Analiza wpływu promieniowania podczerwonego na poziom argumentacji politycznej w mediach

Po niespodziewanej śmierci pod Smoleńskiem znacznej części elity politycznej Polski rozgorzała dyskusja na temat odpowiedzialności dziennikarzy za słowa używane wobec Zmarłych, gdy jeszcze byli wśród nas. Część znanych dziennikarzy dokonała rachunku sumienia i wyraziła skruchę, inni są mocno atakowani. Wydaje się jednak, że za różnice w postawach mediów odpowiada czynnik obiektywny, który poniżej postaram się scharakteryzować. Każdy opór wobec wpływu tego czynnika będzie miał charakter krótkotrwały.

Przekaz telewizyjny ogląda się OD ŚRODKA

Dzięki wynalazkowi zastosowania promieniowania podczerwonego do komunikacji między odbiornikiem telewizyjnym a tzw. „pilotem” zasadniczo zmienił się sposób odbierania przekazu telewizyjnego. Osoby prowadzące programy w TV skupiać się muszą na tym, by odbiorca, który właśnie przełączył sie na ich kanał, chciał na nim pozostać jak najdłużej. Dlatego programy telewizyjne nie mogą zawierać ciągu argumentacji logicznej od założeń, przez wynikające z siebie kroki do konkluzji: odbiorca, który włączy się w środku (bo właśnie zmienił kanał lub wrócił do pokoju po wizycie w toalecie) musi TAK SAMO rozumieć sens wypowiedzi, jak odbiorca, który ogląda ją od początku.

Przekaz telewizyjny z samej swojej natury musi być efektowny przez cały czas: nie można pozwolić, by odbiorca się znudził. Dlatego w przypadku programów publicystycznych one po prostu muszą być ciągłą wymianą ciosów lub ciągiem prostych haseł. Haseł zrozumiałych bez analizy założeń, a więc takich, które opierają się na powszechnie przyjętych stereotypach.

Czy jest więc szansa, że jakość argumentacji pojawiających się w telewizji się zmieni? Odpowiedź brzmi: tak – pod warunkiem że zmusimy telewidza, by każdy program był oglądany z pełną uwagą, od początku do końca. Czy jest to możliwe? Tak: pod warunkiem, że telewizję będzie się oglądać w kinie lub w sali wykładowej, skąd nie da się wyjść przed końcem wykładu i nie da się przełączyć telewizora na inny kanał.

Pamiętajmy: dziennikarze telewizyjni są utrzymywani przez reklamy rozliczane według oglądalności danego programu o danej porze. Ewolucja eliminuje takie przypadki, które nie są w stanie osiągnąć odpowiedniej oglądalności, a promuje takie, które to robią lepiej niż inne. Etyka poszczególnych dziennikarzy i kodeksy etyczne redakcji mogą ten efekt łagodzić jedynie w sposób bardzo umiarkowany.

Przekaz prasowy czyta się OD TYTUŁU I NAGŁÓWKA

Zupełnie inny jest sposób percypowania prasy drukowanej. Tutaj uderza w oczy atrakcyjny tytuł, który musi zaintrygować i zachęcić do wgłębienia się w tekst, poczynając od nagłówka (tzw. leadu).

Zupełnie odwrotnie niż w przypadku telewizji, nic nie stoi na przeszkodzie, by artykuł prasowy był zbudowany według klasycznego schematu tytuł-wstęp-rozwinięcie-zakończenie.
– Tytuł musi być taki, by wywołał nieodpartą chęć zapoznania się z właściwym tekstem, może więc zawierać intrygującą grę słów lub aluzję, którą można zrozumieć dopiero po wczytaniu się w sens.
– Wstęp („lead”) jest streszczeniem artykułu lub interesującą próbką (najbardziej wyrazistą wypowiedzią, jeżeli jest to wywiad)
– Rozwinięcie może (i powinno) być konkretnym, wartościowym – prawdziwym – tekstem, który przynosi korzyść czytającemu, a nie wprowadza go w błąd
– Zakończenie („puenta”) jest niestety często pomijane, co wiąże się z tym, że mało który czytelnik dochodzi w lekturze do końca artykułu

W jej przypadku o sukcesie ewolucyjnym danego osobnika decydują dwa czynniki: a) liczba prenumeratorów i b) sprzedaż egzemplarzowa. Prenumeratorzy to ludzie zainteresowani głównie trwałą wartością, jaką niesie dany tytuł prasowy, a egzemplarze kupują osoby zainteresowane intrygującymi tytułami na okładce lub osoby, które wertując numer znalazły w nim ciekawe nagłówki, z którymi chcą się zapoznać w domu.

