eMarketer podał przerażającą statystykę dla serwisów społecznościowych.
Serwisy społecznościowe mają największą penetrację u biednych niewykształconych dzieci latynoskich i murzyńskich, a najgorszą u białych, dorosłych, zarabiających absolwentów szkół wyższych…
Serwisów społecznościowych używało:
- 48% Latynosów i tylko 31% białych nie-latynosów
- 75% smarkaczy (<25 lat) i tylko 30% osób w moim wieku (35-44)
- 43% osób bez matury i tylko 33% osób po studiach
- 45% osób z najniższej kategorii zarobków, a potem im masz więcej tym mniej prawdopodobne, że cię tu spotkamy…
Czytaj więcej…
O ile amerykańskie firmy są doskonałe we wprowadzaniu wynalazków, o tyle amerykańskie społeczeństwo jest zaskakująco konserwatywne w ich wykorzystaniu. Nie chodzi mi o takie klasyczne rzeczy jak obrót czekami, który wciąż tam kwitnie, choć na całym świecie robi się przelewy wlektroniczne (moja książeczka czekowa w Polsce dawno straciła ważność, zanim zdążyłem wykorzystać). Spójrzmy jednak na Internet.
1. W dziedzinie wyszukiwania Google musiało podbić cały świat, zanim udało się obalić dominację Yahoo! w wyszukiwaniu. Widzę to nawet ostrzej: cały świat skorzystał na tym, że aby przegonić Yahoo! u siebie, Google musiał być odeń dużo lepszy.
2. MySpace w USA jest wciąż znacznie popularniejszy od Facebooka. Co ci Amerykanie w nim widzą? Cały świat używa Facebooka, a oni wciąż na tym MySpace. I nawet MySpace’owi nie pomaga w Polsce ich własne biuro, ze znakomitą załogą – nie znam nikogo, kto ma konto na MySpace (poza Izą Pasterz), a na Facebooku mam już 150 znajomych…
3. MapQuest jest nadal znacznie bardziej popularny od walczących jak lwy Google Maps i Yahoo! Maps: po prostu ludzie go używają i tyle.
Google ma coraz więcej kasy, ale coraz mniej chętnie się nią dzieli.
Wyciągam ten wniosek z konferencji prasowej Erica Schmidta z okazji ogłoszenia finansowych wyników kwartalnych: przychody reklamowe Google’a wzrosły w ciągu roku o 18%, ale kasa, jaką Google oddaje właścicielom stron wyświetlających AdSense się nie zmieniła!
Oznacza to w przybliżeniu, że Google ma coraz więcej pieniędzy wobec reszty Internetu (oczywiście, przyjąwszy wiele założeń po drodze, ale założenia te wyglądają racjonalnie).
Choć się tyle mówi o kryzysie w USA, widać też, że przychody w USA rosną szybciej niż w reszcie świata i obecnie wyniki (USA/Int) są 50/50.
Inny możliwy wniosek jest taki, że Google zaczyna już zbierać premię za posiadanie monopolu. Tak czy inaczej w niedługim czasie możemy się spodziewać kolejnych przejęć lub inwestycji Google’a.
Tym bardziej, że w tym samym momencie Eric Schmidt ogłosił, że zakończyła się integracja dwóch poprzednich nabytków Google’a: Youtube jest w pełni zintegrowany z Doubleclickiem. Dwa giganty, praktycznie monopole lokalne, wchłonięte przez trzeciego zrosły się już ze sobą.
To co teraz kupią? New York Timesa? BSkyB? Facebooka?
Google ogłosił, że Knol, czyli jego (właśnie: co? encyklopedia? platforma publikacyjna?) liczy już 100.000 artykułów. To dużo czy mało?
Przypomnijmy, że w porównywalnej Wikipedii mamy zawsze JEDEN artykuł poświęcony JEDNEMU tematowi. Oczywiście – tematy można dzielić w nieskończoność, jak np. artykuł History of laws concerning immigration and naturalization in the United States – ale mimo wszystko artykuł o jednym tytule może być tylko jeden. Artykułów w Wikipedii angielskiej jest obecnie 2,7 mln.
Tymczasem knole są autorskie: są podpisane nazwiskiem autora, tak jak np. w artykule Jamesa Birkholza: Posen (Province of Prussia). No właśnie – “w artykule”, bo Knol to raczej ogromne czasopismo naukowe (czy na pewno naukowe?), w dodatku bez redakcji, korektorów, komitetu redakcyjnego itp. Więc w takiej perspektywie, jak na wielką promocję, jaką Knol otrzymał, liczba 100.000 artykułów wygląda mikroskopijnie.
Ale oczywiście życzę mu jak najlepiej, choć osobiście wolę pisać u siebie…
Chciałem serdecznie podziękować mojej Muzie, E. G., za zapłodnienie jakiego mi udzieliła w czasie naszej dzisiejszej współpracy nad implementacją mikroformatu XFN!
XFN znalazłem w dwóch głównych zastosowaniach: do opisu blogów zaprzyjaźnionych (Blogroll) w WordPressie oraz w systemie wyszukiwawczym Google Social Graph . Ktoś zna inne ciekawe zastosowania?
XFN (XHTML Friend Network) jest próbą zwięzłego opisania relacji międzyludzkich – tak żeby w postaci krótkiego zestawu dość podstawowych (często rozłącznych) kategorii opisać relacje między dwiema osobami. Przykłady?
- Michał Hobot to dla mnie “acquaintance met co-worker colleague neighbor” czyli “znajomy, spotkany osobiście, kolega z pracy i jednocześnie kolega po fachu, sąsiad”
- Ania Lebet-Minakowska to “friend met co-resident spouse muse crush date sweetheart” czyli “przyjaciel, spotkany osobiście, z którym mieszkam, jest moją muzą, jestem nią zauroczony, chodzimy ze sobą i ją kocham”
- E. G. to dla odmiany “contact met co-worker colleague muse” czyli “osoba, z którą utrzymuję kontakt, spotkaliśmy się osobiście, kolega z firmy i kolega po fachu oraz źródło inspiracji (dosłownie: muza)”
I tej mojej muzie własnie chciałem niniejszym podziękować za inspirację, a szczegóły jutro przekażę osobiście bo jesteśmy w kontakcie….
Polecam lekturę samego standardu: http://gmpg.org/xfn/11 i jego uzasadnienia: http://gmpg.org/xfn/background
Zachęcony sugestią VaGli zacząłem inwentaryzować dostępne w Internecie publiczne bazy danych. Proszę o pomoc w wyszukaniu kolejnych. Czytaj więcej…
Jest rok 2015. Minęło parę lat od ostatniej drgawki konkurencji: MSFT przejął wprawdzie Yahoo, ale jak można się było spodziewać efekty były nie lepsze niż wcześniejszego przejęcia AltaVisty, AllTheWeb i Inktomi przez Yahoo: połączone LiveYahooSearch spadło do roli takiej, jak wcześniej Go.com (dawny Infoseek). Czytaj więcej…
Kusiło mnie od dawna, żeby agregować dane rządowe rozmaitej postaci, ale VaGla dzisiaj mi podrzucił link do swojej notki o API do Kongresu amerykańskiego. Zastanawiam się – robić to teraz, czy czekać na obiecaną ustawę o ponownym wykorzystaniu danych publicznych (implementację stosownej dyrektywy unijnej). Czytaj więcej…
Zasadniczo mam dwa życia, chociaż ciągle mi się mieszają. Czasami też dochodzą inne, ale z grubsza jest to Onet i genealogia, przy czym ta druga łączy się blisko z działalnością społeczną w SPSW. Czytaj więcej…
Mój dawny guru, Rafał Wolski (potem konsul RP w Monachium) tłumaczył mi, gdy on miał 23 lata, a ja 19: “dla mnie idealne stanowisko to Privatdozent”. Rafałek zrobił potem pracę magiesterską u ś.p. A. Gieysztora i poszedł w dyplomację, a ja pędziłem po szczeblach kariery akademickiej. Czytaj więcej…