na tym stracili.</p>
<p>Wtedy pojawiły się internetowe systemy społecznościowe i okazało się, że nie tylko korporacje wiedzą o nas wszystko. Wiedzieć wszystko mogą także nasi sąsiedzi. O ile ich to tylko interesuje. Prywatność została zreprywatyzowana.</p>
<p>I wszystko wróciło do normy.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><strong>Facebook i Google dołączyły do Boga, Szatana i świętych. Wiedzą o nas wszystko. Jaki z tego zrobią użytek &#8211; to ich sprawa&#8230; Czy nas, śmiertelnych, musi to interesować? Naszym zadaniem jest żyć uczciwie i nie dać się sprowadzić na złe drogi. Jedną z pokus, które ludzie mają od zawsze, jest podporządkowanie religii państwu. Taka sama pokusa powtarza się wciąż przy próbach objęcia rządowej kontroli nad Googlem i Facebookiem lub nad Internetem w ogólności. Dałoby to rządom uprawnienia boskie, które rządy mogłyby w niektórych przypadkach wykorzystać pozytywnie, jednak historia uczy, że takie przypadki kończyły się fiaskiem: władca stawał się bogiem, zapominał o swojej służebnej roli, kraj schodził na manowce&#8230; i upadał, podbity przez kraj konkurencyjny.</strong></p>
<p><strong>Sąsiedzi (czyli facebookowi &#8220;znajomi&#8221;) wiedzą o nas prawie wszystko. O ile tylko mają czas by to śledzić &#8211; bo informacji na temat wszystkich moich znajomych Internet dostarcza mi codziennie wielokrotnie więcej niż jestem w stanie przetrawić. Musiałbym się zachowywać jak ta pani z drugiego piętra, co zawsze wiedziała wszystko, kto jest w domu, co właśnie kupił i kto kogo zdradza. No, ale ona miała na to czas. A zresztą &#8211; tacy ludzie też są społeczeństwu potrzebni.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/nowa-era-prywatnosci-swietych-obcowanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krążenie informacji</title>
		<link>http://minakowski.pl/krazenie-informacji/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/krazenie-informacji/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Apr 2010 10:26:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=548</guid>
		<description><![CDATA[Filozofia bierze się ze zdziwienia, jak pisał Arystoteles, a ja jestem filozofem. I się dziwię, jak bardzo dzisiejszy świat informacyjny jest zintegrowany. Otworzyłem skrzynkę pocztową, a wkrótce potem mój telefon &#8220;zaplumkał&#8221;.
Jak to przebiegało?
Do mojej skrzynki emailowej na Onet.pl przyszedł list. Codzienny newsletter wysłany przez serwis SearchEngineLand.
Był tam link do artykułu Real-Time Search Will Shift To [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Filozofia bierze się ze zdziwienia, jak pisał Arystoteles, a ja jestem filozofem. I się dziwię, jak bardzo dzisiejszy świat informacyjny jest zintegrowany. Otworzyłem skrzynkę pocztową, a wkrótce potem mój telefon &#8220;zaplumkał&#8221;.<span id="more-548"></span></p>
<p>Jak to przebiegało?</p>
<p>Do mojej skrzynki emailowej na <strong><a href="http://www.onet.pl">Onet.pl</a></strong> przyszedł list. Codzienny newsletter wysłany przez serwis <a href="http://searchengineland.com"><strong>SearchEngineLand</strong></a>.</p>
<p>Był tam link do artykułu <a href="http://www.businessinsider.com/real-time-search-will-shift-to-local-search-heres-how-and-why-2010-4#ixzz0mO6dNWY3">Real-Time Search Will Shift To Local Search &#8212; Here&#8217;s How And Why</a> w serwisie <a href="http://www.businessinsider.com"><strong>BusinessInsider.com</strong></a>. Zainteresowałem się tematem, bo dotyczy to działalności Onet.pl, a ściślej <a href="http://www.zumi.pl"><strong>Zumi</strong></a>.</p>
<p>W artykule tym był link do kolejnego artykułu omawiającego zmiany w serwisie <strong><a href="http://facebook.com">Facebook</a></strong>, gdzie z kolei opisywano nowy sposób integracji dużych serwisów internetowych z Facebookiem, na przykładzie m.in. <a href="http://yelp.co.uk"><strong>Yelp!</strong></a>. Wszedłem na Yelp, by zobaczyć bliżej jak to działa, tam przeszedłem do wizytówki galerii Tate Modern w Londynie, gdzie kliknąłem przycisk &#8220;Like&#8221;, zgodnie z prawdą, bo byłem tam i lubię to miejsce.</p>
<p>Zaraz potem <strong>mój telefon</strong> wydał sygnał dźwiękowy.</p>
<p>Dlaczego? Otóż informacja &#8220;Marek lubi <a href="http://www.yelp.com/biz/QXOrompG3b2o7g6P4ePb5w" target="_blank">Tate  Modern</a> na <a rel="nofollow" href="http://www.yelp.com/" target="_blank">Yelp</a>.&#8221; została przesłana do serwisu Facebook i wyświetlona moim znajomym. Wśród moich facebookowych znajomych jest też oczywiście moja żona, która dużo bardziej niż ja lubi Tate Modern. Skomentowała mój facebookowy wpis.</p>
<p>Zaś aplikacja &#8220;Facebook&#8221; mojego iPhone wyświetliła notyfikację połączoną z sygnałem dźwiękowym.</p>
<p>Ile wielkich korporacji było zaangażowanych w to, co się działo między otwarciem przeze mnie listu od<strong> <a href="http://searchengineland.com">SearchEngineLand</a></strong> do wydania dźwięku &#8220;plum-plum-plum&#8221; przez mój telefon iPhone firmy <strong><a href="http://www.apple.com">Apple Inc.</a></strong>? W powyższej wyliczance pojawiają się <strong><a href="http://www.onet.pl">Grupa Onet.pl S.A.</a></strong><strong><span style="font-weight: normal;"> (dostawca poczty), </span>Silicon Alley Insider, Inc.</strong> (właściciel BusinessInsider), <strong>Facebook Inc.</strong> (w kilku rolach), <strong>Yelp! Inc.</strong> (operator Yelp.co.uk) oraz po drodze paru dostawców usług internetowych. Wbrew pozorom operator telefonii komórkowej nie, bo mój telefon był wtedy podłączony z Internetem przez WiFi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/krazenie-informacji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie czytam gazet, bo nie znoszę gdy ktoś PISZE, choć nie ma nic DO POWIEDZENIA</title>
		<link>http://minakowski.pl/nie-czytam-gazet/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/nie-czytam-gazet/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Apr 2010 10:32:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=543</guid>
		<description><![CDATA[Dziękuję drogi Czytelniku że zechciałeś poświęcić mi swój cenny czas. Jeszcze bardziej będę wdzięczny gdy moją opinię przekażesz innym. Piszę te słowa, bo uważam, że trzeba to wreszcie głośno powiedzieć.
Nie czytam czasopism papierowych. Czasami je kupuję, ale nawet wtedy nie czytam. Mam duże archiwum papierowych czasopism (głównie tygodników), których żal mi wyrzucić, ale nigdy tam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dziękuję drogi Czytelniku że zechciałeś poświęcić mi swój cenny czas. Jeszcze bardziej będę wdzięczny gdy moją opinię przekażesz innym. Piszę te słowa, bo uważam, że trzeba to wreszcie głośno powiedzieć.<span id="more-543"></span></p>
<p>Nie czytam czasopism papierowych. Czasami je kupuję, ale nawet wtedy nie czytam. Mam duże archiwum papierowych czasopism (głównie tygodników), których żal mi wyrzucić, ale nigdy tam nie zaglądam. Trochę mi było głupio z tego powodu aż do wczoraj.</p>
<p>Wczoraj osoba którą cenię zaproponowała mi napisanie serii artykułów podobnych do tego, co pisze pewien dziennikarski autorytet, pan X. Wczytałem się w jeden z sążnistych artykułów pana X, by zobaczyć, czy umiałbym pisać tak jak ON. Z żalem stwierdzam, że nie potrafię. I nie chcę. Artykuł o którym mowa był popisem erudycji &#8211; zawierał cytaty z wielu wypowiedzi różnych mądrych i ważnych osób. Osoby te były zapewne mądre, skoro książki przez nie napisane zostały opublikowane przez wiodące wydawnictwa. Ja jednak po pięciu stronach artykułu nadal nie wiedziałem, co autor miał na myśli. Czułem się malutki wobec JEGO erudycji, ale żadnych korzyści nie byłem w stanie z tej lektury wyciągnąć. Przypomniałem sobie wtedy wiele innych artykułów napisanych w podobny sposób i doszedłem do wniosku, że winny jest nie autor, ale SYSTEM.</p>
<p>System publikowania prasy papierowej powoduje, że autor pisze <strong>nie </strong>wtedy, gdy <strong>ma coś ważnego do przekazania</strong>, ale wtedy &#8211; i w takiej objętości &#8211; jak zaplanuje to redakcja. Autor zna objętość i temat i ma napisać <strong>COŚ</strong>. Dziennikarz pisze <strong>coś</strong> kompilując wypowiedzi innych na zadany temat. Artykuł taki nie ma zwykle tezy ani puenty: wygląda raczej na streszczenie przeczytanej (lub może tylko przekartkowanej) literatury. Po co go czytać? Ja nie wiem.</p>
<p>Drodzy wydawcy umierającej prasy papierowej &#8211; Waszym problemem nie jest to, że Internet Wam robi krzywdę. Waszym problemem jest to, że Wasi czytelnicy nie są już zmuszeni do czytania Waszych tekstów. Wasi czytelnicy sami wybierają co ich interesuje i mają w nosie pomysły Waszych redakcji.</p>
<p>Gdy chcę znaleźć odpowiedź <strong>na konkretne pytanie</strong>, poszukam jej w Google. Gdy chcę <strong>zobaczyć, co dzieje się w świecie</strong> &#8211; zajrzę na Onet. Żeby zobaczyć<strong> co ciekawego dzieje się u moich krewnych znajomych</strong> lub <strong>w mojej branży</strong> &#8211; zaglądam na Facebook. Tam też zobaczę komentarze do <strong>ważnych idei, które mądrzy ludzie przedstawili</strong> na swoich blogach.</p>
<p>A kiedy chcę poczytać coś mądrego, lepiej zrozumieć świat &#8211; biorę <em>Summę teologiczną</em> św. Tomasza. W oryginale. Bo ja naprawdę <strong>mam dużo ważnych rzeczy, które powinienem jeszcze przeczytać</strong>&#8230; Nośnik nie gra roli. To nie papier jest winny.</p>
<p>P.S. Redakcje prasowe niech sobie przypomną ten cytat z <em>Ad leones</em> Norwida: &#8220;REDAKCJA JEST RED<strong>U</strong>KCJĄ&#8221;. Zadaniem redakcji nie jest wciskanie tekstów do przeczytania, ale odrzucanie rzeczy nieistotnych. Na razie jednak redakcje zamiast redukować szum informacyjny, redukują zatrudnienie dziennikarzy&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/nie-czytam-gazet/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Analiza wpływu promieniowania podczerwonego na poziom argumentacji politycznej w mediach</title>
		<link>http://minakowski.pl/analiza-wplywu-promieniowania-podczerwonego-na-poziom-argumentacji-politycznej-w-mediach/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/analiza-wplywu-promieniowania-podczerwonego-na-poziom-argumentacji-politycznej-w-mediach/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Apr 2010 10:04:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=532</guid>
		<description><![CDATA[Po niespodziewanej śmierci pod Smoleńskiem znacznej części elity politycznej Polski rozgorzała dyskusja na temat odpowiedzialności dziennikarzy za słowa używane wobec Zmarłych, gdy jeszcze byli wśród nas. Część znanych dziennikarzy dokonała rachunku sumienia i wyraziła skruchę, inni są mocno atakowani. Wydaje się jednak, że za różnice w postawach  mediów odpowiada czynnik obiektywny, który poniżej postaram [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po niespodziewanej śmierci pod Smoleńskiem znacznej części elity politycznej Polski rozgorzała dyskusja na temat odpowiedzialności dziennikarzy za słowa używane wobec Zmarłych, gdy jeszcze byli wśród nas. Część znanych dziennikarzy dokonała rachunku sumienia i wyraziła skruchę, inni są mocno atakowani. Wydaje się jednak, że za różnice w postawach  mediów odpowiada czynnik obiektywny, który poniżej postaram się scharakteryzować. Każdy opór wobec wpływu tego czynnika będzie miał charakter krótkotrwały.<span id="more-532"></span></p>
<h2>Przekaz telewizyjny ogląda się OD ŚRODKA</h2>
<p>Dzięki wynalazkowi zastosowania promieniowania podczerwonego do komunikacji między odbiornikiem telewizyjnym a tzw. &#8220;pilotem&#8221; zasadniczo zmienił się sposób odbierania przekazu telewizyjnego. Osoby prowadzące programy w TV skupiać się muszą na tym, by odbiorca, który właśnie przełączył sie na ich kanał, chciał na nim pozostać jak najdłużej. Dlatego programy telewizyjne nie mogą zawierać ciągu argumentacji logicznej od założeń, przez wynikające z siebie kroki do konkluzji: odbiorca, który <strong>włączy się w środku</strong> (bo właśnie zmienił kanał lub wrócił do pokoju po wizycie w toalecie) musi TAK SAMO rozumieć sens wypowiedzi, jak odbiorca, który ogląda ją od początku.</p>
<p>Przekaz telewizyjny z samej swojej natury musi być efektowny przez cały czas: nie można pozwolić, by odbiorca się znudził. Dlatego w przypadku programów publicystycznych one po prostu <strong>muszą</strong> być ciągłą wymianą ciosów lub ciągiem prostych haseł. Haseł zrozumiałych bez analizy założeń, a więc takich, które opierają się <strong>na powszechnie przyjętych stereotypach</strong>.</p>
<p>Czy jest więc szansa, że jakość argumentacji pojawiających się w telewizji się zmieni? Odpowiedź brzmi: tak &#8211; pod warunkiem że zmusimy telewidza, by każdy program był oglądany z pełną uwagą, od początku do końca. Czy jest to możliwe? Tak: pod warunkiem, że telewizję będzie się oglądać w kinie lub w sali wykładowej, skąd nie da się wyjść przed końcem wykładu i nie da się przełączyć telewizora na inny kanał.</p>
<p>Pamiętajmy: dziennikarze telewizyjni są utrzymywani przez reklamy rozliczane według oglądalności danego programu o danej porze. Ewolucja eliminuje takie przypadki, które nie są w stanie osiągnąć odpowiedniej oglądalności, a promuje takie, które to robią lepiej niż inne. Etyka poszczególnych dziennikarzy i kodeksy etyczne redakcji mogą ten efekt łagodzić jedynie w sposób bardzo umiarkowany.</p>
<h2>Przekaz prasowy czyta się OD TYTUŁU I NAGŁÓWKA</h2>
<p>Zupełnie inny jest sposób percypowania prasy drukowanej. Tutaj uderza w oczy atrakcyjny tytuł, który musi zaintrygować i zachęcić do wgłębienia się w tekst, poczynając od <strong>nagłówka</strong> (tzw. <em>leadu</em>).</p>
<p>Zupełnie odwrotnie niż w przypadku telewizji, nic nie stoi na przeszkodzie, by artykuł prasowy był zbudowany według klasycznego schematu tytuł-wstęp-rozwinięcie-zakończenie.<br />
- Tytuł musi być taki, by wywołał nieodpartą chęć zapoznania się z właściwym tekstem, może więc zawierać intrygującą grę słów lub aluzję, którą można zrozumieć dopiero po wczytaniu się w sens.<br />
- Wstęp (&#8220;lead&#8221;) jest streszczeniem artykułu lub interesującą próbką (najbardziej wyrazistą wypowiedzią, jeżeli jest to wywiad)<br />
- Rozwinięcie może (i powinno) być konkretnym, wartościowym &#8211; prawdziwym &#8211; tekstem, który przynosi korzyść czytającemu, a nie wprowadza go w błąd<br />
- Zakończenie (&#8220;puenta&#8221;) jest niestety często pomijane, co wiąże się z tym, że mało który czytelnik dochodzi w lekturze do końca artykułu</p>
<p>W jej przypadku o sukcesie ewolucyjnym danego osobnika decydują dwa czynniki: a) liczba prenumeratorów i b) sprzedaż egzemplarzowa. Prenumeratorzy to ludzie zainteresowani głównie trwałą wartością, jaką niesie dany tytuł prasowy, a egzemplarze kupują osoby zainteresowane intrygującymi tytułami na okładce lub osoby, które wertując numer znalazły w nim ciekawe nagłówki, z którymi chcą się zapoznać w domu.</p>
<p>Podawanie nierzetelnych lub stronniczych informacji w artykułach prasowych nie znajduje żadnego uzasadnienia poza takim, że prenumeratorzy chętniej zwiążą się z pismem, które będzie potwierdzać ich własne wybory światopoglądowe.</p>
<h2>Przekaz internetowy jest dwuczęściowy: trzeba KLIKNĄĆ w tytuł, by zobaczyć resztę</h2>
<p>Pensja dziennikarzy internetowych jest w ostatecznym rozrachunku pochodą liczby osób, które kliknęły w tytuł, żeby zobaczyć tekst. Jednak tytuł (i ewentualnie nagłówek) oraz treść artykułu są widoczne na dwóch osobnych stronach, związek między nimi staje się więc automatycznie bardzo wątły.</p>
<p>Nie należy się więc dziwić, że ten mechanizm wymusza kreatywność odnośnie tytułów: tytuły muszą być intrygujące, muszą zaciekawiać i zachęcać do wejścia na stronę z danym artykułem. <strong>Tak jak ma to miejsce w niniejszym artykule</strong>.</p>
<p>Co jednak dzieje się, gdy ktoś na stronę artykułu już wejdzie? Autor strony internetowej już otrzymał swoją gratyfikację. Użytkownik zobaczył już reklamy na danej stronie. Nie ma więc powodu, by treść sama w sobie była intrygująca. Ba! treść może być wręcz sucha i nudna &#8211; w takim przypadku użytkownik chętniej będzie klikał w reklamy lub inne elementy strony. Ważne jednak, by użytkownik <strong>nie czuł się</strong> oszukany (bo jest ryzyko, że następnym razem nie da się wciągnąć).</p>
<p>Artykuł internetowy jest z natury krótszy niż prasowy (bo trudniej jest czytać dłuższy materiał), może jednak zawierać odsyłacze do źródeł (przypisy), czego w prasie się nie stosuje. Jego zwięzłość i weryfikowalność wzmacnia jego rzetelność: mniej tam będzie subtelnych analiz, a większe skupienie na faktach, których interpretację pozostawia się czytelnikowi.</p>
<p>Przekaz video w Internecie również ogląda się <strong>od początku</strong>. Musi on także być krótki, bo przeciętny widz przestaje go oglądać po 2-3  minutach.</p>
<p>Publicystyka w serwisach internetowych takich jak Onet.pl prowadzona jest przez <strong>niezależnych</strong> publicystów, publikujących blogi pod własnym nazwiskiem, których poglądy są wzajemnie sprzeczne i nie muszą mieć żadnego związku z &#8220;linią redakcji&#8221;. To autorzy odpowiadają za swoje słowa własnym nazwiskiem.</p>
<h2>Wnioski: w którą stronę pójdą zmiany?</h2>
<p>Jak widać, jakość i sposób prezentacji treści politycznych w różnych mediach ma podłoże obiektywne, niezależne od chęci danego dziennikarza lub danej redakcji. Zdecydowany wpływ będzie tu miała marginalizacja prasy (będącej tu gatunkiem pośrednim), która spowoduje, że:<br />
- z jednej strony będzie telewizja traktująca politykę jako show, pojedynek sportowy między zawodnikami, w którym nie liczy się czy zawodnicy się lubią czy nie, ale jak efektowna jest walka między nimi<br />
- z drugiej strony będą portale internetowe ostro rozdzielające tytuły i nagłówki, o wymowie intrygującej, których sens można jednak poznać dopiero po zapoznaniu się z treścią artykułu, skądinąd suchego i rzetelnego.</p>
<p><strong>Myślę, że najwięcej dobrego osiągniemy, gdy czytelnicy zrozumieją te różnice i zaczną wykorzystywać narzędzia medialne zgodnie z ich przeznaczeniem i instrukcją obsługi&#8230;</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/analiza-wplywu-promieniowania-podczerwonego-na-poziom-argumentacji-politycznej-w-mediach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Małpa rozgląda się w Internecie</title>
		<link>http://minakowski.pl/malpa-rozglada-sie-w-internecie/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/malpa-rozglada-sie-w-internecie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Mar 2010 11:26:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Przyszłość Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=451</guid>
		<description><![CDATA[Internet jest niezwykle elastyczny &#8211; bardzo łatwo tworzyć aplikacje internetowe i szybko je modyfikować. W przypadku wielkich systemów internetowych, utrzymujących się z reklam, bardzo istotne jest elastyczne dostosowywanie się do zachowania użytkowników: od tego zależy sukces finansowy przedsięwzięcia internetowego &#8211; firmy, które to robią, zarabiają miliardy &#8211; a o innych zwykle nie słychać. Ci, którym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Internet jest niezwykle elastyczny &#8211; bardzo łatwo tworzyć aplikacje internetowe i szybko je modyfikować. W przypadku wielkich systemów internetowych, utrzymujących się z reklam, bardzo istotne jest elastyczne dostosowywanie się do zachowania użytkowników: od tego zależy sukces finansowy przedsięwzięcia internetowego &#8211; firmy, które to robią, zarabiają miliardy &#8211; a o innych zwykle nie słychać. Ci, którym udaje się zarabiać inwestują w rozwój i promocję.</p>
<p>Stawiam tezę, że owa bardzo szybka ewolucja aplikacji internetowych powoduje, że zaczynają się one bardzo dokładnie dopasowywać do naturalnych, wrodzonych potrzeb ludzkich: <strong>tym większy sukces odnosi serwis internetowy, im bardziej pierwotne potrzeby realizuje</strong>. Im bardziej &#8220;zwierzęce&#8221; są te potrzeby, tym bardziej naturalnie nam to przychodzi.<span id="more-451"></span></p>
<p>Dlatego pracując nad strategią dla Onet.pl zakupiłem ostatnio dużą paczkę książek o zachowaniu ssaków naczelnych (zwłaszcza małp człekokształtnych). Paczka z Amazon.com płynie sobie przez Atlantyk, a ja od razu chciałbym zapisać pewną istotną obserwację &#8211; prosząc o ewentualne sprostowania.</p>
<p>Jednym z podstawowych zadań zwierząt żyjących na wolności jest <strong>rozglądanie się</strong> i nasłuchiwanie.  Chodzi przede wszystkim o to, by odpowiednio szybko wykryć <strong>niebezpiecznego drapieżnika</strong> lub <strong>wrogie stado</strong>. Nie mam na myśli <strong>poszukiwania jedzenia</strong> &#8211; to zupełnie inna czynność.</p>
<p>W przypadku <strong>rozglądania się</strong> sukcesem nie jest odnalezienie czegoś. Sukcesem jest <strong>upewnienie się</strong>, że szelest spadającego liścia był tylko szelestem spadającego liścia, a nie skradającego się węża. Osobnik czuwający nad bezpieczeństwem stada nie musi niczego znaleźć: on ma dostarczyć <strong>uzasadnienie spokoju</strong>.</p>
<p>Kiedy jednak &#8220;strażnik&#8221; zauważy coś niepokojącego i oceni, że niebezpieczeństwo jest odpowiednio wysokie, wtedy <strong>podnosi larum </strong>lub po prostu <strong>dzieli się spostrzeżeniem</strong>.</p>
<p>Niedawno postawiłem hipotezę, że <a href="http://minakowski.pl/mechanizmy-wywolujace-dyskusje-na-facebooku-i-na-onecie/">do realizacji różnych biologicznych potrzeb wykorzystujemy różne serwisy internetowe</a>: jeżeli te potrzeby obsługiwane są przez różne partie mózgu, to trudno się spodziewać, by następowała między nimi naturalna synergia. Lista takich fundamentalnych potrzeb się wydłuża, obecnie mam pomysł na następujące:</p>
<ul>
<li><strong>poszukiwanie </strong>(pożywienia, budulca, rozwiązania problemu): Google</li>
<li><strong>budowanie więzów</strong> społecznych (plotkowanie, komentowanie, przekazywanie informacji): komentowanie wpisów na Facebooku</li>
<li><strong>upewnianie się</strong>, że nie pojawiło się nic nowego: strona główna Onet.pl, obserwacja statusów na Facebooku</li>
<li><strong>walka </strong>między wrogimi stadami (zarówno bezpośredni atak jak i prężenie muskułów i nadymanie się): komentarze na Onet.pl</li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/malpa-rozglada-sie-w-internecie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Twój dzień kosztuje 54 grosze</title>
		<link>http://minakowski.pl/twoj-dzien-kosztuje-54-grosze/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/twoj-dzien-kosztuje-54-grosze/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 17 Feb 2010 15:57:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=426</guid>
		<description><![CDATA[Pochylam się ostatnio nad tematem &#8220;zarządzania uwagą&#8221;, czytając z zapartym tchem The Attention Economy Davenporta i Becka (Harvard Business School Press, Boston Mass 2001). Zadałem sobie pytanie: ILE WARTA JEST NASZA UWAGA? Jaki to jest rynek?
Tytułowe 54 grosze wyliczyłem jako wynik:

Globalne roczne wydatki reklamowe / (Liczba mieszkańców × Czas)

Znalazłem w raporcie z  lipca 2009 (7 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pochylam się ostatnio nad tematem &#8220;zarządzania uwagą&#8221;, czytając z zapartym tchem <em>The Attention Economy</em> Davenporta i Becka (Harvard Business School Press, Boston Mass 2001). Zadałem sobie pytanie: ILE WARTA JEST NASZA UWAGA? Jaki to jest rynek?<span id="more-426"></span></p>
<p>Tytułowe 54 grosze wyliczyłem jako wynik:</p>
<ul>
<li>Globalne roczne wydatki reklamowe / (Liczba mieszkańców × Czas)</li>
</ul>
<p>Znalazłem <a href="http://www.internetstandard.pl/news/347527/ZenithOptimedia.znowu.koryguje.prognozy.dotyczace.wydatkow.reklamowych.html">w raporcie z  lipca 2009 (7 miesięcy temu)</a>, że</p>
<blockquote><p>W 2009 r. polskie firmy wydadzą na reklamę o 4,1% mniej tj. 7,431 mld zł &#8211; szacują eksperci domu mediowego ZenithOptimedia. Już tradycyjnie najbardziej optymistyczne prognozy dotyczą reklamy online. Wydatki na promocję w sieci będą w 2009 r. większe o 16,8%</p></blockquote>
<p>Zakładając, że reklama ta ma dotrzeć do 38 mln osób przez 365 dni w roku otrzymujemy z rachunku</p>
<ul>
<li>195,55 zł na osobę na rok</li>
</ul>
<p>czyli</p>
<ul>
<li>16,30 zł miesięcznie albo 54 grosze dziennie</li>
</ul>
<p><strong>Czy to dużo, czy mało?</strong></p>
<p>Spójrzmy z drugiej strony: <strong>ile dziennie każdy z nas wydaje</strong>. Weźmy np. roczne przychody z podatku VAT. <a href="http://www.parkiet.com/artykul/828357.html?print=tak">W ustawie budżetowej na 2009</a> zapisano 118,6 mld zł, a <a href="http://www.bankier.pl/wiadomosc/Sejm-uchwalil-ustawe-budzetowa-na-2010-r-2066343.html">na 2010</a> &#8211; 106,2 mld zł. Jako że liczba obywateli się praktycznie nie zmieniła, można przyjąć że <strong>każdy z nas płaci w ramach VAT 2.895 zł rocznie</strong>.</p>
<p>Jeżeli <a href="http://www.parkiet.com/artykul/828357.html">efektywna stawka VAT</a> to ok. 13% (niektóre nasze zakupy obłożone są stawką 22%, inne 7%, jeszcze inne 0%), to okazałoby się, że sprzedaż objęta podatkiem VAT to:</p>
<ul>
<li>około 22,3 tys. zł na osobę na rok</li>
<li>czyli ok. 1.850 zł na osobę miesięcznie albo ok. 60 zł dziennie.</li>
</ul>
<p>Zatem (upraszczając mocno) można powiedzieć, że:</p>
<ol>
<li>aby sprzedać coś za 100 zł należy wydać 1 zł na reklamę</li>
<li>mając stuprocentowy monopol (na wszystko) możemy wyciągnąć 60 zł dziennie od osoby, z czego 54 gr idzie na reklamę, 7,90 zł to podatek VAT, e na resztę idzie pozostałe 51,50 zł.</li>
</ol>
<p><strong>Jeżeli pomyliłem się w rachunkach lub ktoś ma lepsze pomysły na wycenianie naszej uwagi, to proszę o komentarze.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/twoj-dzien-kosztuje-54-grosze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zarządzanie niewiedzą w naukach historycznych</title>
		<link>http://minakowski.pl/zarzadzanie-niewiedza-w-naukach-historycznych/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/zarzadzanie-niewiedza-w-naukach-historycznych/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Dec 2009 13:35:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=380</guid>
		<description><![CDATA[Z dzisiejszego listu czytelniczki:
Ale mnie Pan znowu zagonił do roboty (&#8230;). Chyba na tym polega Pana genialny pomysł, że stworzył Pan ramy i &#8220;przymusza&#8221; ludzi to wypełnienia ich treścią.
Aż dziw, że chyba nikt tego nie stosował wcześniej, ale istotnie tak chyba jest. To temat na jakąś większą rozprawę metodologiczną, więc naszkicuję go krótko.
Bardzo dużo w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z dzisiejszego listu czytelniczki:</p>
<blockquote><p>Ale mnie Pan znowu zagonił do roboty (&#8230;). Chyba na tym polega Pana genialny pomysł, że stworzył Pan ramy i &#8220;przymusza&#8221; ludzi to wypełnienia ich treścią.</p></blockquote>
<p>Aż dziw, że chyba nikt tego nie stosował wcześniej, ale istotnie tak chyba jest. To temat na jakąś większą rozprawę metodologiczną, więc naszkicuję go krótko.<span id="more-380"></span></p>
<p>Bardzo dużo w mojej pracy genealogicznej zajmują działania, które można nazwać <strong>zarządzaniem niewiedzą</strong> (w opozycji do <strong>zarządzania wiedzą</strong>, czyli <em>knowledge management</em>). Polegają one na wspomaganym komputerowo wyszukiwaniu wszelkich luk w istniejącym stanie wiedzy, a potem na skupianiu się na zapełnianiu tych luk. Stosuję te metody od wielu lat i przykładów jest bez liku (niektóre wymienię poniżej).</p>
<p>Tradycyjna metodologia nauk historycznych z założenia jest <strong>przyczynkarska</strong> &#8211; żeby być wybitnym naukowcem w tej dziedzinie, najlepiej jest napisać rozprawę o tematyce nigdy dotąd nie podejmowanej, a zatem najprawdopodobniej tak wąskiej, że nigdy nie budziła ona zainteresowania poprzednich autorów. Daje to autorowi możliwość bycia jedynym ekspertem w danej dziedzinie, a przez to najwyższym autorytetem. Osoby z kręgów akademickich wydają się uważać, że na pisanie syntez przyjdzie czas na starość, po napisaniu kilkunastu szczegółowych monografii &#8211; grubych książek, do których nikt nie będzie zaglądał, a w związku z tym nie będą też szeroko dyskutowane, a co za tym idzie &#8211; krytykowane.</p>
<p>Efekt takiego myślenia jest zabójczy dla postępu wiedzy &#8211; otóż często wielką powagą cieszą się badacze, którzy od dziesięcioleci pracują nad jednym dziełem, przy czym sami nie wierzą już, że zobaczą je ukończone. Gdy taki badacz w końcu umiera, piszą mu w nekrologu, że przedwczesna śmierć nie pozwoliła mu ukończyć wspaniałego (skąd to wiadomo?) i długo oczekiwanego (niewątpliwie&#8230;) dzieła, którego jedynie trzy pierwsze rozdziały pozostały w rękopisie, reszta zaś rozsiana jest w licznych artykułach i zbiorczych tomach referatów konferencyjnych.</p>
<p>Ja swoje dzieło tworzę dla siebie, dlatego zależy mi, by w największej części było ukończone jak najszybciej. Dlatego obie moje bazy genealogiczne <strong>są skończone już teraz</strong> &#8211; w takim sensie, że gdybym dzisiaj wpadł pod samochód, mała genealogia (<em><a href="http://www.sejm-wielki.pl">Potomkowie Sejmu Wielkiego</a></em>) i wielka genealogia (<em>Wielka Genealogia Minakowskiego</em>, <a href="http://www.wielcy.pl">www.wielcy.pl</a>) w pełni nadają się do korzystania. <strong>Reszta życia pozostała mi na erraty i suplementy</strong>.</p>
<p>Rzeczy, których wciąż chcę się dowiedzieć, jest bardzo dużo. I powszechnie to ogłaszam, bo wychowany na Sokratesie nie wstydzę się swojej niewiedzy. Dlatego rozmaite skrypty generują mi codziennie listy rzeczy, których chciałbym się dowiedzieć w pierwszej kolejności. I dla przykładu:</p>
<p>1. W samej genealogii &#8211; przy każdej osobie piszę orientacyjną datę urodzenia &#8211; właśnie po to, by było wiadomo, że chcę w tym miejscu wpisać datę prawdziwą i jeżeli ktoś ją zna, to chętnie uzupełnię (w innym przypadku ktoś mógłby pomyśleć, że znam tę datę, ale nie podaję bo nie chcę). Jeżeli przypuszczam, że ktoś mógł zostawić potomstwo, a to potomstwo byłoby &#8220;potomkami Sejmu Wielkiego&#8221; to piszę przy takiej osobie w lewym górnym rogu &#8220;Szukamy potomstwa&#8221;.</p>
<p>2. Przy potomkach uczestników Sejmu Wielkiego, z których rodzinami nie nawiązałem do tej pory kontaktu, piszę na czerwono, że tego kontaktu szukam. Lista takich osób, o których wiem że rodziny żyją, jest tutaj: <a href="http://www.sejm-wielki.pl/prosbaokontakt.php">http://www.sejm-wielki.pl/prosbaokontakt.php</a> , a przykład osoby z taką czerwoną adnotacją tutaj: <a href="http://www.sejm-wielki.pl/b/3.200.374">http://www.sejm-wielki.pl/b/3.200.374</a> .</p>
<p>3. Mam listę mężczyzn, których żony spełniają definicję &#8220;potomka Sejmu Wielkiego&#8221;, a których to mężczyzn nie znalazłem w genealogiach ich rodzin (nie znam ich rodziców). Ta lista jest tutaj: <a href="http://www.sejm-wielki.pl/brakujacy_ojcowie.php">http://www.sejm-wielki.pl/brakujacy_ojcowie.php</a></p>
<p>4. Zrobiłem listę wszystkich zamordowanych w Katyniu, Charkowie i Miednoje i staram się wszystkich, których mam w genealogii z tą listą skonfrontować. Tu jest lista kobiet, których mężowie nazywają się tak, jak osoby występujące na &#8220;Liście Katyńskiej&#8221;, więc być może chodzi właśnie o nich: <a href="http://www.sejm-wielki.pl/wdowykatynskie.php">http://www.sejm-wielki.pl/wdowykatynskie.php</a></p>
<p>5. &#8220;Kalendarzyki rodzinne&#8221;, jak np. ten wygenerowany dla mojej praprababci: <a href="http://www.sejm-wielki.pl/u/9.447.692">http://www.sejm-wielki.pl/u/9.447.692</a> &#8211; ich głównym celem jest pokazanie w prawej kolumnie pytań odnoszących się do rodziny danej osoby, na które to pytania odpowiedzi poszukuję. Mam też bardziej rozbudowaną taką ankietę, którą wysyłam emailem.</p>
<p>6. Duża ostatnio rzecz &#8211; lista osób z Polskiego Słownika Biograficznego, których NIE UDAŁO SIĘ DOTĄD dołączyć do <em>Wielkiej Genealogii Minakowskiego</em> &#8211; to jest te 2/3 zawartości PSB, z którymi nie udało się odnaleźć nieprzerwanego łańcucha filiacji i koicji. Lista ta jest tutaj: <a href="http://www.wielcy.pl/psb_szukani.php">http://www.wielcy.pl/psb_szukani.php</a> .</p>
<p><strong>To tylko przykłady. Mam więcej takich list i jest to jedno z głównych narzędzi, na jakich pracuję tworząc moje bazy genealogiczne. </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/zarzadzanie-niewiedza-w-naukach-historycznych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sprawa Minakowski-Kaczyński-Krzywousty jako casus podręcznikowy</title>
		<link>http://minakowski.pl/sprawa-minakowski-kaczynski-krzywousty-jako-case-podrecznikowy/</link>
		<comments>http://minakowski.pl/sprawa-minakowski-kaczynski-krzywousty-jako-case-podrecznikowy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Dec 2009 11:08:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Jerzy Minakowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Genealogia]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://minakowski.pl/?p=362</guid>
		<description><![CDATA[Pewna bardzo ważna osoba z branży polskiego Public Relations poinformowała mnie, że na bardzo ważnym panelu dyskusyjnym, transmitowanym na żywo (do odsłuchania i obejrzenia tutaj) niedawne wydarzenia wokół mojej osoby zostały przedstawione jako ciekawy case z pogranicza PR, dziennikarstwa i marketingu internetowego. Wywołany po nazwisku do tablicy postanowiłem opisać, jak było naprawdę (z mojego punktu widzenia), bo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_363" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-363" title="Nasz Dziennik, żart na temat Wielkiej Genealogii Minakowskiego" src="http://minakowski.pl/wp-content/uploads/2009/12/nd-300x193.jpg" alt="Nasz Dziennik, robiąc aluzję do artykułu o Wielkiej Genealogii Minakowskiego, przedstawił Prezydenta i Marszałka Sejmu rzekomo dyskutujących na ten temat." width="300" height="193" /><p class="wp-caption-text">Nasz Dziennik (9 XII 2009) robiąc aluzję do artykułu o Wielkiej Genealogii Minakowskiego, przedstawił Prezydenta i Marszałka Sejmu rzekomo dyskutujących na ten temat. &quot;To ty masz być tym królem szwedzkim?&quot; wypowiadane  przez Kaczyńskiego do Komorowskiego jest aluzją do oryginalnego artykułu M. Wasielewskiego na TVN24.pl, gdzie pojawia się ten wątek.</p></div>
<p>Pewna <em>bardzo ważna osoba</em> z branży polskiego <em>Public Relations</em> poinformowała mnie, że na<em> bardzo ważnym</em> panelu dyskusyjnym, transmitowanym na żywo (<a href="http://www.streamonline.pl/komunikacja_w_nowych_mediach.html">do odsłuchania i obejrzenia tutaj</a>) niedawne wydarzenia wokół mojej osoby zostały przedstawione jako ciekawy <em>case</em> z pogranicza PR, dziennikarstwa i marketingu internetowego. Wywołany po nazwisku do tablicy postanowiłem opisać, jak było naprawdę (z mojego punktu widzenia), bo prawdziwa historia była dużo ciekawsza, niż tam opowiedziano.<span id="more-362"></span></p>
<p>O tym, że zajmuję się genealogią elit Rzeczypospolitej X-XXI wieku wiedzą od lat chyba wszyscy ludzie zajmujący się tą tematyką w Polsce. Referowałem to na dwóch sympozjach w Bibliotece Kórnickiej PAN (w r. 2002 i w 2006), miałem odczyty w Polskim Towarzystwie Heraldycznym w Warszawie, <a href="http://wiadomosci.onet.pl/1847483,12,item.html">opowiadałem o tym w Sejmie Litewskim</a> (w obecności obecnego premiera RL) itd. Stowarzyszenie Potomków Sejmu Wielkiego, wymyślone i założone przeze mnie, działa pod oficjalnym patronatem Marszałka Sejmu RP, na prowadzonych przeze mnie zjazdach bywali szefowie wielkich instytucji, a na wrześniowym Powszechnym Zjeździe Historyków Polskich byłem dwukrotnie cytowany w obecności prezesa IPN&#8230;</p>
<p>Genealogia Lecha i Jarosława Kaczyńskich została przeze mnie opublikowana trzy lata temu w mojej <em>Genealogii Potomków Sejmu Wielkiego</em> (<a href="http://www.sejm-wielki.pl">www.sejm-wielki.pl</a>). Co ciekawe, pierwsze informacje otrzymałem od syna jednego z lewicowych marszałków Sejmu RP, który jednak nie chciał się ujawniać&#8230; by nie zaszkodzić  pp. Kaczyńskim. Drzewo ostatnich kilku pokoleń przodków Prezydenta i Premiera zostało opublikowane przez &#8220;Wprost&#8221; (Nr 1164 z 27 marca 2005), a problemem było potwierdzenie kilku pokoleń XIX-wiecznych, co się jednak udało dzięki kwerendzie wykonanej na moją prośbę w Archiwum Państwowym w Łodzi.</p>
<p>Inne genealogie znanych polityków publikuję systematycznie od lat &#8211; hrabiowska rodzina Komorowskich jest znana doskonale i nie było tu czego nawet szukać. Podobnie ziemiańska rodzina Jaruzelskich herbu Ślepowron została dobrze opisana jeszcze przed wojną. Z drugiej strony &#8211; koligacje Tadeusza Mazowieckiego udało mi się ustalić raptem tydzień temu; Hannę Gronkiewicz-Waltz dopisałem do Wielkiej Genealogii przed kilku miesiącami. Praca wre i nowe odkrycia są wciąż czynione, ale ciekawy artykuł można było napisać przed laty. I napisano: <a href="http://www.przodkowie.com/pap.php">Polska Agencja Prasowa ponad trzy lata temu napisała o tym artykuł</a>.</p>
<p><strong>Co zatem stało się 8 XII 2009 i bezpośrednio wcześniej?</strong></p>
<p><strong>2 listopada</strong> redakcja programu &#8220;Dzień Dobry TVN&#8221; poszukiwała potomków sławnych ludzi (nie-polityków). Trafili do mnie przypadkiem, a ja umożliwiłem im kontakt z potomkami m.in. Aleksandra Fredry, Henryka Sienkiewicza, Mikołaja Reya, Henryka Siemiradzkiego, rodziny Adama Mickiewicza i paru innych wybitnych postaci polskiej kultury. Na bieżąco uzupełniam genealogie tych rodzin i jestem z nimi w osobistym kontakcie. W sobotę <strong>7 listopada</strong> w TVN w materiale <em><a href="http://dziendobrytvn.plejada.pl/28,25967,news,,1,,mam_wielkie_nazwisko,aktualnosci_detal.html">Mam wielkie nazwisko</a></em> pojawili się potomkini książąt Czartoryskich i potomek Aleksandra Fredry.</p>
<p>Kilka tygodni później autorzy tej samej audycji zwrócili się już do mnie osobiście, jako eksperta genealogicznego. Nagrany został wywiad ze mną, który pokazano <strong>w niedzielę 29 listopada</strong><strong> </strong>w drugiej części materiału <em><a href="http://dziendobrytvn.plejada.pl/25,26879,news,,1,,korzenie_rodu_damieckich,aktualnosci_detal.html">Korzenie rodu Damięckich</a></em>. Trafiłem zatem do oficjalnego obiegu &#8220;ekspertów telewizyjnych&#8221;. Stąd zapewne stałem się przedmiotem zainteresowania p. Marka Henzlera z tygodnika &#8220;Polityka&#8221;, który w wydaniu dostępnym w sprzedaży od 9 grudnia cytuje mój <a href="http://minakowski.pl/ranking-patronow-polskich-ulic/">ranking patronów polskich ulic</a> oraz p. Macieja Wasielewskiego z  TVN24, o którym dalej. <strong>Z obu tymi dziennikarzami nigdy się wcześniej nie spotkałem, nawet wirtualnie</strong>.</p>
<p>Nazajutrz po emisji, <strong>w poniedziałek 30 listopada</strong>, wspomniany p. Wasielewski z TVN24 odnalazł mnie na Facebooku i poprosił o numer telefonu. Gdyby wiedział, że pracujemy w jednej korporacji (ITI), znalazłby mnie w korporacyjnym intranecie, ale nie przyszło mu to najwyraźniej do głowy. Przypadkiem wybierałem się do Warszawy na konferencję, która miała się odbyć po południu <strong>we środę 2 grudnia</strong>, a ja miałem też umówione spotkanie w siedzibie ITI, więc mogliśmy się na chwilę zobaczyć. Tymczasem osoba, z którą miałem się spotkać, dostała pilne wezwanie do prezesa, więc zadzwoniłem do p. M. Wasielewskiego, że możemy się spotkać w korporacyjnej stołówce. Ja jadłem obiad, on pytał, potem zrobił parę zdjęć&#8230; Nie traktowałem sprawy zbyt poważnie, bo artykuł miał się pojawić w wydaniu internetowym (tekstowym), a obecność w Internecie jest dla mnie tak normalna, że nie budzi moich emocji. Dziennikarza interesowały zwłaszcza koligacje sławnych współczesnych polityków. Dla mnie to temat poboczny, bo dużo bardziej mnie interesują ludzie, o których będzie się pamiętać za 100 lat, jak Mickiewicz, Słowacki, Matejko, Kościuszko, Jan Paweł II&#8230; Ewentualnie politycy naprawdę wielcy, jak Piłsudski, Limanowski, Daszyński, Narutowicz, Grabscy, Hallerowie etc. (wyliczam tych, których mam w <em><a href="http://www.wielcy.pl">Wielkiej Genealogii Minakowskiego</a></em>, czyli jakoś skoligaconych ze mną). Ale znalazłem trochę osób obecnych w dzisiejszej polityce, bo skoro ja ich mam, a p. Wasielewskiego oni interesują, to czemu mam ukrywać&#8230;</p>
<p><strong>3 grudnia</strong> dostałem artykuł gotowy do korekty, poprawiłem pewne oczywiste błędy merytoryczne nie wchodząc w detale, bo założyłem że skoro dziennikarz się pod tym podpisuje, to bierze odpowiedzialność za to co robi.</p>
<p>Niepokój mój wzbudził dopiero moment, w którym redakcja poprosiła o sugestię ważnej osoby z branży naukowej, która zajmuje się tym tematem. Bez wahania wskazałem prezesa Polskiego Towarzystwa Heraldycznego, członka Międzynarodowej Akademii Genealogii, redaktora naczelnego wydawnictwa DiG etc., etc. &#8211; dra Sławomira Górzyńskiego, autora niezliczonych publikacji na temat genealogii elit polskich. Jeszcze bardziej zdziwiłem się, gdy poproszono o kolejnego recenzenta (do licha, przecież habilitacji miałem nie robić!) &#8211; tu miałem większy problem, bo moje badania nad genealogią <em>en masse</em> to zahaczają bardziej o demografię niż o klasyczną genealogię jako dziedzinę pomocniczą prozopografii. Wskazałem więc dwoje aktywnych naukowców z pogranicza genealogii i demografii historycznej &#8211; pp. dr Lidię Zyblikiewicz z UJ i p. Łukasza Lubicz-Łapińskiego z IPN w Białymstoku, z którymi miałem się zaszczyt spotkać na sekcji demograficzno-genealogicznej wrześniowego Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich. Okazało się, że p. dr Lidia Zyblikiewicz akurat prowadziła samochód i nie mogła rozmawiać, więc p. Łapiński wystarczył. <strong>To było w piątek, 4 grudnia</strong>. A w <strong>poniedziałek 7 grudnia</strong> zakomunikowałem mojemu szefowi, że może się spodziewać w najbliższym czasie kolejnych publikacji na mój temat, a późnym wieczorem autor artykułu był tak miły, że wysłał mi wiadomość, że jutro materiał o mnie ma się ukazać. Natychmiast wysłałem SMS do szefa i poszedłem spać.</p>
<p><strong>Ranek 8 grudnia</strong> jak zwykle zacząłem od komputera: znalazłem maile o treści &#8220;nie nazywam się Tusk ani Kaczyński ale może pomoże mi Pan w genealogii?&#8221; A więc stało się. Na stronie <a href="http://www.tvn24.pl">www.tvn24.pl</a>, jako najważniejsza wiadomość pojawiło się: <a href="http://www.tvn24.pl/-1,1632468,0,1,kaczynski-pochodzi-od-krzywoustego--a-ty,wiadomosc.html">Kaczyński pochodzi od Krzywoustego, a ty?</a> Na artykule jest <strong>godzina publikacji 6:00</strong>. Link do tego samego materiału pojawił się też na stronie głównej Onet.pl.</p>
<p>Dlaczego to zrobili? Nie wiem. Nie pytałem, nie wykorzystywałem swoich znajomości &#8211; po prostu się ucieszyłem. Nie spodziewałem się tego: nawet firmie prowadzącej dystrybucję moich wydawnictw nie wspomniałem o tym, bo nie przyszło mi do głowy, że to się stanie. Przewidywałem, że jeżeli ten artykuł się ukaże, to będzie to gdzieś w ciekawostkach, między pięcionogim koźlęciem a występem kabaretu &#8220;Głupie Żarty&#8221;.</p>
<p><strong>Lawina poszła</strong></p>
<p>Zarówno wybór tematu, jak i pomysł na jego wypromowanie pochodził od redakcji TVN24. Zainwestowali w to swój czas i zasoby, a ja dostarczyłem &#8220;mięsa&#8221;. Efekt był piorunujący: prawie natychmiast temat podchwyciły wydania internetowe obu czołowych dzienników papierowych: Dziennik.pl (<a href="http://www.dziennik.pl/zycienaluzie/article500006/Kaczynscy_wywodza_sie_od_Mieszka_I.html">Kaczyńscy wywodzą się od Mieszka I</a> godz. <strong>8:37</strong>) i Gazeta.pl (<a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7341836,Powstaje__Wielka_Genealogia___Kaczynski_pochodzi_od.html">Powstaje “Wielka Genealogia”: Kaczyński pochodzi od Mieszka I</a>, ostatnia aktualizacja <strong>11:30</strong>). Potem prasa bardziej niszowa: Super Express ( <a href="http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/co-laczy-kaczynskiego-z-mieszkiem-i_121968.html">Co łączy Kaczyńskiego z Mieszkiem I?</a> godzina <strong>12:56</strong>), Fronda (<a href="http://www.fronda.pl/news/czytaj/kaczynscy_pochodza_od_piastow_komorowski_od_wikingow_tusk_nie_wi">Kaczyńscy pochodzą od Piastów, Komorowski od Wikingów, Tusk – nie wiadomo</a> <strong>13:11</strong>), <strong>nazajutrz </strong>&#8220;Nasz Dziennik&#8221; (żart fotograficzny powyżej).</p>
<p>Na fali sensacji wydanie telewizyjne TVN24 decyduje się zrobić materiał filmowy: <strong>w południe</strong> ekipa krakowska robi wywiad ze mną, warszawska jedzie do domu dra S. Górzyńskiego, a jeszcze inna kręci materiał w Sejmie pytając poszczególnych polityków. Pokazane jest to wieczorem w paśmie publicystycznym po “Kropce nad i” ( <a href="http://www.onet.tv/szlachetne-pochodzenie-kazdego-z-nas,5842705,1,klip.html">Szlachetni przodkowie każdego z nas</a> , ok. <strong>20:40</strong>), a gdy idę spać, widać to jeszcze jako temat dnia na <a href="http://www.tvn24.pl">www.tvn24.pl</a>. Znajomi donieśli mi, że widzieli dyskusję o tym również w programie &#8220;Szkło kontaktowe&#8221;.</p>
<p>Od jednego z moich korespondentów dowiedziałem się, że pierwszym źródłem, gdzie przeczytał o sprawie była internetowa gazeta <strong>ukraińska</strong>, zaś znajomy dziennikarz <strong>radia niemieckiego</strong> pocieszał mnie, że najważniejsze by nie przekręcali nazwiska, reszta się nie liczy.</p>
<p>Fora internetowe były jak zwykle pełne pomyj, wylewanych m.in. na moją głowę, których to forów oczywiście nie czytałem. Wystarczyło, że w ciągu paru dni przybyło 200 fanów <a href="http://www.facebook.com/wielka.genealogia.minakowskiego">Wielkiej Genealogii Minakowskiego na Facebooku</a>.</p>
<p><strong>Odbiór: popularyzacja nauki</strong></p>
<p>Redakcja TVN24 pokazała, jak z faktu naukowego (znanego w wąskim gronie fachowców i hobbystów) zrobić fakt publiczny, medialny. Dla mnie, jako człowieka nauki jest to rzecz wspaniała. Przecież celem, dla jakiego robię to wszystko jest realizacja mojej misji: żeby każde dziecko wiedziało, że istnieje CIĄGŁOŚĆ między światem I Rzeczypospolitej, a światem dzisiejszym. Ja się wychowałem w Olsztynie, gdzie poczucia takiej ciągłości nie było praktycznie wcale. I od wielu lat to co robię to właśnie tworzenie takiego poczucia <em>ex nihilo</em>. Liczy się dla mnie ZARÓWNO ciągłość fizyczna (genetyczna) jak i ciągłość w przekazywaniu tradycji czy ciągłość terytorialna. Im więcej tej ciągłości, tym lepiej dla Kraju. A dlaczego? Dlatego, że poczucie ciągłości z przeszłością jest NIEZBĘDNE do odpowiedzialności za PRZYSZŁOŚĆ. Jak inaczej wytłumaczyć ludziom, dlaczego mają być odpowiedzialni za to, co się będzie działo z tym krajem 200 lat po ich śmierci?</p>
<p>Oczywiście, liczne osoby &#8220;z branży&#8221; z lubością zaczęły krytykować &#8220;sprowadzanie tematu do poziomu rynsztoka&#8221;, ja jednak uważam, że redakcja TVN24, rękoma p. Wasielewskiego w znakomity sposób wykonała swoją robotę: wynalazła w czymś, co innym wydawało się nudne i nieciekawe, temat fascynujący, poruszający tłumy i pozwalający im zachować czołową pozycję na rynku najbardziej cytowanych mediów. Czapki z głów!</p>
<p style="text-align: center;"><strong>* * * Uzupełnienia * * *</strong></p>
<div id="attachment_376" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-376" title="Pierwsza i ostatnia strona okładki Angory, nr 51/2009" src="http://minakowski.pl/wp-content/uploads/2009/12/zdjęcie-300x225.jpg" alt="Pierwsza i ostatnia strona okładki Angory, nr 51/2009" width="300" height="225" /><p class="wp-caption-text">Pierwsza i ostatnia strona okładki Angory, nr 51/2009</p></div>
<p>W kolejnym tygodniu artykuł o mojej pracy z TVN24.pl został przedrukowany jako <strong>temat na okładkę</strong> w tygodniku &#8220;Angora&#8221;. Czyżbym więc po Mickiewiczowsku &#8220;dożył tej pociechy, by moje dzieło zstąpiło pod strzechy&#8221;? Na zdjęciu obok awers i rewers &#8220;Angory&#8221; nr 51 (1018) z 20 grudnia 2009. Podpis pod zdjęciem: &#8220;Lech Kaczyński jest potomkiem Bolesława Krzywoustego &#8211; twierdzi twórca największego spisu genealogicznego w Polsce &#8211; czytaj str. 12.&#8221;</p>
<p>Na serwisie ukraińskim &#8220;Gazeta.ua&#8221; trochę poprzekręcali, ale sens da się zrozumieć: &#8220;<a href="http://www.gazeta.ua/index.php?id=318941">Предком Качинського був перший польський князь</a> &#8211; Автор найбільшого в  Польщі  генеалогічного списку <strong>Єжи  Марек Мінаковський</strong> дослідив, що серед  предків братів Качинських є  засновник  польської держави Мієшко I, пише польська  газета <a href="http://www.dziennik.pl/" target="_blank">Dziennik</a>.&#8221;</p>
<p>15 grudnia p. Janusz Korwin-Mikke był łaskaw poświęcić mi artykuł w swoim blogu: <a href="http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Boleslaw-Krzywousty-przodkiem-,2,ID396193663,n">Bolesław Krzywousty przodkiem Kaczyńskich</a>. Trudno mi odnieść się do treści rzeczonego artykułu inaczej jak słowami &#8220;zgadzam się w całej rozciągłości&#8221;, co zresztą nie jest niczym nadzwyczajnym w przypadku tej osoby.</p>
<p>Artykuł p. Janusza Korwin-Mikkego z 15 grudnia daje mi dobry pretekst, by odpowiedzieć za jednym zamachem na <strong>1647 komentarzy</strong> (stan o północy 16 grudnia 2009), jakie zostały umieszczone pod oryginalnym artykułem (na TVN24.pl): nie jestem zwolennikiem PiS. Nie jestem zwolennikiem PO. Nie interesują mnie partie, które traktują mnie jak dziecko, kierujące się tylko emocjami. Odpowiedź na pytanie, drogie dzieci, kogo mam zamiar poprzeć w wyborach prezydenckich, można wywnioskować z akapitu poprzedniego.</p>
<p>W kolejnym tygodniu w tygodniku <em>Wprost</em> ukazał się w całości poświęcony temu tematowi felieton Krzysztofa Skiby (wokalisty i tekściarza zespołu <em>Big Cyc</em>). Również satyryczne kolumny Wprost (<em>z życia Opozycji)</em> i <em>Polityki</em> nawiązały wprost do tego tematu. Tak oto stał się on częścią kultury masowej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://minakowski.pl/sprawa-minakowski-kaczynski-krzywousty-jako-case-podrecznikowy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->