Podawanie nierzetelnych lub stronniczych informacji w artykułach prasowych nie znajduje żadnego uzasadnienia poza takim, że prenumeratorzy chętniej zwiążą się z pismem, które będzie potwierdzać ich własne wybory światopoglądowe.

Przekaz internetowy jest dwuczęściowy: trzeba KLIKNĄĆ w tytuł, by zobaczyć resztę

Pensja dziennikarzy internetowych jest w ostatecznym rozrachunku pochodą liczby osób, które kliknęły w tytuł, żeby zobaczyć tekst. Jednak tytuł (i ewentualnie nagłówek) oraz treść artykułu są widoczne na dwóch osobnych stronach, związek między nimi staje się więc automatycznie bardzo wątły.

Nie należy się więc dziwić, że ten mechanizm wymusza kreatywność odnośnie tytułów: tytuły muszą być intrygujące, muszą zaciekawiać i zachęcać do wejścia na stronę z danym artykułem. Tak jak ma to miejsce w niniejszym artykule.

Co jednak dzieje się, gdy ktoś na stronę artykułu już wejdzie? Autor strony internetowej już otrzymał swoją gratyfikację. Użytkownik zobaczył już reklamy na danej stronie. Nie ma więc powodu, by treść sama w sobie była intrygująca. Ba! treść może być wręcz sucha i nudna – w takim przypadku użytkownik chętniej będzie klikał w reklamy lub inne elementy strony. Ważne jednak, by użytkownik nie czuł się oszukany (bo jest ryzyko, że następnym razem nie da się wciągnąć).

Artykuł internetowy jest z natury krótszy niż prasowy (bo trudniej jest czytać dłuższy materiał), może jednak zawierać odsyłacze do źródeł (przypisy), czego w prasie się nie stosuje. Jego zwięzłość i weryfikowalność wzmacnia jego rzetelność: mniej tam będzie subtelnych analiz, a większe skupienie na faktach, których interpretację pozostawia się czytelnikowi.

Przekaz video w Internecie również ogląda się od początku. Musi on także być krótki, bo przeciętny widz przestaje go oglądać po 2-3  minutach.

Publicystyka w serwisach internetowych takich jak Onet.pl prowadzona jest przez niezależnych publicystów, publikujących blogi pod własnym nazwiskiem, których poglądy są wzajemnie sprzeczne i nie muszą mieć żadnego związku z „linią redakcji”. To autorzy odpowiadają za swoje słowa własnym nazwiskiem.

Wnioski: w którą stronę pójdą zmiany?

Jak widać, jakość i sposób prezentacji treści politycznych w różnych mediach ma podłoże obiektywne, niezależne od chęci danego dziennikarza lub danej redakcji. Zdecydowany wpływ będzie tu miała marginalizacja prasy (będącej tu gatunkiem pośrednim), która spowoduje, że:
– z jednej strony będzie telewizja traktująca politykę jako show, pojedynek sportowy między zawodnikami, w którym nie liczy się czy zawodnicy się lubią czy nie, ale jak efektowna jest walka między nimi
– z drugiej strony będą portale internetowe ostro rozdzielające tytuły i nagłówki, o wymowie intrygującej, których sens można jednak poznać dopiero po zapoznaniu się z treścią artykułu, skądinąd suchego i rzetelnego.

Myślę, że najwięcej dobrego osiągniemy, gdy czytelnicy zrozumieją te różnice i zaczną wykorzystywać narzędzia medialne zgodnie z ich przeznaczeniem i instrukcją obsługi…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Analizy, Przyszłość Internetu. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *